Bez względu na wszystko- bo dużo tu mozna wymieniać, warto jednak siedzieć w domu tak długo jak to tylko możliwe, nawet jeżeli bieda piszczy, bo naprawdę się opłaca. Teraz po latach z łezką w oku wspominamy te czasy, wprawdzie nie zawsze był obiad dla męża, rzadko był porządek ale często wychodziłam lub wyjeżdżałam z dziećmi w plener, zabierałam czasem inne dzieci i ich mamy ale i w domu bylo nam dobrze, nie trzeba było wstawać raniutko i ubierać się do przedszkola tylko chodziłyśmy w piżamach czasami do południa wbrew całej światowej cywilizacji. Dzieci wymyślały sobie rozmaite zabawy i zajęcia ( myślę, że ten czas ich bardzo związał na całe życie) nasze mieszkanie przypominało często plac zabaw, na podlodze tor przeszkód, ściany i szyby kolorowo pomalowane itd. W tej chwili te dwie starsze córki są już po studiach i choć już tyle lat minęło ciągle opowiadają młodszej siostrze o swoich przeżyciach z tamtych lat i bardzo by chciały by ich dzieci też siedziały w domu. Żałuję, że poszłam do pracy w dwa lata po urodzeniu młodszej córki, bo chociaż miała dobre i bliskie przedszkole, dobre relacje z rówieśnikami ( siostry już chodziły do szkoły) i byliśmy z mężem zadowoleni, to teraz jednak widzę, że nie chciało nam się iść pod prąd i pozbawiliśmy dziecka najbardziej potrzebnego w tym wieku domowego ciepła, ale cóż, jak mówił pan Hawranek to se nie wruti...