Kapcel zwrócił uwagę na dobry przykład przez wzajemne relacje rodziców, a Pippi podkreśliła potrzebę podmiotowego traktowania każdej grupy wiekowej. To niezwykle istotne dla mnie uwagi.
Najwspanialej jest gdy dziecko czuje, że to co robi, czyni od siebie, a nie pod presją, a tak właśnie się dzieje, gdy potrafimy wejść w jego psychikę i zrozumieć motywację. Wtedy może łatwiej będzie zastosować słowa "pozwólcie dzieciom przyjść do mnie", aniżeli wdrażać zastępczą formułę "zmuście dzieci, by przyszły do mnie" - Zbyszek już wcześniej zwrócił uwagę na subtelne rozróżnienie tych dwóch postaw.
Kiedy mieszkałem na Śląsku, wspaniale to czuli tamtejsi księża, wchodząc z dziećmi w żywy dialog (czasem nawet miałem wrażenie, że na ten czas stają się jednym z tych dzieci - to już wymaga świętego szaleństwa). Im więcej takiej postawy, tym mniej przymusu trzeba stosować - choć przyznam, że sam także czasem czuję bezsilność i uciekam się do klapsa (b.rzadko) - traktuję go jednak jako ostateczny znak opamiętania - a znaki - jak wspomniał Janusz - mogą czasem zastępować słowo i jako takie bardziej bolą przez swą wymowę niż przez ból fizyczny (staram się nie przekraczać tej granicy).
Ale co zrobić w takiej sytuacji, o której wspomina Paulina? Jeśli dziecko już wchodzi w fazę człowieka dorosłego i zaczyna się bunt (często nie wynika on z błędów wychowaniu!) ...albo gdy dzieci mają nadpobudliwość, ADHD i inne skłonności utrudniające funkcjonowanie w zorganizowanej społeczności?...