Chciałbym podzielić się z Wami sylwetką mało znanego myśliciela zydowskiego, który zrobił na mnie duże wrażenie. Abraham Joshua Heschel pochodził ze starej rodziny chasydzkiej - jego myśl, czerpiąc z żydowskiej mistyki, poszła w stronę filozofii, przez co Heschel stał sie syntezą dwóch odrębnych światów: żydowskiej pobożności i filozofii zachodu. Przed wojna mieszkał w Polsce i taką notkę po tamtym okresie pozostawił: „Tu, w Europie Wschodniej, naród żydowski stał sie sobą. Nie żył jak gość w cudzym domu, który musi stale pamiętać o zwyczajach i nawykach gospodarza” (Heschel: „Pańska jest ziemia”, tłum. Halkowski 1996) – to chyba najlepszy dowód z pierwszej ręki, że przedwojenny antysemityzm nie był aż tak powszechny, jak się go zwykło demonizować.
W czasie II Soboru Watykańskiego brał aktywny udział w dialogu katolicko-żydowskim, aktywnie popierał tez Martina Luthera Kinga w walce o równouprawnienie ras, przez co stał się pozytywnym przykładem łączenia żydowskiej wrażliwości na sprawy społeczne z zachowaniem wiary przodków i nieustannym otwieraniem jej na nowe wymiary horyzontów (w przeciwieństwie do Żydów, którzy poszli drogą marksizmu). W kwestii wiary nawiązywał do pascalowskiego rozróżniania doświadczenia od rozumu, co wyraża się choćby w jego słowach: „Kiedy dusza nie stoi w płomieniach, żadne światło spekulacji nie rozjaśni mroku obojętności”.
Filozofia Heschela była inspirowana fenomenologia Huserla, za którym głosił jedność faktów i sensów. Pisał: „nie ma nagich, neutralnych faktów – jest byt, który zawsze obdarzony jest sensem”. Za Heideggerem rozróżniał byt (human being) od bycia ludzkiego (being human). Największy wpływ na myśl Heschela miał inny żydowski myśliciel, Martin Buber – od niego przejął rozróżnienie relacji od spotkania: rzecz postrzegamy, osobę spotykamy. Jeszcze inną ważną inspiracją żydowską w myśli Heschela był Rosenzweig (o którym już tu w innym wątku wspominałem) – to od niego przejął trójpodział Bożej obecności w świecie, przejawiającej się w stworzeniu, objawieniu i zbawieniu. Bardzo znamienne są również wyraźne odniesienia do myśli Levinasa: „Twarz mówi, twarz niesie jakiś przekaz. Każdy ja widzi, a przecież nikt nie potrafi jej opisać” – w ten sposób wyrażał doświadczenie transcendencji drugiej osoby.
Heschel bliski mi jest również dlatego, że negował on myśl czysto racjonalistyczną w nowożytnej filozofii. Odrzucał pierwotność Kartezjuszowskiego wątpienia, proponując w zamian zdumienie, a także nie zadowalało go wyjściowe „cogito ergo sum” (myślę więc jestem) , wysuwając przed tym (jako pierwotniejsze) pytanie „kim i dla kogo jestem?”. Myśl Heschela była więc na wskroś personalistyczna, wpisana w filozofię relacji. Heschel krytykował też pojmowanie religii jako składowej rozumu u Kanta. Imponował mi Heschel również dlatego, że nie był filozofem, który miał aspiracje do tworzenia jakiegoś systemu – jego myśl była zatopiona w pokorze mędrca doznającego krótkich olśnień, żyjącego w niezachwianym w przeświadczeniu, skąd te olśnienia płyną....