To prawda, zostaliśmy wybrani również do tego, żeby cierpieć. Ból i strata są częścią życia, każdy z nas chyba zdążył się już przekonać o tym na własnej skórze. Negatywne doświadczenia nie są wyrazem braku dobra czy chwilowego triumfu zła w naszym życiu, ale właśnie jego wypełniania się, jak zresztą zauważył Adam wcześniej.
Z drugiej strony należy być bardzo ostrożnym, aby nie przerysować znaczenia cierpienia w naszym życiu. Moim dominującym uczuciem wobec mojego miejsca na świecie jest radość. Radość z, a jednocześnie radość pomimo. Pomimo bólu, cierpienia, niepowodzeń itd. Otrzymałem od Boga cudowny dar życia. Co więcej, to życie nigdy się nie skończy. Cieszę się z tego, w jakim miejscu na świecie się znalazłem, jacy ludzie mnie otaczają. Wielkim źródłem radości jest dla mnie przyroda ze swoją cyklicznością i jednoczesną zdolnością zaskakiwania (połowa listopada i 15 stopni w górach). Cieszę się, że mam tak wspaniałą żonę. Mój 5-letni syn jest dla mnie nieustannym powodem do wzruszenia.
Nie mam poczucia, że moje życie powinno koncentrować się wyłącznie wokół cierpienia/umierania. Wręcz przeciwnie, Jezus po to zwyciężył śmierć, żebym ja dzisiaj mógł cieszyć się pełnią życia, wiedząc, że kres ziemskiej drogi jest zaledwie wstępem do niekończącej się radości. Chrystus żyje, i to jest dla mnie niewyczerpane źródło nadziei.
Bóg nie wkracza w świat człowieka jedynie poprzez krzyż. Był przecież z człowiekiem od samego początku. Poza tym działalność Jezusa nie ograniczyła się do pozwolenia na przybicie się do krzyża. Jezus był nauczycielem, uzdrawiał, pocieszał, przygarniał odrzuconych i wykluczonych społecznie, przypominał o potrzebie pomagania ubogim, mówił o hipokryzji, sprawiedliwości, sile miłości i wiary. To nie jest mniej istotne od śmierci i zmartwychwstania. To wszystko stanowi jedną nierozerwalną całość. Zmartwychwstając, Jezus dobitnie pokazał, że pójście w Jego ślady jest początkiem życia wiecznego, które zaczyna się tu, na ziemi. Udowodnił swoje zwycięstwo nad śmiercią i dał w nim udział każdemu z nas. Nie tylko w śmierci, ale przede wszystkim w nowym, odmienionym życiu.
Pozdrawiam!
Krzysiek