http://www.racjonalista.pl/ks.php/k,248mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy z Was spotkali się kiedyś z tą książką, bo jest ona dobrym tematem dyskusji.
otóż ostatnio wpadła mi ona w ręce i dość pobieżnie ją przeczytałam (w zasadzie tylko przekartkowałam, zatrzymując się jedynie na fragmentach). książka budzi we mnie mieszane odczucia. z jednej strony to całe pozytywne myślenie na pewno w jakiś sposób się wiąże z osobą Boga, gdyż to On jest źródłem spokoju i radości, a nie spokój i radość jest źródłem Boga, że tak się wyrażę. ta książka jednak mówi o czymś zupełnie odwrotnym. w jakiś sposób neguje ingerencję Boga w ludzkim życiu głosząc, że to my sami jesteśmy w stanie za pomocą podświadomości kształtować swoje życie. w książce tej przytaczane są również wersety z Biblii, które mówią mniej więcej o tym, że otrzymamy wszystko, czego zapragniemy, jeśli uwierzymy. czy autor w ten sposób udowadnia sprawdzanie się Bożego Słowa w praktyce, czy jest to sugestia, że Jezus świadomie wykorzystywał ludzką podświadomość?nie mogę w żaden sposób ustalić, czy autor zaprzecza w niej istnieniu Boga, czy może wręcz przeciwnie. nie mogę też znaleźć w Internecie żadnych dodatkowych informacji o nim.
idąc tropem treści zawartych w książce, weźmy na przykład uzdrowienie. ok, nasza psychika wiąże się na pewno z naszym umysłem, ciałem, ogólnie organizmem. jestem więc jeszcze w stanie uwierzyć, że za pomocą autosugestii jesteśmy w stanie poprawić NASZ WŁASNY stan. w jaki sposób jednak autor może twierdzić, że NASZE pozytywne myślenie jest w stanie poprawić np. stan zdrowia KOGOŚ INNEGO, kto nawet nie wie, że się za tego kogoś 'modlimy'(mowa o 'modliwie naukowej', czyli pracy nad pozytywnym myśleniem i kształtowaniu włąsnej podświadomości)? że niby wysyłamy komuś jakieś "fluidy"?dziwi mnie to, że ktoś podważa (bo tak to odbieram) istnienie Boga, a woli wierzyć w, cytuję, "wszechobecny umysł", "stwórczą mądrość" lub takie oto perełki:
"Zalozmy, ze dowiadujesz sie o ciezkiej chorobie twojej matki, ktora mieszka w innym miescie. Natychmiastowa fizyczna pomoc jest w tym przypadku wykluczona, mozesz jednak wspierac matke modlitwa. "Albowiem Ojciec, ktory zyje w Tobie, niesie rade i pomoc". Tworcze prawo umyslu zawsze i wszedzie dziala dla ciebie. Poniewaz podswiadomosc reaguje calkiem automatycznie, leczenie na odleglosc polega poprostu na tym, ze przywolujesz wizje harmonii i szczescia. Istnienie tylko jedna, wspolna dla wszystkich tworcza podswiadomosc - a zatem wyobrazenie, jakie przekazesz jej w swoim umysle, podziala na podswiadomosc matki. Dzieki medium, jakim jest uniwersalna podswiadomosc, twoje mysli o witalnosci i zdrowiu przenosza sie dalej, wyzwalajac zwykly proces, ktory uleczy organizm twojej matki."
czy nie jest besensowne to, że nasze myśli są w stanie zadziałać na innych, nawet oddalonych od nas o wiele kilometrów i wpłynąć na sprawy zupełnie niezależne od nas(przykład z jednej z pierwszych stron: dziewczyna wmawia sobie, że będzie miała torebkę, na którą jej nie stać, a następnego dnia dostaje ją w prezencie)? według mnie takie pozytywne myślenie może co najwyżej poprawić nasze samopoczucie, zwalczyć nasz strach i stres, a nie faktycznie zadziałać na naszą korzyść.wręcz przeciwnie - czy po jakimś czasie nie doprowadzi to do zniszczenia własnej psychiki, kiedy okaże się, że uwierzymy zbyt mocno i odkryjemy, że możemy się poruszać tylko w sferach własnego umysłu, a nie wykraczać gdzieś poza i być panem i władcą wszechrzeczy?
nie jest możliwe, aby streścić tu teraz wszystkie przesłania tej książki i zawartych w niej metod na "skuteczną modlitwę". wiem, że tego typu książki powinno się traktować z przymrużeniem oka (jest tam naprawdę wiele fragmentów, które jak dla mnie nie mają żadnego sensu). zakładam jednak ten temat, bo jestem ciekawa Waszego zdania.czy sądzicie, że to wszystko jedna wielka bzdura, czy może jednak coś w tym jest?uważacie, że takich książek powinno się po prostu unikać jak ognia, czy może sięgnąć, przeczytać, przemyśleć i jeszcze bardziej utwierdzać się w swojej wierze?Pozdrawiam i zachęcam do dyskusji.