Autor Wątek: Czy "wąska droga" to wąski Kościół?  (Przeczytany 133 razy)

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Czy "wąska droga" to wąski Kościół?
« dnia: 18 10 2011 o 11:34:50 am »
Ewangelicki teolog, Adolf von Harnack, rozważając historię Kościoła w kontekście jego powszechności, sięga do historycznego kontekstu uformowania się określenia „katolicki”. W pierwszych wiekach chrześcijanie musieli dać odpór wszelkim tendencjom zawężającym pojęcie Kościoła, usiłującym zamknąć go w świecie judaistycznym, czy hellenistycznym, czy też gnostyckim. Oczywiście każde zawężenie okrawało społeczność wierzących do wąskiej grupy kulturowej, wszystkich innych wyłączając na obszerny margines pogaństwa. Teolog wysuwa tezę, że walcząc z tymi tendencjami, Kościół mimowolnie przejął coś ze wzorców, jakimi kierowali się przeciwnicy, przywdziewając w pewnym sensie ich szaty – tj. wchodząc w sztywne ramy ekskluzywizmu. Wyłączono tym samym ze społeczności wiernych wszystkich, którzy nie potrafili się podporządkować z góry ustalonym kanonom wiary czy formalnym rytom jej wyznawania.

Podczas gdy wcześniej całe życie wspólnot chrześcijańskich było podporządkowane OCZEKIWANIU na ponowne przyjście Pana (wierzono, że nastąpi to niebawem, więc nie warto było zbyt szczegółowo ustalać konfesyjnych granic), z czasem owo eschatologiczne oczekiwanie ustępować zaczęło miejsca TRWANIU Kościoła. Kościoła pojmowanego już nie tyle jako cień przyszłej jedności niebiańskiej, ale wyrażanego jako aspiracja budowania tej jedności na ziemi. Przytaczając myśl Harnacka, nie mam zamiaru atakować współczesnego Kościoła katolickiego (który jest i moją wspólnotą), ale pragnę głębiej otworzyć się na uniwersalny wymiar Ewangelii.]

Ewangeliczny wymiar Kościoła, w jego granicach niewidzialnych, przebija się przez słowa św. Edyty Stein, która rozważając tajemnicę łaski Bożej pisze, że nieskończenie mało prawdopodobnym jest, by jakaś dusza mogła zostać przez Bożą miłość odrzucona w sytuacji, gdy choć trochę usposobi się ona na przyjęcie tej łaski jako nieodzownego daru. Wyróżnia tu św. Edyta łaskę przygotowawczą, która niejako dotykając człowieka w różnych sytuacjach życiowych (i różnych realiach kulturowych!), czyni go coraz dojrzalszym do pełnego otwarcia. I choć nawet to otwarcie nie jest zewnętrznie dostrzegalne w kategoriach wspólnotowych, ono następuje w duchowej przestrzeni między grzesznikiem a Bogiem - w chwili, gdy człowieka ogarnia cała pełnia Bożej łaski (rozumianej jako dającą się  OBECNOŚĆ samego Boga).