Autor Wątek: Prawa dziecka  (Przeczytany 877 razy)

AdamS

  • Gość
Prawa dziecka
« dnia: 4 05 2010 o 20:01:20 pm »
Coraz częściej zasady moralne, które niegdyś miały charakter niepisanej umowy, ujmuje się w różnych prawach i kodeksach. Stwarza to pewną sztywność interpretacji. Przy braku dobrej woli dochodzi nawet do karykaturalnego wykrzywienia tych zasad.

Ustalenie, że dziecko nie może być poddawane przemocy jest zasadą oczywistą, ale zastosowanie tego w sytuacji, gdy np. rodzic ściąga malca z drzewa, a ten się drze, bo mu tam dobrze było - czyż nie mógłby ktoś tego nazwać przemocą?

Ujęcie pewnej normatywności w postaci kodeksów jest więc dobre, dopóki nie działa jakaś automatyczna zasada ich egzekwowania. Klaps czasem jest jedynym środkiem na opamiętanie dziecka (które w takiej sytuacji nawet nie płacze, bo wie, że był on zasłużony) - oczywiście jest to środek, który w jakiś sposób obnaża bezsilność rodzica i uważam, że powinien być stosowany naprawdę sporadycznie.

Dobrze więc się stało, że dziecko zostało otoczone prawami chroniącymi jego godność, ale źle się dzieje, jeśli w praktycznym zastosowaniu tych zapisów nie kieruje nami kryterium zdrowego rozsądku, tylko sztywna litera prawa.

Myślę, że formułowanie zasad z pewnością pozwala na ich uwspólnienie, ale nie wyczerpuje tych zagadnień w sensie oceny etycznej, gdyż w tym zakresie nie można wyręczać sumienia - ono zawsze działa indywidualnie, w odniesieniu do każdej sytuacji oddzielnie. A tego już nie da się w żaden sposób znormatywizować...

Przedstawiłem tu swoje zdanie. Chciałbym jednak wiedzieć, co według Was jest lepsze - szczegółowe spisywanie i egzekwowanie normatywnych zachowań, czy też po prostu poleganie na zdrowym rozsądku i odstąpienie w tej kwesti od wszelkich paragrafów?
« Ostatnia zmiana: 4 05 2010 o 20:04:47 pm wysłana przez AdamS »

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Prawa dziecka
« Odpowiedź #1 dnia: 5 05 2010 o 06:46:33 am »
Witaj!

Temat ten interesuje mnie ze względów praktycznych :-) Chętnie zatem odniosę się do Twoich spostrzeżeń.

1.
Cytuj
Ustalenie, że dziecko nie może być poddawane przemocy jest zasadą oczywistą(...)
To wcale nie jest dla większości społeczeństwa oczywiste. W Polsce dominuje, niestety, przekonanie, że bez stosowania przemocy można co najwyżej wychować tzw. bezstresowego potwora, który za nic ma rodziców i nie posiada żadnego kręgosłupa moralnego. Kręgosłup ten, powiadają, najlepiej ćwiczy się paskiem. W rezultacie zamiast nie znających żadnych świętości bezstresowych potworów społeczeństwo wychowuje całe rzesze zestresowanych furiatów, gotowych dla odmiany krew przelewać za każdą świętość: od szalika ukochanej drużyny piłkarskiej przez dzielnicę po parę złotych wreszcie (w ten sposób okazując zapewne szacunek dla pieniądza). Jak to było: przemoc rodzi przemoc? Jakoś nie możemy się do tej mądrości przekonać.

2.
Cytuj
Klaps czasem jest jedynym środkiem na opamiętanie dziecka (...)
Mój syn ma prawie 4,5 roku i jeszcze nigdy nie dostał lania. Nie piszę tego, żeby się chwalić, tylko jako polemikę z mitem, że czasem klaps okazuje się jedynym i ostatecznym wyjściem z kryzysowej sytuacji. Sposobów na opanowanie sytuacji jest znacznie więcej. Oczywiście rodzice stosują wobec dziecka szeroko pojętą przemoc. A dziecko stosuje szeroko pojętą przemoc wobec rodziców. Przemoc jest jednym z najważniejszych (obok popędu seksualnego) motoru naszych działań. Sęk w tym jednak, by tę przemoc odpowiednio skanalizować. Wyzbywanie się odczuwania wszelkiej agresji jest sztuczne, nienaturalne i prowadzi do psychicznego samookaleczenia. To trudne, ale warto spróbować powalczyć z pokusą karania klapsem. Po to chociażby, by nie wpajać dziecku fałszywego przeświadczenia, że za popełniony zły uczynek należy się kara fizyczna. Dzieci bowiem uczą się głównie przez naśladownictwo. Mogą zatem poczuć się uprawnione do tego, żeby zdzielić kolegę, który w ich mniemaniu robi coś złego. Czym innym jest stosowanie przemocy w obronie własnej, a czym innym jest samosąd. Dla dzieci jednak te różnice bywają często niedostrzegalne. Kiedy mieszkałem jeszcze w akademiku, byłem świadkiem przedziwnej sceny: mój syn znowu dostał fangę w nos od mieszkające obok dziewczynki. Nagle na korytarzu stanęła jej matka, złapała ją, wymierzyła klapsa i krzyknęła: "Przecież ci mówiłam, że nie wolno bić!". Po czym uderzyła ją jeszcze raz. Reakcją jej córki był nerwowy śmiech, co wcale mnie nie dziwi, bo sam niewiele zrozumiałem z rodzicielskiego przekazu.

3.
Cytuj
Dobrze więc się stało, że dziecko zostało otoczone prawami chroniącymi jego godność, ale źle się dzieje, jeśli w praktycznym zastosowaniu tych zapisów nie kieruje nami kryterium zdrowego rozsądku, tylko sztywna litera prawa.

Byłbym bardzo wdzięczny za wskazanie przykładów tego typu naruszeń. Obawiam się bowiem, że jest to pewnego rodzaju demonizowanie. Obiły mi się ostatnio o uszy echa walki z wiatrakami pod postacią ustawy zabraniającej stosowania przemocy, bodajże. To wymyślony problem, rzecz w całym zamieszaniu dotyczyła zakresu uprawnień pracowników socjalnych (kuratorów?). Wystarczyło jednak, aby podnieść larum w obronie tradycyjnych metod wychowawczych. Patrząc na nasze społeczeństwo, mam jednak nieodparte wrażenie, że metody te należałoby zweryfikować. Najsmutniejsze w tej awanturze jest to, że nie brak przykładów tragedii spowodowanych tym, że otoczenie (sąsiedzi, lokalna społeczność, parafie, państwo) zbyt mało zainteresowania poświęcają małemu obywatelowi. To jest dla mnie bardzo silny argument.

Jeżeli chodzi o Twoje główne pytanie, nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Najlepiej byłoby zapewne, żeby zdrowy rozsądek towarzyszył ustawodawcom, co, jak wiemy, nie zawsze ma miejsce. Równie istotne jednak jak odgórnie spisywane kodeksy jest współuczestniczenie w życiu społeczności na poziomie  lokalnym, od najbliższych sąsiadów przez wsie, gminy, miasta itp. Często spotykamy na swojej drodze również przypadkowe osoby, np. w pociągu, autobusie, samolocie, na urlopie. Będąc z innymi mamy niepowtarzalną okazję do wysłuchania czyjegoś problemu i zainteresowania się nim. Bądźmy zatem otwarci na innego człowieka, a wtedy nie zaszkodzą nam nawet najbardziej idiotyczne przepisy pisane na kolanie.

Pozdrawiam!
Krzysiek

AdamS

  • Gość
Odp: Prawa dziecka
« Odpowiedź #2 dnia: 6 05 2010 o 10:24:03 am »
Nie od razu odpisałem na ten post, bo czekałem, aż inni włączą się do dyskusji (wypowiedź Krzyśka warta jest dokładnego przeczytania!). Można odnieść wrażenie, że prezentujemy dwie oddzielne koncepcje wychowania, ale rozbieżność jest tylko pozorna. ;) Może tylko w jednym przypadku miałbym zdanie odmienne, ale o tym za chwilę.

Całkowicie się z Krzyśkiem zgadzam, że wszelka przemoc fizyczna powinna być z wychowania eliminowana - choć podtrzymywałbym zdanie, że nie można winić rodzica za pojedynczy klaps, gdy jest on ostatecznym środkiem na opamiętanie. Oczywiście jest to wyraz jakiejś bezsilności rodzica, a jednak sam musze się przyznać do kilku klapsów, które w życiu dzieciom wymierzyłem (nigdy jednak nie miało to charakteru na zimno wykalkulowanej "egzekucji" - jednak pozostał niesmak do samego siebie, że nie potrafiłem wówczas zareagować inaczej). Trzeba pamiętać, że nawet słaby klaps, nie sprawiający większego bólu, jest zawsze jakąś postacią upokorzenia dziecka, a tego powinniśmy unikać.

Pytasz, Krzyśku, o przykład nadgorliwego stosowania sie do praw dziecka - myślę, że problem nie jest wcale domonizowany. Widzieliśmy już przypadki odbierania dzieci tylko dlatego, że warunki domowe nie spełniają ogólnie przyjętych norm (chodzi o status materialny czy niepełnosprawność rodziców). To chyba najdotkliwsze dla dziecka (i rodzica) sytuacje, w których prawo obraca się przeciwko tym, których powinno chronić.

Ale są też inne, mniej w życiu widoczne, gdy np. u niezaradnej  matki dochodzi do postępującej nerwicy, ze dziecko zostanie odebrane (wczoraj nawet pokazany był w TV przykład jak jedna taka matka pod wpływem długotrwałej presji podała w końcu dzieciom śmiertelną dawkę środków uspokajających). Myślę więc, że nie ma tu nadmiernego demonizowania - problem jest szerszy niż się wydaje. Ale nie znaczy to, że postuluję odstąpienie od jednoznacznego zapisu praw dziecka - trzeba tu jednak dużej dozy działania zgodnego z sumieniem oraz indywidualnego podejścia do każdej sprawy.
« Ostatnia zmiana: 6 05 2010 o 10:26:59 am wysłana przez Adam »

Offline ewa derlak

  • Moderator
  • Bywalec
  • *****
  • Wiadomości: 25
Odp: Prawa dziecka
« Odpowiedź #3 dnia: 6 05 2010 o 12:41:01 pm »
Ja w sprawie klapsa.
Wróciłam właśnie z kilkudniowych warsztatów psychologicznych pod strasznym (lub jak kto woli przewrotnym) tytułem "Zbrodnia i kara", czyli rzecz o trudnej miłości (m. in. o dyscyplinowaniu dzieci)
Otóż, jak wszystkie relacje w życiu, także pouczanie (karanie) dzieci nie da się "podstawić" do jednego gotowego wzoru. Badania wykazują, ze klaps w sytuacji zagrożenia (np. dziecko próbuje włożyć gwóźdź do kontaktu) jest najszybszą i najskuteczniejszą, czytelną dla dziecka informacją.
Ze zdumieniem usłyszałam też, ze dzieci wolą dostać klapsa, niż być niezauważanymi (stąd wszelkie, często niesforne próby zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę).
Na pewno nic się dziecku nie stanie, jeśli parę razy "oberwie", pod warunkiem, ze wie za co i ze wie, ze jest kochane.

AdamS

  • Gość
Odp: Prawa dziecka
« Odpowiedź #4 dnia: 6 05 2010 o 12:52:42 pm »
No właśnie! Ewa dała doskonały przykład, kiedy klaps działa na opamiętanie (i w tym przypadku nie stanowi jakiegoś wielkiego upokorzenia).

Załóżmy, że zwracamy dziecku raz i drugi raz uwagę, by nie pchało paluchów do prądu, a ono dalej próbuje. Co wtedy? Czekać aż je porządnie potrzepie, czy też je osobiście (i bezpiecznie) trzepnąć? ;)

Ewa pisze, że czasem dzieci wolą dostać klapsa - i mnie się również wydaje, że klaps klapsowi nie jest równy, a z obserwacji wiem, że "klapsików" zasłużonych i z troską wymierzonych same dzieci nie traktują jako krzywdy.

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Po tyłku czy po łapkach?
« Odpowiedź #5 dnia: 6 05 2010 o 13:40:04 pm »
Witajcie!

Nie twierdzę, że nie ma sytuacji, w których należy się uciekać do przemocy fizycznej.
Pisałem o klapsie jako o karze, a nie "środku odstraszającym". Chociaż myślę, że w przypadku, gdy dziecko zbliża do gniazdka rękę pacnąć je właśnie w rękę a nie w tyłek. Takie sytuacje się zdarzają. Powtarzam jednak, nie uważam, że to kara, ale sposób na odżegnanie niebezpieczeństwa. Nie uznaję natomiast tzw. lania za tzw. bycie niegrzecznym.

Cytuj
Na pewno nic się dziecku nie stanie, jeśli parę razy "oberwie", pod warunkiem, ze wie za co i ze wie, ze jest kochane.

A mężowi? Lub żonie? Też się nic nie stanie, jeżeli powiemy za co i wyznamy miłość? Oczywiście przesadzam, ale z moich obserwacji wynika, że przemoc w rodzinie to poważny problem, a jednym z jego aspektów jest pobłażliwe podchodzenie do kar cielesnych. Wychowanie musi uwzględniać karanie, bez dwóch zdań. Klapsowanie uważam jednak za drogę na skróty. Rozumiem, że to może się zdarzyć, każdemu mogą puścić nerwy. Jednak, jak zauważył Adam, dla mnie jest to wyraz bezsilności. Ile warta może być metoda, która opiera się na desperacji?

Cytuj
Ze zdumieniem usłyszałam też, ze dzieci wolą dostać klapsa, niż być niezauważanymi (stąd wszelkie, często niesforne próby zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę)

Najlepiej jednak zwracać na dziecko uwagę nie tylko wówczas, gdy należy mu się lanie :-) Oczywiście Twoje odkrycie dotyczy już patologii.

Moi drodzy, przepraszam za ten polemiczny ton, ale uważam, że w tym kraju naprawdę zbyt mało czasu poświęca się zagadnieniom wychowania. Efekty możemy potem często obserwować na ulicy.

Pozdrawiam!
Krzysiek