Autor Wątek: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...  (Przeczytany 1201 razy)

AdamS

  • Gość
Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« dnia: 15 11 2010 o 13:04:58 pm »
Choć piszę w dziale "dobra książka", tym razem chciałbym podzielić się inspiracją nie koniecznie DOBREJ lektury...

W bibliotece wypożyczyłem sobie książkę Josefa Murphy'ego "Tajemnice podświadomości odnalezione w Biblii" - temat intrygujący, wstęp nawiązujący do wiary chrześcijańskiej, więc liczyłem na głębszą refleksję nad symboliką przekazów biblijnych. Tymczasem co w tym opakowaniu otrzymałem? Kolejną pozycję o pozytywnym myśleniu - o tym, że każda modlitwa MUSI się spełnić, jeśli jest formułowana z wiarą. Mało tego - że powinniśmy w modlitwie wyeliminować słowo "jeśli" (w znaczeniu "niech się tak stanie, jeśli Ty, Panie, tego chcesz"). Dlaczego? Bo słowo "jeśli" oznacza wahanie, którego winniśmy się wyzbyć! Tu już zapaliła się we mnie czerwona lampka ostrzegawcza. Przecież sam Jezus modlił się słowami: "Ojcze, jeśli chcesz, oddal ode mnie ten kielich"... Musi być więc w modlitwie element poddania i zawierzenia, że nie zawsze to, o co prosimy, jest dla nas dobre. Modlitwa nie może być orientowana wyłącznie na cele doraźne, bo nawet w konkretnych prośbach trzeba sięgać poza doczesność.
 
Niestety nie jest to problem tylko jednej książki czy autora - zjawisko to zdaje się szerzyć na całym Zachodzie, zawłaszczając chrześcijańską nadzieję na użytek jakiejś mglistej filozofii optymizmu, zdającego się głosić: "bądź wesół, a wszystko wokół będzie radosne!". Przyznam, że wobec tego rodzaju haseł z wielką rezerwą zacząłem podchodzić do samego słowa "optymizm". Człowiek w pełni żyje dopiero wtedy, gdy jest SOBĄ, zaś ten wymiar pełnej autentyczności wymaga od nas, byśmy stanęli twarzą w twarz ze swymi troskami, smutkami, czy lękami. One również są nam po coś zadane - stanowiąc część naszego wewnętrznego świata, wołają o coś bardzo ważnego... Co więc może być dobrą odpowiedzią na własny kłopot? Może problem drugiego człowieka?... Co staje się rozwiązaniem kwestii samotności? Może osamotnienie kogoś obok mnie?...  Czy założenie maski klauna (lub nawet szczera radość wzniecona indukowaniem "pozytywnych myśli") jest w stanie zbliżyć mnie do drugiej osoby? Czy nie jest amputacją czegoś, co w moim życiu ma ogromny sens?...

Offline Krzysiek

  • Moderator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #1 dnia: 15 11 2010 o 13:55:51 pm »
Witamy w świecie teologii prosperity  ;)

Na szczęście nie cały Zachód tym przesiąkł, choć sprawa nie jest nowa, a początki za Wielką Wodą sięgają w zasadzie czasów Pielgrzymów. Dla mnie najgorsze w tego typu spojrzeniu na życie jest wzbudzanie wyrzutów sumienia u osoby, której faktycznie coś w życiu  nie idzie (czytaj: jej modlitwy nie zostają wysłuchane). Często niestety łączyło (i nadal łączy) się to z przekonaniem o utracie łaski. Bóg mnie nie kocha, bo pozbawia mnie znaków łaski.
Jak to się ma do Jezusa, Bóg raczy wiedzieć.

Pozdrawiam i życzę więcej szczęścia w znajdowaniu ciekawych lektur :-)

Krzysiek
 

AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #2 dnia: 15 11 2010 o 14:06:00 pm »
No to kamyczek z serca mi spadł (że nie jestem w tym odczuciu odosobniony) :) "Teologia prosperity" powiadasz - ciekawa nazwa. Konsekwencje już nieco mniej ciekawe - dopowiedziałeś to, o czym właśnie myślałem: "brak szczęścia=brak błogosławieństwa" (to w kwestii oceny moralnej), ale jest coś jeszcze gorszego, o czym mówi tytuł tego wątku...

Według Tischnera istnieją dwa rodzaje błędu - pierwszy to ILUZJA (funkcjonująca na poziomie zmysłów i sugestii), drugi - KŁAMSTWO (świadome przyjęcie fałszu jako prawdę). Myślę, że optymizm jest iluzją, ale stąd już tylko krok do kłamstwa. Kiedy człowiek zacznie innym wmawiać, że jedynym celem jest eliminacja (lub niezauważanie) cierpień i lęków, wkraczamy w strefę totalnej deformacji sensu życia.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #3 dnia: 15 11 2010 o 16:49:59 pm »
Jak to się ma do Jezusa,Bóg raczy wiedziec...Boże wybranie nie jest owocem ludzkiego dociekania, szukania ani też ludzkich zasług czy wysiłków itd. Oczywiście, odpowiedź od strony człowieka jest zawsze konieczna, ale inicjatywa pochodzi od Boga, który sam przychodzi do człowieka i wybiera go. Uświadomienie sobie wybrania jest bardzo ważne i koniecznie ze względu na środek, jakim Bóg komunikuje człowiekowi zbawienie. Tym środkiem jest – krótko mówiąc – krzyż. To znak, którego normalnie człowiek łatwo nie akceptuje, któremu z natury wręcz się sprzeciwia (zob. Łk 2,34). Gdy zaś dostrzeże i przeżyje, że korzystanie z tego narzędzia zbawienia jest łaską, będzie szedł właściwie drogą chrześcijańską. Tym bardziej więc konieczne jest doświadczenie potrzeby ze strony człowieka i świadomość bezinteresownego daru, jaki oferuje Bóg. W przeciwnym razie człowiek może łatwo odrzucać krzyż lub przynajmniej go niedowartościowywać i nie dostrzegać w nim koniecznego narzędzia zbawienia.Najmocniejszym znakiem łaski jest krzyż bo przecież kogo Pan Bóg miłuje tego biczuje...Pozdrawiam z wysokości własnego krzyża...janusz f.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #4 dnia: 15 11 2010 o 17:10:14 pm »
cdn.Świadomość wybrania i przyjęcie logiki krzyża to są dwa fundamentalne filary tej samej rzeczywistości – obecności (wkraczania) Boga w życie człowieka. Człowiek bowiem nie wróci do Boga inaczej jak tylko w taki sposób, że odkryje, iż musi przejść – i de facto będzie przechodzi – przez krzyżowanie samego siebie. Jeśli to zrozumie, to znaczy, że przyjął łaskę wybrania. Dlatego chrześcijanin, dojrzały chrześcijanin, który wchodzi w tę logikę, rozumie, że w jego życiu krzyż jest stale obecny nie jako intruz czy coś przypadkowego wobec czego należałoby przyjąć postawę negacji czy ucieczki, lecz jako element konstytutywny jego nowego życia. Gdy człowiek jest w orbicie działania szatana, cały czas musi myśleć o tym, jak wyjść na swoje, jak zyskać, jak uniknąć krzyża. Prawdziwy wyznawca Chrystusa zaś żyje ze świadomością krzyża. Nie oznacza to, że trzeba krzyża szukać, ale trzeba umieć wykorzystać krzyż, który jest w życiu i który staje na drodze codzienności. Chrześcijanin umie wykorzystać tracenie, jakie dokonuje się w jego życiu i to uważa za wybranie. Wie, że jest wybrany do tego, żeby móc to przeżywać...jf :)

Offline Krzysiek

  • Moderator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Radujcie się w Panu zawsze!
« Odpowiedź #5 dnia: 15 11 2010 o 22:37:12 pm »
To prawda, zostaliśmy wybrani również do tego, żeby cierpieć. Ból i strata są częścią życia, każdy z nas chyba zdążył się już przekonać o tym na własnej skórze. Negatywne doświadczenia nie są wyrazem braku dobra czy chwilowego triumfu zła w naszym życiu, ale właśnie jego wypełniania się, jak zresztą zauważył Adam wcześniej.

Z drugiej strony należy być bardzo ostrożnym, aby nie przerysować znaczenia cierpienia w naszym życiu. Moim dominującym uczuciem wobec mojego miejsca na świecie jest radość. Radość z, a jednocześnie radość pomimo. Pomimo bólu, cierpienia, niepowodzeń itd. Otrzymałem od Boga cudowny dar życia. Co więcej, to życie nigdy się nie skończy. Cieszę się z tego, w jakim miejscu na świecie się znalazłem, jacy ludzie mnie otaczają. Wielkim źródłem radości jest dla mnie przyroda ze swoją cyklicznością i jednoczesną zdolnością zaskakiwania (połowa listopada i 15 stopni w górach). Cieszę się, że mam tak wspaniałą żonę. Mój 5-letni syn jest dla mnie nieustannym powodem do wzruszenia.
Nie mam poczucia, że moje życie powinno koncentrować się wyłącznie wokół cierpienia/umierania. Wręcz przeciwnie, Jezus po to zwyciężył śmierć, żebym ja dzisiaj mógł cieszyć się pełnią życia, wiedząc, że kres ziemskiej drogi jest zaledwie wstępem do niekończącej się radości. Chrystus żyje, i to jest dla mnie niewyczerpane źródło nadziei.
Bóg nie wkracza w świat człowieka jedynie poprzez krzyż. Był przecież z człowiekiem od samego początku. Poza tym działalność Jezusa nie ograniczyła się do pozwolenia na przybicie się do krzyża. Jezus był nauczycielem, uzdrawiał, pocieszał, przygarniał odrzuconych i wykluczonych społecznie, przypominał o potrzebie pomagania ubogim, mówił o hipokryzji, sprawiedliwości, sile miłości i wiary. To nie jest mniej istotne od śmierci i zmartwychwstania. To wszystko stanowi jedną nierozerwalną całość. Zmartwychwstając, Jezus dobitnie pokazał, że pójście w Jego ślady jest początkiem życia wiecznego, które zaczyna się tu, na ziemi. Udowodnił swoje zwycięstwo nad śmiercią i dał w nim udział każdemu z nas. Nie tylko w śmierci, ale przede wszystkim w nowym, odmienionym życiu.

Pozdrawiam!
Krzysiek

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #6 dnia: 15 11 2010 o 23:57:25 pm »
Nam, ludziom, nie odpowiada prawda o tym, że człowiek musi umrzeć, by móc inaczej żyć. W przypadku Pana Jezusa ma to jeszcze bardziej ostry, wręcz drastyczny wydźwięk, bo On był sprawiedliwy, dobry, nie popełnił grzechu. Jego okrutna śmierć na krzyżu miała się okazać niesprawiedliwa. Co więcej: On mógł tej śmierci uniknąć, bo miał wszelką moc potrzebną do tego. Nawet wtedy, gdy stojący pod krzyżem szyderczo wołali do Niego: "Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża , niech teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego" (zob. Mt 27,40.42). Dobrą Nowiną nie jest to jakoby Jezus miał (mógł czy chciał) zejść z krzyża, lecz to, że pozostał na krzyżu aż do skonania i złożenia do grobu, że zmartwychwstał i żyje, by dawać Ducha Świętego na przebaczenie grzechów.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Człowiek potrzebuje takiej Dobrej Nowiny, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Nawet broni się przez taką Dobrą Nowiną, bowiem ona przeprowadza go przez doświadczenie krzyża. My chętnie wierzylibyśmy w takiego Boga, który wybawiałby nas od trudności, od krzyża; w takiego Boga, który spełniałby naszą wolę; za takim Bogiem chętnie byśmy poszli. Pan Jezus wielokrotnie wychodził naprzeciw potrzebom ludzi: dokonywał rozmnożenia chleba, uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych, głosił Ewangelię. Ale wiedział, że to nie wystarczy, że ludzie potrzebują czegoś innego.          jf   

Offline Krzysiek

  • Moderator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #7 dnia: 16 11 2010 o 07:12:07 am »
Cytuj
Pan Jezus wielokrotnie wychodził naprzeciw potrzebom ludzi: dokonywał rozmnożenia chleba, uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych, głosił Ewangelię. Ale wiedział, że to nie wystarczy, że ludzie potrzebują czegoś innego.

Powiedziałbym raczej, że ludzie potrzebują JESZCZE czegoś innego. Uważam, że nie można oddzielać działalności Jezusa od krzyża. Zmartwychwstając, Jezus zwyciężył śmierć. Pokazał przez to, że każdy, kto pójdzie jego drogą nie dozna śmierci. Że warto brać swój krzyż i naśladować Mistrza.

Pozdrawiam!
Krzysiek

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #8 dnia: 16 11 2010 o 08:26:41 am »
Ten, który został ukrzyżowany, który umarł - żyje, co więcej: żyje nowym życiem!.Dobra Nowina to  właśnie ta wiadomość.
Jeśli jestem przekonany, że śmierć została pokonana, jeśli to stanowi dla mnie pewnik, fundament mego życia, to znaczy że wierzę, iż można umrzeć i żyć. Wówczas zaczynam inaczej odnosić się do osób, sytuacji, w których doświadczam codziennego umierania - w których jestem krzywdzony, gorzej traktowany. Gdy mowa o umieraniu, nie chodzi tylko o tę ostateczną, fizyczną śmierć, ale też o wszystko, co nam o niej przypomina, co nas do niej codziennie zbliża, co jest pewnym zabieraniem nam naszego życia. Dobra Nowina, która stała się w Jezusie Chrystusie, którą Jezus Chrystus głosi, którą sam się stał, którą następnie głosili Apostołowie, nie tylko opowiadaniem, ale także przekazywaniem tej samej mocy, aż do oddania własnego życia - ta Dobra Nowina mówi mi dzisiaj i w każdej sytuacji: Ty możesz umrzeć i żyć
Zatem kimkolwiek jesteś: żoną, mężem, pracownikiem, pracodawcą - jeśli uwierzysz, że możesz umierać dla siebie i żyć mocą Jezusa Chrystusa w inny sposób, to przestaniesz się bać i będziesz wolnym. Oczywiście, trochę ludzkiego lęku nam zostanie. Jezus też przeżywał lęk przed umieraniem. Większe jest jednak zaufanie Bogu. Jeśli więc uwierzysz, że dzięki Dobrej Nowinie - dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa - śmierć została zwyciężona przez zmartwychwstanie, to ten lęk przed traceniem i przed umieraniem pokaże się w innym świetle. Poznasz moc umierania i zaczniesz inaczej odnosić się do drugiego człowieka, nawet do tego, który jest powodem twojego umierania. Gdy będziesz wiedział, że umieranie jest tobie potrzebne, wręcz konieczne, by mógł zaistnieć w tobie nowy człowiek, to nawet nie zauważysz, że wejdziesz z tą drugą osobą w relację przebaczenia, jedności, pokoju...jf :)

AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #9 dnia: 16 11 2010 o 08:47:09 am »
Przeczytałem z wielkim zaciekawieniem ostatnie Wasze wypowiedzi i odnoszę wrażenie, że pewna rozbieżność bierze się nie tyle z innego spojrzenia na sprawę krzyża, co raczej z umiejscowienia szczęścia w czasie. Podczas gdy Krzysiek stara się to szczęście dostrzegać MIMO doświadczanych cierpień już w tym życiu, Janusz jakby przesuwa możliwość jego doświadczenia na rzeczywistość po śmierci (jeśli dobrze Was zrozumiałem).

Oczywiście pełnego doświadczenia szczęścia oczekujemy chyba wszyscy po dokonaniu się ludzkiego żywota, ale według mnie w tym oczekiwaniu - szczególnie w obliczu trudnych życiowych doświadczeń - istnieje pewne zagrożenie wejścia w postawę cierpiętniczą, na co już Krzysiek innymi słowami zwrócił wcześniej uwagę.

Obecność krzyża w naszym życiu traktuję więc jako przyjmowanie tego, co na mnie spada bez sprzeciwu (nie zawsze się to udaje). Nie znaczy to jednak, bym do tego DĄŻYŁ - bym pragnął cierpień dla samych cierpień. Ciekawy jestem, czy w tym zakresie, Janusz, będziesz ze mną zgodny?...

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #10 dnia: 16 11 2010 o 09:45:35 am »
Wybaczcie ale ja znowu zacznę od krzyża bo właśnie w nim ukryte jest nasze/ludzkie/ szczęście.To co było przekleństwem/nieszczęściem/w Jezusie Chrystusie staje się błogosławieństwem/szczęściem/.Zobaczcie jaki obraz człowieka szczęśliwego pokazuje Jezus swoim uczniom w Swoich błogosławieństwach.Adamie,człowiek ukrzyżowany w Jezusie Chrystusie nie jest przeklętym cierpiętnikiem lecz tym kto po przez przyjęcie swojego wybrania otrzymuje błogosławiony pokój na swoje życie.Znajduję w Twoich słowach lęk przed cierpieniem/krzyżem/co oczywiście jest naturalnym odruchem każdego śmiertelnika.Tym, co niszczy nasze życie i nie pozwala nam żyć w pokoju, prawdzie, jedności, jest lęk o nas samych, o siebie, jest to, że nie chcę przyjąć prawdy, że jestem człowiekiem śmiertelnym. Natomiast Ewangelia - Dobra Nowina, która mówi, że w Jezusie Chrystusie śmierć została pokonana, więc można umrzeć i żyć, czyni mnie człowiekiem wolnym. Właśnie to jest podstawową wiadomością Dobrej Nowiny.Kiedyś już cytowałem Wam słowa o chwalebnym/szczęśliwym/krzyżu.Pozwólcie,że przytoczę je jeszcze raz:
Ref.
Chwalebny krzyż zmartwychwstałego Pana
jest drzewem mojego zbawienia;
on moim pokarmem, on moją rozkoszą,
w jego korzenie wrastam,
w jego gałęziach odpoczywam.

1. Jego rosa mnie ożywia,
jego powiew mnie użyźnia,
w jego cieniu postawiłem mój namiot.
On w głodzie jest pokarmem,
w pragnieniu źródłem wody,
moim okryciem w nagości.
Stroma ścieżka, moja droga wąska,
drabina Jakuba, łoże miłości,
gdzie nas poślubił Pan.

2. W trwodze tyś obroną, w potknięciu podporą,
w zwycięstwie koroną,
w walce tyś nagrodą.
Drzewo życia wiecznego,
podpora wszechświata,
kościec ziemi,
twój wierzchołek sięga nieba,
a w twoich ramionach otwartych
jaśnieje miłość Boga.
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    Niechaj te słowa zagoszczą w naszych sercach...jf.

AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #11 dnia: 16 11 2010 o 11:02:00 am »
Janusz - istnieje roznica między rozkoszą WOBEC krzyża, a rozkoszą MIMO krzyża. Wiele starych pieśni religijnych (jak też tekstów niektórych mistyków katolickich) odnosi się do tej pierwszej, jakby ona była celem ich drogi doczesnej. Celem jest zawsze Bóg miłosierny, a nie cierpienie.

Od pewnego czasu (chyba od II Soboru Watykańskiego) obserwuję w kościele katolickim zasadnicze przewartościowanie tych kwestii (choć stare nurty wciąż są obecne). Bardzo się cieszę, że ta dyskusja się tak rozwinęła, bo jest sposobność to wyraźnie tutaj wyartykułować.

Mówisz, że jest we mnie lęk przed cierpienie. Masz rację - nie tylko lęk, ale także świadoma niechęć. Cierpienie pojawiło się za sprawą grzechu i jest dziełem szatana - jak więc można go pragnąć? Cierpienie można więc jedynie przyjmować na siebie wtedy, gdy jest w tym jakiś sens - z miłosci dla drugiej osoby, w obronie Bożej miłości czy zachowaniu własnej tożsamości (to ostatnie wiąże się z ptrzyjęciem wszelkich cierpień egzystencjalnych - chorób, życiowych przypadków itd.)

Offline Krzysiek

  • Moderator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #12 dnia: 16 11 2010 o 11:14:34 am »
Mam wrażenie, że różnica w podejściu do takich spraw jak cierpienie bierze się z naszych indywidualnych predyspozycji psychologicznych. To niesamowite, że każdy z nas może odnaleźć w dziele Bożym coś, co szczególnie go przyciąga i harmonizuje z jego kondycją psychiczną. Dla mnie jest to kreatywna radość pomimo bólu i cierpienia, dla kogoś innego może to być refleksja nad "ubywaniem", a ktoś jeszcze inny może czuć się szczególnie przywiązany do zupełne innego aspektu życia. Dla mnie stanowi to wspaniały znak tego, że Bóg jest nieogarniony, jest zawsze czymś więcej. Uważam, że to piękne, że On ma coś dla każdego.
Oczywiście w tym miejscu może pojawić się zarzut o relatywizm. Uważam jednak, że każdy z nas widzi tylko pewien fragment Boga, niepełny, zamazany. Ale nawet gdybyśmy zdołali połączyć doświadczenia Boga wszystkich ludzi, jacy kiedykolwiek żyli na ziemi, On i tak nie dałby się ogarnąć. Zawsze pozostałoby coś jeszcze. Taki sposób patrzenia na różnice zdań wyleczył mnie z krytycznego oceniania innych.

Krzysiek

AdamS

  • Gość
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #13 dnia: 16 11 2010 o 11:19:26 am »
Oczywiście w tym miejscu może pojawić się zarzut o relatywizm. Uważam jednak, że każdy z nas widzi tylko pewien fragment Boga, niepełny, zamazany. Ale nawet gdybyśmy zdołali połączyć doświadczenia Boga wszystkich ludzi, jacy kiedykolwiek żyli na ziemi, On i tak nie dałby się ogarnąć.

Nie, Krzysiu, nie znajduję w Twojej wypowiedzi relatywizmu. Przeciwnie - to doskonałe podsumowanie naszych rozmów. Może przedwsześnie używam słowa "podsumowanie", bo nie wiem, czy ten dialog nie będzie kontynuowany, ale i tak Twoje słowa stanowić będą wspaniałą klamrę spinającą uwidocznione tu rozbieżności! :)

Offline Krzysiek

  • Moderator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Gdy OPTYMIZM zajmuje miejsce NADZIEI...
« Odpowiedź #14 dnia: 16 11 2010 o 12:13:16 pm »
Cytuj
Może przedwcześnie używam słowa "podsumowanie", bo nie wiem, czy ten dialog nie będzie kontynuowany

Życie to niekończący się dialog, a w zasadzie trialog. To, co pozostaje po konkretnych rozmowach to zaledwie jego zasłyszane strzępki, prawda?

Pozdrawiam,
Krzysiek