Autor Wątek: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...  (Przeczytany 1201 razy)

AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #15 dnia: 16 11 2010 o 12:39:07 pm »
Życie to niekończący się dialog, a w zasadzie trialog. To, co pozostaje po konkretnych rozmowach to zaledwie jego zasłyszane strzępki, prawda?

A jednak właśnie te "strzępki", jeśli tylko są dobrze spożytkowane, mogą być wykorzystane do utkania pięknego gobelinu. Tym gobelinem jest życie każdego z nas. Dlatego dialog zawsze ma sens.

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #16 dnia: 16 11 2010 o 12:47:32 pm »
Mam cztery spostrzeżenia(pytania):
1.czy konsekwencje grzechu (własnego, naszych bliskich)nie mogą wywoływać cierpienia?
Co z takim cierpieniem możemy zrobić?
2.Nie można chyba postawić znaku równości miedzy naszym grzechem a krzyżem...
3.jeżeli mamy zaakceptować naszą historię,uznanie swojej bezsilności(np. pierwszy krok w terapii aa uznanie swojej bezsilności wobec alkohol)u to jest to bardzo podobne do tego co oferuje nam psychologia-z jedną różnicą dziedzina ta podobnie jak nauczanie Buddy próbuje usunąć cierpienie z naszego życia...
4 osobiście brakuje mi wiary w to że otrzymam łaskę od Boga aby znieść wszystko co mi daję dzień dzisiejszy.Brakuje mi miejsca na walkę, może o Boga, z Bogiem...jeżeli mam zaakceptować wszystko...

Chyba znam już odpowiedzi,ale może komuś to pomoże.Może są to oczywistości trudno,ale poczułem się przynaglony do wrzucenia tutaj swoich gryzmołów...


modlitwa alkoholików:

Boże, użycz mi pogody ducha,

abym godził się z tym czego zmienić nie mogę,

Odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę,

I Mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.





Pozdrawiam


AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #17 dnia: 16 11 2010 o 13:04:29 pm »
1.czy konsekwencje grzechu (własnego, naszych bliskich)nie mogą wywoływać cierpienia?
Co z takim cierpieniem możemy zrobić?

Hub, myślę, że każdy grzech pozostawia za sobą jakieś, mniej lub bardziej widoczne, piętno cierpień. Co z tym cierpieniem zrobić? Chyba jest tylko jedna droga - zanurzyć się w miłosierdziu Bożym, które uzdrowić może każdą chorą relację i każdą zadaną ranę.

W punktach 2 i 3 całkowicie się z Tobą zgadzam. W punkcie 4 mogę tylko wyrazić również swoją osobistą słabość wobec przyjmowania każdego krzyża. To jest ciągła walka z samym sobą.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #18 dnia: 16 11 2010 o 18:14:50 pm »
Adamie,w nasz Kościół nie utracił mądrości krzyża mimo ogromnej burzy w chrześcijańskim świecie.Dedykuję Ci słowa JPII:"Rozpowszechniona dziś powierzchowna kultura, która przypisuje wartość tylko temu, co ma pozór piękna i co sprawia przyjemność, chciałaby wam wmówić, że trzeba odrzucić Krzyż. Ta moda kulturowa obiecuje sukces i szybką karierę, nakłaniając do realizacji własnych dążeń za wszelką cenę; zachęca do nieodpowiedzialnego przeżywania płciowości i do życia pozbawionego celu, wyzbytego szacunku dla innych. Otwórzcie oczy, młodzi przyjaciele: to nie jest droga prowadząca do radości i do życia, ale ścieżka wiodąca w przepaść grzechu i śmierci. Jezus mówi: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je" (Mt 16, 24-25).

Jezus nas nie zwodzi. Prawda Jego słów, które wydają się twarde, ale napełniają serce pokojem, wyjawia nam sekret prawdziwego życia. Chrystus, przyjmując ludzką kondycję i przeznaczenie, zwyciężył grzech i śmierć, a przez swoje zmartwychwstanie przekształcił Krzyż z drzewa śmierci w drzewo życia. On jest Bogiem z nami, który przyszedł, aby dzielić całe nasze życie. Nie pozostawia nas samych na Krzyżu. Jezus jest Miłością wierną, która nie opuszcza nikogo i potrafi przemienić noc w świt nadziei. Jeżeli Krzyż zostaje przyjęty, przynosi zbawienie i pokój, jak to ukazują liczne piękne świadectwa młodych chrześcijan. Bez Boga Krzyż nas przygniata; z Bogiem daje nam odkupienie i zbawienie."    jf.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #19 dnia: 16 11 2010 o 18:37:55 pm »
Dla mnie jest to kreatywna radość pomimo bólu i cierpienia, dla kogoś innego może to być refleksja nad "ubywaniem", a ktoś jeszcze inny może czuć się szczególnie przywiązany do zupełne innego aspektu życia.dla mnie to prawdziwe umieranie.Krzysiek czy widziałeś kogoś cierpiącego z kreatywnym uśmiechem.Tak,są to ci na morfinie.Mój kolega umierał z uśmiechem na twarzy mimo potwornego bólu.Był naćpany morfiną i nic nie poznawał.Prawdziwy krzyż zawsze boli,tak jak boli mnie nagła utrata pracy.Krzysztofie,tylko na krzyżu jesteśmy prawdziwi/bezsilni/.Nie wiem co z tego pojmujesz ale mimo prostoty moich słów Jezus Chrystus odkupił mnie na Swoim krzyżu.Konsekwencja czego było i jest moje zmartwychwstanie...jf./color]

AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #20 dnia: 16 11 2010 o 20:23:51 pm »
Adamie,w nasz Kościół nie utracił mądrości krzyża mimo ogromnej burzy w chrześcijańskim świecie.Dedykuję Ci słowa JPII:"Rozpowszechniona dziś powierzchowna kultura, która przypisuje wartość tylko temu, co ma pozór piękna i co sprawia przyjemność, chciałaby wam wmówić, że trzeba odrzucić Krzyż. Ta moda kulturowa obiecuje sukces i szybką karierę, nakłaniając do realizacji własnych dążeń za wszelką cenę; zachęca do nieodpowiedzialnego przeżywania płciowości i do życia pozbawionego celu, wyzbytego szacunku dla innych. Otwórzcie oczy, młodzi przyjaciele: to nie jest droga prowadząca do radości i do życia, ale ścieżka wiodąca w przepaść grzechu i śmierci.

Janusz, a już mi się wydawało, że dochodzimy do jakichś wspólnych myśli. W Krzyśkowej wypowiedzi znalazłem otwartość na Twoje osobiste podejście do krzyża, sam również próbowałem - jak mi się zdaje - zrozumieć stanowisko Twoje i Krzysztofa. A tu nagle Twoja niespodziana reakcja "otwórcie oczy". Czy nie dość wyraźnie wypowiedzieliśmy swoje zdanie, że nadal widzisz w nas odrzucenie krzyża?... :(

Mam wyjazd, więc jakiś czas mnie nie będzie. Trochę mi smutno, że jednak nie znaleźliśmy wspólnego porozumienia. Może nie ono zresztą jest tu najważniejsze, ale to, co w nas po takich rozmowach pozostaje. Te drobne - jak to określił Krzysiek - "strzępki". Nie pozwólmy, aby je rozniósł wiatr...

Offline Krzysiek

  • Moderator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #21 dnia: 16 11 2010 o 20:28:53 pm »
Współczuję Ci, Janusz, nastawienia do życia. Nie uważam, że się mylisz, nie uważam, że wiem lepiej od Ciebie. Zwyczajnie Ci współczuję, bo każdy temat obracasz w odę do bólu i cierpienia. Rozumiem, że musi Ci być ciężko żyć i jest mi przykro z tego powodu.

Ja nie uśmiecham się z bólu; robię to pomimo bólu, bo dobry Bóg daje mi nadzieję. Nie wierzę, że Jego zamysłem dla mnie jest sprawianie mi bólu. Wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że to On właśnie pomaga mi znosić ból.

Współczuję Ci z powodu utraty pracy. Sam jestem obecnie w podobnej sytuacji - po dwóch latach działalności muszę zamknąć firmę, bo nie jestem już w stanie zarobić na utrzymanie rodziny. Spodziewamy się drugiego dziecka, mamy kredyt an mieszkanie itp., itd. Jest to trudna i traumatyczna sytuacja, która wywołuje smutek i frustrację. A mimo to nie oznacza to dla mnie żadnej pełni życia, to po prostu jeden z jego aspektów. Życie jest jednocześnie piękne i straszne. Życie to ciągłe zmaganie się z materią. Koncentrując się na jednym tylko aspekcie naszej ziemskiej drogi, tracimy z oczu jej wielkie bogactwo, obfitość doznań i doświadczeń. Podobnie jak ograniczając rolę Jezusa do śmierci i zmartwychwstania, nie potrafimy docenić pełni Jego przemieniającej nauki.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby Cię przekonać. Robię to po to, żeby nie pozostawiać osób, które być może będą kiedyś czytać ten wątek z jednoznacznie pesymistycznym i ponurym obrazem życia.

Pozdrawiam!
Krzysiek

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #22 dnia: 17 11 2010 o 16:06:15 pm »
Krzysztofie,każdy temat/jak to nazywasz/obracam nie w stronę bólu i cierpienia lecz zbliżam go do Chrystusowego/chwalebnego/ krzyża.Ból i cierpienie w Chrystusie nie jest już przekleństwem lecz błogosławieństwem.Jezus Chrystus swoim zmartwychwstaniem przekształcił drzewo krzyża z drzewa śmierci w drzewo życia.To pojąc mogą tylko ci, którzy naprawdę uwierzyli.Słowo mówi,że razem z Chrystusem zostaliśmy przybici do krzyża.Powiem ci w sekrecie,że najpiękniej widac z własnego krzyża. :)Pozdrawiam Cię...jf.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #23 dnia: 17 11 2010 o 19:50:24 pm »
hub_and_spoke,1.czy konsekwencje grzechu (własnego, naszych bliskich)nie mogą wywoływać cierpienia?
Co z takim cierpieniem możemy zrobić?
grzech zawsze ponosi za sobą jakieś zranienie.Mój grzech rani nie tylko mnie ale i najbliższe osoby.Co z tym zrobić?Dać się zranić,nie uciekać.Jest to możliwe w Jezusie Chrystusie.2.Nie można chyba postawić znaku równości miedzy naszym grzechem a krzyżem...Słowo mówi,że łaska/krzyż/jest mocniejsza od każdego grzechu.3.jeżeli mamy zaakceptować naszą historię,uznanie swojej bezsilności(np. pierwszy krok w terapii aa uznanie swojej bezsilności wobec alkohol)u to jest to bardzo podobne do tego co oferuje nam psychologia-z jedną różnicą dziedzina ta podobnie jak nauczanie Buddy próbuje usunąć cierpienie z naszego życia....Tylko Jezus Chrystus może uwolnić nas od cierpienia,które jest owocem naszych grzechów.Tylko Jezus Chrystus gładzi ludzkie grzechy.4 osobiście brakuje mi wiary w to że otrzymam łaskę od Boga aby znieść wszystko co mi daję dzień dzisiejszy.Brakuje mi miejsca na walkę, może o Boga, z Bogiem...jeżeli mam zaakceptować wszystko...Hub,przestań walczyć bo i nie ma o co,tu liczy się tylko Prawda objawiona w Jezusie Chrystusie.Bóg Cię kocha tak samo przed grzechem,w czasie grzechu i po grzechu.On nas kocha bezwarunkowo...Pozdrawiam Cię...jf.

Offline Krzysiek

  • Moderator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Gdy masochizm zajmuje miejsce rozsądku...
« Odpowiedź #24 dnia: 17 11 2010 o 22:44:24 pm »
Dobry wieczór!

Radząc ludziom, żeby dawali się ranić, wyświadczasz  im niedźwiedzią przysługę.
Do mnie Jezus mówi o drodze do Królestwa, której elementem jest cierpienie. Nie mówi nic o tym, bym miał dawać się ranić. Jezus Chrystus nie był masochistą. Ani sadystą - On nie chce, żebym cierpiał. To jest wykrzywienie całej Jego nauki. Jezus cierpiał za świadczenie prawdy, i do tego nawoływał też swoich uczniów. Paweł też nie nawołuje do cierpienia na zasadzie sztuka dla sztuki, bo byłoby to nędzną imitacją ukrzyżowania. Fragmenty kazania na górze o milach i płaszczach należy widzieć w kontekście okupacji Judei, nie jako wezwanie do zadawania sobie cierpienia. Jezus proponuje inny sposób walki o Boże Królestwo, z odrzuceniem przemocy i bezwzględnym świadczeniu o prawdzie.
 
Człowiek ma prawo próbować unikać cierpienia, minimalizować jego wpływ na nasze życie. Są sytuacje, gdy uniknąć się go nie da, i wówczas mamy wzór do naśladowania. Ale na litość boską, bez przesady! Porównywać utratę pracy do krzyża?! Znaj proporcją, mocium Panie!

Pozdrawiam!
Krzysiek   

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #25 dnia: 18 11 2010 o 13:36:11 pm »

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #26 dnia: 20 11 2010 o 12:50:19 pm »
 :)Bajka o zasmuconym smutku
Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła
tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział,
ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad
niemal bezcielesną istotą i zapytała: Kim jesteś?
Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
Ja? ... Nazywają mnie smutkiem
Ach! Smutek!, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
Znasz mnie?, zapytał smutek niedowierzająco.
Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, to dlaczego nie uciekasz przede mną.
Nie boisz się?
A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?
Ja ... jestem smutny, odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. Smutny jesteś ..., powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała
głową. A co Cię tak bardzo zasmuciło?
Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył.
Ach, ... wiesz ..., zaczął powoli i z namysłem,
najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się
z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy. I znowu westchnął.
Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest
wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka
i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko
umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko
słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle
by tylko nie czuć mojej obecności.
Masz rację, potwierdziła staruszka, ja też często widuję takich ludzi.
Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może
spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć
swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne
jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz,
że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie
wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im
pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby
pancerz zgorzknienia. Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw
pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
Płacz, płacz smutku, wyszeptała czule.
Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować
sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie
pokona.
Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową
towarzyszkę:
Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?
Ja?, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko.
JA JESTEM NADZIEJA! :)jf

AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #27 dnia: 20 11 2010 o 14:43:44 pm »
Piękna przypowieść, Janusz! Strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o poruszony temat! :) Właśnie dziś otwieram internet i na jednym z głównych portali informacyjnych czytam tytuł o szkodliwości żałoby (która jakoby miałaby destruktywnie działać na serce). Zwykle takie "naukowe" nowinki pomijam (pominąłem i teraz), ale zastanowił mnie sam fakt uciekania od żałoby w kontekście socjologicznym.

Oczywiście nie chodzi tu o jakąś nadmuchaną tradycję czy wpadanie w nastroje beznadziei. Myślę, że dobrze przeżywana żałoba może w nas wiele spraw poukładać i wbrew powszechnemu mniemaniu otwiera człowieka na jeszcze pełniejsze przeżywanie nadziei. Żałoba to właśnie uzdrawiający smutek, w przeżywaniu którego jeszcze bardziej możemy poddać się Panu, rezygnując z planów budowania szczęścia opartego wyłącznie na doczesności.

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #28 dnia: 29 12 2010 o 13:11:04 pm »
Zaciekawił mnie ten temat, więc dorzucę kilka zdań od siebie.

 Słowo „optymizm” jest stworzone przez człowieka i humanizm. Natomiast „nadzieja” jest pojęciem jak najbardziej biblijnym, z tego między innymi powodu, nie można tych dwóch myśli   utożsamiać.
 Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei:
[ 1 P 1,3 BT ]
Nadzieja jest synonimem słowa „wiara”. Ta nadzieja, a wchodząc głębiej, WIARA, odróżnia nas od ludzi niewierzących.
   Abraham wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, uwierzył, aby się stać ojcem wielu narodów...
[ Rz 4,18 BW ]
Postawa Abrahama jest dla mnie niesamowitą zachętą. Tak więc ten ludzki optymizm jest wobec NADZIEI, czymś śmiesznym. Chociaż jest to pozytywna cecha.
    jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani i stali, i nie zachwiejecie się w nadziei, opartej na ewangelii...
[ Kol 1,23 BW ]
Czy wiecie skąd bierze się moja pewność?
Po prostu, na serio traktuje Boże obietnice. Zachęcam WSZYSTKICH do miłości i dobrych uczynków.
    My zaś, którzy do dnia należymy, bądźmy trzeźwi, odziani w pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia.
[ 1 Tes  5,8 BT ]
NADZIEJA jest orężem. Wobec optymizmu ma się nijak.
 
 Dlatego Bóg, pragnąc okazać ponad wszelką miarę dziedzicom obietnicy niezmienność swego postanowienia, wzmocnił je przysięgą, abyśmy przez dwie rzeczy niezmienne, co do których niemożliwe jest, by skłamał Bóg, mieli trwałą pociechę, my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, /kotwicy/, która przenika poza zasłonę,
[ Heb 6,17-19 BT ]
Porównanie do kotwicy, mnie jako człowieka z nad morza, zaś Adama człowieka gór, jest bardzo obrazowe...

Szczególnie protestanci ( w tej grupie i ja) poddani są teologi prosperity i pozytywnego wyznawania. Też zapala się w mojej głowie czerwone światło, gdy ktoś mówi że doczesne kłopoty są oznaką braku Bożego błogosławieństwa.

                                                                   
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.