Wolna wola nam dana została, abyśmy mogli przyjść do Jezusa. Wolna wola jest pierwszym krokiem do ratunku, nie do życia po swojemu.
Urodzliliśmy się w grzechu, czyli w starym człowieku mającym w sobie korzeń grzechu. Ten korzeń jest przeciwny Bogu, gdyż jest inną naturą. My mając na sobie naturę przeciwną Bogu potrzebujemy woli swojej do odrzucenia woli korzenia grzechu i poddanie się pod wolę Bożą.
Arturze, wiesz dlaczego swiat się nie zmienia? Bo ludzie nie są świadomi, co to znaczy, że Jezus zabił grzechy na krzyżu. A Jezus naprawdę to uczynił. Co uczynił? Wyrwał nasze korzenie grzechu z nas i zgładził je. Zabił naszą grzeszną naturę. To było 2000 lat temu. Ten kto uwierzy prostą wiarą, będzie zbawiony. Bo zrozumie i uwierzy, że Jezus dał mu nowe życie. Tym życiem jest On sam. Jego wola. Jego wola, to obecność Boga w nas. Jezus jest wolnością/miłością/krzyżem/wolą. Zjednoczeni z Jezusem żyjemy wolni, w pewnym sensie bez naszej woli.
Dlaczego nie ma woli naszej w nas w takim momencie? Po pierwsze korzeń grzechu został wyrwany, więc nic nam wtedy nie może się przeciwstawić przeciwną wolą. Po drugie w Bogu jest przestrzeń nieograniczona nie do ogarnięcia ludzkim umysłem. Poznałem tę przestrzeń, szukałem umysłem daleko daleko granic jej i nie mogłem znaleźć. Sam Albert Einstein przyznał, że wykorzystał tylko 15% swego umysłu. Ja również tego doswiadczyłem, Pan swego czasu mi pokazał cząstkę swojej mocy. W Nim jest wolność, nie kierujesz sobą, a po prostu żyjesz i wiesz, gdzie masz isć i co robić. Mniej więcej tak wygląda ta wola. Wystarczy spojrzeć na dzieci. One to właśnie mają. Zauważcie, że o nic się nie martwią, a wiedzą, kedy pora snu, obiadu, wiedzą kiedy tata wróci z pracy. I często są mądrzejsze od rodziców. W nich korzeń grzechu nie dojrzał, dopóki nie poznają grzechu/ brudnej, przeciwstawnej woli ze strony rodziców i innych ludzi już dojrzałych w grzechu. Skąd wiem, że one to mają? Kiedyś pisałem na forum świadectwo tego, co mi Pan pokazał, co one w sercach mają. Tam nie było nic, tylko wolna radość, zero zmartwień, zupełnie nic. Boża obecność - wolność i życie.
Teraz napiszę coś o sobie, o mojej młodości. Być może wtedy lepiej mnie zrozumiecie. Nie pamiętam do którego wieku, chyba do 16 roku żyłem wolny całkowicie. Nie wiedziałem, co to jest gniew, nie znałem pożądliwości, stresu, nie znałem zniecierpliwienia. Nie miałem pojęcia o obrażaniu, o krzyczeniu na kogoś, widziałem te rzeczy u innych, nie rozumiałem, co oni robią i po co to robią. Ktoś na mnie krzyknął, albo wyśmiewał, mnie to nie dotykało, ani nie raniło. Można by powiedzieć, że byłem krzyżem przyjmującym ciosy świata, czyli naturę grzechu. Miałem kilka sytuacji gorących, z których wtedy w niewytłumaczony sposób ktoś mnie wyłączał i kierował. Póżniej po nawróceniu Pan mi pokazał w sekundowym ułamku fim z przeszłej młodości, że On był ze mną cały czas. A w tych sytuacjach On działał chroniąc moje życie. Żyłem pod Bożą wolą, czyli obecnością Jego nie wiedząc o tym. Dopóki nie poznałem świata, byłem bezpieczny. Ta wola to nie nakazy, zakazy, a wolność w Nim. Życie bez ograniczeń, bez niebezpieczeństw, bez stresu.
W Piśmie są nakazy i zakazy. Ktoś, kto nie poznał Boga jeszcze na tyle, wyciągnie pochopne wnioski, że Bóg jest zły i okrutny, skoro daje te nakazy i zakazy. A one są po to, żeby człowiek zrozumiał, że nie jest w stanie tak żyć. A dlaczego nie jest w stanie tak żyć? Bo ma grzeszną naturę, która zawsze będzie przeciwna zasadom Bożym. I dlatego Słowo głosi cudowną nowinę - Bóg zrzekł się na pewien czas swojej chwały, aby wziąć na siebie ten grzech ludzkości i dać nam siebie. Nowe stworzenie, nowe życie, to tak naprawdę jest to sam Bóg. Dopóki ludzie nie zrozumieją tego, będą wielbić Boga nie zmieniając się. A wystarczy tylko uwierzyć, że Jezus naprawdę zgładził w nas korzeń grzechu i już nie żyje stary człowiek w nas, a Jezus. Ten kto uwierzy, będzie zbawiony. To jest prawdziwy sens tego wersetu.
Pan mnie prowadzi z powrotem do tego miejsca, które kiedyś utraciłem. A jak je utraciłem? Zachciało mi się mieć kolegów, pewnie uległem sugestiom rodziców zmartwionych, że nie mam kolegów. Byłem bardzo szczęśliwy w tej wolności, ale ludzie tego nie rozumieli. To oczywiste, dojrzeli w grzechu i nie mogli poznać tej wolności, która jest w Bogu. Więc poszedłem do "kolegów", a oni mi mówią tak: chcesz być z nami? Musisz byc taki jak my. Czyli nauczyć się pić alkohol i palić papierosy. Od tej pory straciłem wolność w sobie. I pojawiła się nowa wola. Brudna, przeciwna Bogu - zaczął dojrzewać korzeń grzechu we mnie.
Teraz uczę się żyć bez starej natury, uczę się mieć w sercu jedno pragnienie. I modlę się o wyrwanie całkowite ze mnie korzenia grzechu. Moja wiara jest jeszcze zbyt słaba, aby uwierzyć wystarczająco w to, że Jezus wyrwał grzech ze mnie, lecz ufam, że będąc wytrwałym w oczekiwaniu i życiu z tylko jednym pragnieniem do Boga, prędzej czy póżniej Bóg mnie uwolni od cielesnej natury, da mi wzrost wiary i połączymy się ponownie, tak jak z czasów młodości.
Jeszcze jedna ważna rzecz z młodości. Będąc w tej wolności, kiedy ktoś mnie oczerniał, albo krzyczał na mnie, ja w tej wolności nie reagowałem, a przykrywałem jego złe uczynki. W Słowie miłość wszystko przykrywa, prawda? Ta wolność, to także miłość. Nikt nie był w stanie mnie zranić. Bo nie poznałem mocy grzechu. Nie znałem zakonu.