Autor Wątek: krzyż a szczęście  (Przeczytany 807 razy)

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
krzyż a szczęście
« dnia: 19 11 2010 o 12:51:26 pm »
Czuje ze intuicyjnie że chce walczyć o wiarę w to że po śmierci jest życie, ale też myślę że Bogu zależy mi  na moim szczęściu chce abym się realizował, miał pracę itp.
Jest pewna logika w tym co mówi Janusz o krzyżu przyjmując cierpienie jako krzyż można doświadczyć Boga jego mocy a przez to moja wiara może wzrastać.
Co do szczęścia(to do Krzysztofa) to chyba nie powinno być ono celem nadrzędnym.spójrzmy np. na małżonków którzy ślubują sobie w obliczu Boga miłość do końca  życia.Bycie z kimś w relacji  do końca życia naznaczone jest cierpieniem czy chcemy czy nie chcemy po wyjściu z kryzysów ta relacja jest na wyższym poziomie(tak mnie się wydaje) ale też ludzie się zmieniają oraz poznają prawdziwe obliczę drugiej osoby bez maski i co jeśli dochodzą do wniosku że nic ich już nie łączy...Im są starsi tym więcej ułomności mają oni sami jak ich partnerzy... czasami zdarzają się zdrady,,,Związek taki zaczyna się szczęściem a później druga osoba staje się krzyżem a na końcu u schyłku życia ludzie..? Nie wiem czy wystarczy tylko zaakceptować krzyż i  nie walczyć o tą relacje...choć myślę że akceptacja  jest dobrym środkiem aby nabrać dystansu. Przepraszam że tak racjonalnie i idealistycznie się wyraziłem ale tak to po prostu widzę.
a propos walki... Czuję że w głębi serca  chciałbym być wojownikiem Boga...ale jestem za bardzo leniwy i za bardzo cenie swój święty spokój. Bardzo łatwo mi by było pogodzić się z tym wpisać krzyż w miejsce wad i czekać. Tego nie mogę zmienić bez pomocy Boga bo może być to mierna karykatura moich projekcji i woobrażeń, ale również nie mogę się z tobą Janusz zgodzić że mam nie walczyć...Dla mnie Bóg zaprosił mnie do największej przygody mojego życia...

Pozdrawiam

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #1 dnia: 19 11 2010 o 13:15:15 pm »
Radząc ludziom, żeby dawali się ranić, wyświadczasz  im niedźwiedzią przysługę.                                                                                                                        Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich. Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust. Z więzienia i sądu zabrano go, a któż o jego losie pomyślał? Wyrwano go bowiem z krainy żyjących, za występek mojego ludu śmiertelnie został zraniony. I wyznaczono mu grób wśród bezbożnych i wśród złoczyńców jego mogiłę, chociaż bezprawia nie popełnił ani nie było fałszu na jego ustach.

Iz. 53,5-9

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #2 dnia: 19 11 2010 o 13:31:39 pm »
hub_and_spoke :)wojownik Boga.Co przez to rozumiesz?O co chcesz walczyć?jf.

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #3 dnia: 19 11 2010 o 14:14:03 pm »
Janusz może trochę literacko by przeczytać co jest na następnej stronie.Mam wpływ na to co będzie spisane w mojej księdze życia...
-mogę być zaskakiwany przez Boga
-mogę znaleźć Boga w drugim człowieku
-czegoś się nauczyć
-znaleźć nowe inspiracje
(...)

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #4 dnia: 19 11 2010 o 14:26:08 pm »
hub_and_spoke Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia! [Flp 4,13]hub; jeśli tylko chcesz,możesz wszystko ale tylko w Jezusie Chrystusie to "wszystko" ma sens...Pozdrawiam Cię...jf.

AdamS

  • Gość
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #5 dnia: 20 11 2010 o 10:31:22 am »
Czuję że w głębi serca  chciałbym być wojownikiem Boga...ale jestem za bardzo leniwy i za bardzo cenie swój święty spokój. Bardzo łatwo mi by było pogodzić się z tym wpisać krzyż w miejsce wad i czekać. Tego nie mogę zmienić bez pomocy Boga bo może być to mierna karykatura moich projekcji i woobrażeń, ale również nie mogę się z tobą Janusz zgodzić że mam nie walczyć...Dla mnie Bóg zaprosił mnie do największej przygody mojego życia...

Właśnie, Hub, dobrze to napisałeś. Tylko według mnie ta "największa przygoda życia" nie rozgrywa się na zewnątrz, ale w samym wnętrzu duszy! Dlatego często stajemy w konflikcie między tym jak wygląda nasze życie, a tym co w gorących zapałach serca chcielibyśmy robić (a co jest tylko projekcją naszych wyobrażeń o Bożych oczekiwaniach względem nas).

Mówiąc innymi słowy, według mnie człowiek nie musi dążyć do szczególnych osiągnięć w życiu - również tych o wymiarze życia duchowego. Błędem jest zakładanie sobie nawrócenia iluś tam "niewiernych", błędem jest też traktowanie świadectwa jak wywieszanej flagi na budynku. To co naprawdę jest ważne, to wewnętrzna wierność i miłość wobec mego Stwórcy i Zbawcy. Ta najbardziej intymna relacja siłą rzeczy przemienia moje życie, ale zewnętrzne efekty pozostawiam już samemu Bogu.

Powyższe słowa dotyczą również mojego życia małżeńskiego. Słusznie dostrzegłeś różne poziomy małżeńskiej dojrzałości i krzyże, jakie im towarzyszą. Tu również potrzebna jest nade wszystko miłość i ufność wobec mego Pana. Wszystko inne będzie mi dodane, choć bywa i tak, że sytuacja wydaje się bez wyjścia. Po ludzku sądząc, czasem przychodzi myśl o porzuceniu wszystkiego, czy też staję wobec poczucia takiej niemocy i takiego impasu, iż z pozoru nie da się już tego pokonać. Pozostaje trwać w poczuciu ogołocenia z nadzieją, że nie ja tu decyduję. I po czasie nagle wychdzi słońce!

Żyć warto właśnie dla tych duchowych "wschodów słońca", które są najwspanialszymi chwilami życia! A wiadomo, że najpiękniej słońce wschodzi po długiej, ciemnej nocy. Wszystkie te wschody są jednak zaledwie zapowiedzią "Słońca", którego z nieśmiałą nadzieją oczekuję po swojej śmierci...

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #6 dnia: 24 11 2010 o 00:03:59 am »

Fajny filmik mam nadzieje, ze dam wam trochę inspiracji,,,

http://www.youtube.com/watch?v=YiuLAOauIFQ&NR=1

AdamS

  • Gość
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #7 dnia: 24 11 2010 o 13:45:00 pm »
Fajny filmik mam nadzieje, ze dam wam trochę inspiracji,,,
http://www.youtube.com/watch?v=YiuLAOauIFQ&NR=1

Wzruszający i dający wiele do myślenia:
- że nigdy nie jestem sam, nawet gdy wszystko zdaje się na mnie walić,
- że niesiony za drugiego człowieka krzyż może być źródłem szczęścia,
- że ...tyle naszych trudów idzie na marne, podczas gdy ten jeden jedyny wysiłek - podjęty dla drugiego - może być WSPÓLNYM wejściem w przestrzeń nieba.

Dziękuję Ci, Hub! :)
« Ostatnia zmiana: 24 11 2010 o 13:47:45 pm wysłana przez AdamS »

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #8 dnia: 24 11 2010 o 16:47:00 pm »
 :D janusz f.

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #9 dnia: 10 02 2011 o 11:08:05 am »
Przepraszam ale nie umiem znaleźć linka do tego artykułu.Dostałem go na emila .Autorem jest katolicki egzorcysta pracujący na co dzień w Bombaju.

O.Rufus Pereira:
 
Św.Ireneusz, mistyk z II wieku powiedzial:
„Chwałą Boga jest człowiek w pełni żywy, życiem zaś człowieka jest oglądanie Boga”.

Co to znaczy być „w pełni żywym”?


Opowiada o tym pewna legenda o Buddzie.Pewnego razu, gdy Budda dawał nauki, objawił mu się anioł śmierci i rzekł:„Powiedz, jak długo chciałbyś żyć. Wybierz długowieczność”. Budda mu odpowiedział, że chciałby żyć 80 lat. Gdy anioł zniknął, uczniowie Buddy nie kryli wzburzenia: „Mistrzu, dlaczego poprosiłeś tylko o 80 lat? Ktoś taki jak Ty powinien żyć milion lat!”. Budda odparł: „I cóż by z tego przyszło? Ludzie doszliby do wniosku, że trwanie jest ważniejsze niż życie”. Kardynał John Henry Newman ujął to jeszcze dosadniej: „Nie bójcie się śmierci. Obawiajcie się raczej tego, że gdy przyjdzie czas odchodzić, uświadomicie sobie, że właściwie nigdy naprawdę nie żyliście”. Co jednak sprawia, że naprawdę w pełni żyjemy?
Kim jest „człowiek w pełni żywy”? John Main mówił, że przeintelektualizowanie często powoduje, że jesteśmy tylko na wpół żywi, albo też – co jest dużo dla nas trudniejsze – na wpół martwi. Prawdziwy chrześcijanin nie powinien żyć w ten sposób. Musimy być napełnieni energią Bożej miłości przekazywaną nam przez Jezusa. Powinniśmy także nauczyć się optymalnego wykorzystywania tego, co otrzymaliśmy. Skoro sam Albert Einstein przyznał, że był w stanie wykorzystać jedynie 15% swego potencjału, to co my mamy powiedzieć? Musimy naprawdę zoptymalizować aktywność naszych ciał, umysłów i dusz. Jednak żeby to uczynić, potrzebujemy pomocy Pana.
Jezus dał nam źródło energii, a także wspaniały sposób na jej odnawianie –  Eucharystię. Wiele sakramentów jest udzielanych poprzez Mszę świętą.
Medytacja nie jest techniką – John Main nie lubił, gdy słowo „technika” pojawiało się w tym kontekście. Mówił raczej o procesie oczyszczania poprzez codzienne umieranie i zmartwychwstawanie. Gdy doświadczamy tego w medytacji, dzieją się wspaniałe rzeczy. Możemy wówczas zostać dotknięci przez Boga. Gdy On nas dotyka zmienia się cała nasza energia. Energii, jak wiemy z fizyki, nie da się zniszczyć. Jeżeli natomiast poddamy się energii skierowanej na zaspokojenie własnych potrzeb, to zniszczymy sami siebie. Poddanie się jej prowadzi do ruiny. Jeżeli natomiast uda nam się skierować tę energię w odpowiednią stronę – jeżeli odwrócimy jej bieg i skierujemy ją w górę, wtedy będziemy żyć. Paradoksalnie, aby skierować tę energię do góry, trzeba umrzeć w samym sobie. Podobnie jak ziarno pszenicy – spada do ziemi, umiera, ale potem przynosi plon i zapoczątkowuje nowe życie. Tak samo będzie z nami. W rezultacie naszego umierania będziemy cieszyć się życiem. I to jakim życiem! Będziemy przecież pełni Boskiej energii.
Matka Teresa zawsze była pełna energii, niezależnie od pory dnia czy nocy. A przecież jej kruchy wygląd zewnętrzny sugerował raczej, że powinna być słaba fizycznie. Energia nie zależy ani wyłącznie od ciała, ani wyłącznie od umysłu – zależy od stopnia zespolenia całej naszej istoty.
Gdy jesteśmy dotknięci przez Boga, wówczas nic nas nie ogranicza. Stajemy się źródłem dawania. Im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy: albowiem dając – otrzymujemy, wybaczając – zyskujemy przebaczenie. Wybaczenie to też rodzaj dawania, z którym większość z nas ma problemy. Jeżeli będziemy tak postępować, to zauważymy, że Bóg przejmuje niejako nasze życie. Jeżeli nawet jesteśmy czymś ograniczeni, a wręcz dlatego, że mamy ograniczenia – Jego potęga będzie przez nie promieniować. Energia przychodzi paradoksalnie jedynie na drodze ubóstwa. Medytacja to droga ubóstwa. Teraz widać jej mądrość: nie trzeba mówić wielu słów, wystarczy wierność. Maranatha. Powtarzając wasze słowo w nicości, w swojej nagości, stoicie przed Bogiem. On was widzi.

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #10 dnia: 10 02 2011 o 12:26:34 pm »
Im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy: albowiem dając – otrzymujemy, wybaczając – zyskujemy przebaczenie. Wybaczenie to też rodzaj dawania, z którym większość z nas ma problemy. Jeżeli będziemy tak postępować, to zauważymy, że Bóg przejmuje niejako nasze życie. Jeżeli nawet jesteśmy czymś ograniczeni, a wręcz dlatego, że mamy ograniczenia – Jego potęga będzie przez nie promieniować. Energia przychodzi paradoksalnie jedynie na drodze ubóstwa. Medytacja to droga ubóstwa. Teraz widać jej mądrość: nie trzeba mówić wielu słów, wystarczy wierność.

Wspaniałe słowa! Bardzo przystępnie wyrażona mistyka ubóstwa i otwarcia na Boga przez postawę dającą. Odnajduje tu również wskazówki do czegoś, co często i moją głowę zaprząta: nie należy szukać mądrości w mądrościach - tak można by to skrótowo ująć. Inaczej mówiąc, drogą nie są dociekania naukowe ani systemy teologiczno-filozoficzne. Z nich można czasem zaczerpnąć jakieś "tchnienie", ale one same w sobie do niczego nie doprowadzą. Podobnie jak nie doprowadzi nas do niczego medytacja, gdy stanie się celem a nie narzędziem. Otwarcie w poczuciu ogołocenia - to postawa prawdziwie Bożego mędrca. Jakże mi do niej daleko...

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: krzyż a szczęście
« Odpowiedź #11 dnia: 10 02 2011 o 22:41:53 pm »
Mój poprzedni post był cytatem czyjejś wypowiedzi.Mogło powstać mylne wrażenie że to moja wypowiedź po zacytowaniu jej przez Adama.
Pozdrawiam