Autor Wątek: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ  (Przeczytany 8948 razy)

AdamS

  • Gość
Odp: WSPÓŁISTOTNOŚĆ
« Odpowiedź #45 dnia: 8 08 2010 o 14:05:16 pm »
Syn cierpi i Ojciec cierpi. Poza tym wybiegasz niepotrzebnie za daleko. Skoro w sercu nie dostałeś jeszcze zrozumienia co do tego, to najlepszym rozwiązaniem jest skupienie się na terażniejszosci. Na tym, co Bóg Tobie objawił na TĘ CHWILĘ. Właśnie zauważyłem z rozmów, że ludzie szukają wyjaśnień, zadają pytania i twierdzą, że to najlepsze szukanie w celu poznania Boga. Sam napisałeś Adamie, że Janusz zadał Tobe niezłe zadanie domowe. To Janusz zadał Tobie, czy chodzisz z Bogiem i czekasz cierpliwie na Jego Słowo? Bo jest duża różnica pomiędzy działaniem według swojego JA (rozumu) a słuchaniem Boga. Do znudzenia bedę mówił... Boga znajdzie ten, kto słucha go i okazuje cierpliwość w poznawaniu Prawdy. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie szukają Prawdy w taki sposób?

No cóż, poczułem się jak skarcony uczniak (choć mógłbyś być moim synem, to przecież wiek nie jest istotny w duchowym rozwoju)... A jednak i ja, Sebastianie, skoro prosisz o przyjęcie tych słów po bratersku, muszę Ci zwrócić uwagę na coś niepokojącego w Twej wypowiedzi:

I najważniejsze. Spójrz na swoje ostanie zdanie... czy znowu gdzieś nie błądzę?... Wiesz, czemu o tym piszę? Bo ja wiem, że nie błądzę.

Nie chcę tego nazywać po imieniu, ale spróbuj pochylić się nad swoimi słowami w skupieniu...  Jeśli mam wahanie w tym, czy jestem na dobrej drodze i wyrażam to głośno, to znaczy, ze wyznaję potrzebę trwania w Kościele - wśród Was wszystkich, braci w wierze, którzy możecie mnie w razie potrzeby naprowadzić na dobrą drogę, gdy tylko zacznę błądzić. Jeśli rzekłbym "nie zbłądzę", oznaczałoby to, że nikt mi nie jest potrzebny, bo zawsze dam sobie radę sam (oczywiście z Bogiem, ale sam - bez pomocy moich braci!). Czy do tego wzywa nas Jezus?...

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: WSPÓŁISTOTNOŚĆ
« Odpowiedź #46 dnia: 8 08 2010 o 14:35:52 pm »
Jeśli mam wahanie w tym, czy jestem na dobrej drodze i wyrażam to głośno, to znaczy, ze wyznaję potrzebę trwania w Kościele - wśród Was wszystkich, braci w wierze, którzy możecie mnie w razie potrzeby naprowadzić na dobrą drogę, gdy tylko zacznę błądzić. Jeśli rzekłbym "nie zbłądzę", oznaczałoby to, że nikt mi nie jest potrzebny, bo zawsze dam sobie radę sam (oczywiście z Bogiem, ale sam - bez pomocy moich braci!).

Roumiem.

Nie chcę tego nazywać po imieniu, ale spróbuj pochylić się nad swoimi słowami w skupieniu...


Adamie, staram się być ostrożny w tym, co piszę. Nie błądzę w Prawdzie, którą mam na ten czas w sobie. Dalej nie wybiegam rozumem, nie szukam, bo to bezcelowe. Czekam na głos Boga w sercu moim. A błądzę na Drodze poprzez moje grzechy, gdyż toczy się nieustanna walka pomiędzy mną i złem. Raz jestem zwiedziony, innym razem Bóg mnie stawia spowrotem na Drodze. I tak w kółko.

W sercu mam Prawdę i to miałem na myśli, że to co mi dał, to tego się staram trzymać. Dlatego piszę, że nie błądzę w Prawdzie, która we mnie jest.

No, ale przyznaj, skoro zadajesz sobie pytanie takie, to nie lepiej z tym do Boga? Wiesz, że nie chciałem Cię ani karcić, ani inaczej. To jest trudne tak mówić komuś wprost, ale to jest właśnie prawdziwa troska o kogoś. I tego się teraz uczę.

Prawdziwa troska o kogoś innego, to naprawdę trudna sztuka, przede wszystkim potrzeba doświadczenia, a tego wcale nie mam. Zauważyłem , że także trzeba mieć w sobie dużą dozę pokory, aby samemu nie wpaść w samouwielbienie i mieć dojrzałość duchową- taką pewność w sercu, że można zwrócić komuś uwagę. A ponieważ nie czułem się do końca pewnie, to znak, że powinieniem odpuścić sobie, bo faktycznie ta inicjatywa była moją inicjatywą. Bóg mi nie kazał startować, bo nie jestem zwyczajnie gotowy.  Mówiłem, że błądzę na drodze   Nie ma to jak pokora i cierpliwość
« Ostatnia zmiana: 8 08 2010 o 15:37:35 pm wysłana przez rebus »

AdamS

  • Gość
Odp: WSPÓŁISTOTNOŚĆ
« Odpowiedź #47 dnia: 8 08 2010 o 15:39:15 pm »
No, ale przyznaj, skoro zadajesz sobie pytanie takie, to nie lepiej z tym do Boga? Wiesz, że nie chciałem Cię ani karcić, ani inaczej. To jest trudne tak mówić komuś wprost, ale to jest właśnie prawdziwa troska o kogoś. I tego się teraz uczę.

Oczywiście, Sebastianie, że Twoje słowa warte są zastanowienia. Najpierw każdy dylemat winno się rozważać w sercu przed samym Bogiem, bo inaczej grozi nam czcze gadulstwo. Takie przesłenie odebrałem w Twojej wypowiedzi i jestem Ci za nie wdzięczny.
Pozdrawiam!
Adam

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #48 dnia: 24 08 2010 o 18:33:37 pm »
 Słowo ode mnie. Dla Ojca nie ma znaczenia, do jakiego kościoła chodzimy. On używa wszystkich ludzi, których zechce użyć, nawet nienawróconych. Nie ma katolików, zielonoświątkowców, prawosławnych. Są tylko dzieci Boże. I jest jedno Słowo. Jedna Prawda. Dla Ojca ważna jest pewna rzecz w nas. Nasza wiara. Nieistotne, czy modlisz się, czy czytasz Pismo. Ważne, jaką masz wiarę. Właściwą, czy ślepą? Tylko właściwa wiara wprowadza w zrozumienie, w Prawdę. Doprowadza do Niego. On pozwoli, jeśli zobaczy, że wierzysz w Prawdę, nie w iluzję. Oczywiscie cały czas chce, aby wszystkie dzieci przyszły do Niego. Ale ślepa wiara sama prowadzi niektórych na manowce. I nic nie zrobi, bo ta osoba wierzy w iluzję tak mocno, że nie dostrzega wyciągniętej na ratunek ręki Ojca.Źle nakierunkowana wolna wola.  Każdy ma o sobie pewne przekonanie, że on jest na właściwej drodze, ze on umie czytać Pismo i właściwie odczytuje wersety. Do niczego nie zmierzam konkretnego, chcę tylko światło rzucić na to, że oprócz drogi właściwej jest takze droga ślepa. Droga wąska i szeroka. Warto zastanowić się poważnie nad słowami Jezusa, że niewielu znajdzie drogę wąską. Ja również siebie obserwuję, łatwo zejść z właściwej drogi. Pozdrawiam.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #49 dnia: 25 08 2010 o 21:49:20 pm »
 Salomona 4,23 Czujniej niż wszystkiego inengo strzeż swego serca, bo z
 niego tryska źródło życia


Zrozumiałem, jak ważny jest ten werset, ma kolosalne znaczenie dla
chrześcijanina, który usilnie szuka Boga. Serce mięsiste dane od Ojca w
momencie nawrócenia jest Twoim JA. Ty jesteś tym sercem. Jesteś nowym
stworzeniem. Co to znaczy nowe stworzenie? Stworzenie stworzone przez Boga,
aby było Mu POSŁUSZNE I CAŁKOWICIE ODDANE

Bóg mówi o umartwianiu ciała, o odrzucaniu pożądliwości, że nie
tylko chlebem człowiek je (nie przejmuje się głodem), o zrezygnowaniu
własnych myśli, planów, marzeń... Salomona 3,5Zaufaj Panu(...) i nie
polegaj na własnym rozumie.


Do umartwiania ciała potrzebny jest post. Post to trening, po którym
siła ciała słabnąc ma coraz mniejszy wpływ na ducha ludzkiego. W
trackie postu częsta modlitwa sprawia, że rodzi się całkowicie inna
relacja z Bogiem. Dopiero wtedy chrześcijanin wchodzi w tę AUTENTYCZNĄ
relację z Ojcem. Wchodzi w dużo głębszy wymiar duchowości. Umiera
cielesność. Pojawia się duchowość, w której Bóg zaczyna Ciebie
używać.

Wyobrażcie siebie w taki sposób, że jesteś Ty tylko jako serce, nie
posiadacie ciała i umysłu. Wyobrażcie to sobie, Ty jako samo serce i
skupcie się na nim. Skupcie się realnie, jakbyście naprawdę nie mieli
umysłu i ciała. Skupiając się rozmawiajcie poprzez serce z Jezusem, to
ułatwi. W taki sposób następuje oddzielenie od ciała, ten moment jest
tą terazniejszością. Jesteś Ty sam na sam z Jezusem. To jest ta wąska
droga. Musisz być bez przerwy skupiony na sercu, idąc np: przez miasto
patrzysz na okolicę skupiając się na sercu, z łatwością dostrzeże
się niechciane pragnienia ciała i się je odrzuca. To jest umartwianie
ciała i umniejszanie się. Musi być tylko serce jako Ty i Jezus. Nic
więcej. Sercem wielbiąc Jezusa zapraszasz go do siebie. I On przychodzi
ze swoją wolą, ze swoim planem dla Ciebie. On zaczyna działać w Twoim
życiu.

Pamiętamy przecież, że ciało zawsze będzie zbuntowane przeciw Bogu.
Kto cielesny, nie ma szans na zbawienie. Tylko człowiek czysto duchowy
wejdzie do Królestwa. Ciało po śmierci fizycznej przeminie, ale serce
przywiązane za życia do ciała nie jest sercem duchowym, a nadal
cielesnym. Pójdzie na spalenie. Jezus w dniu sądu będzie badał serca.


Świat zapomniał, że Ojciec stworzył swoje dzieci dla Jego planów.
Zakładam, że większość z Was, a może i wszyscy nie zgodzicie się ze
mną odnośnie tego, co napisałem. To zapytam inaczej. Chodzisz z Bogiem,
prawda? Jesteś przekonany, że masz go w sercu, no bo jakże by inaczej?
No to czemu w takim razie w życiu to Ty podejmujesz decyzje? W takiej
sytuacji Bóg jest dla Ciebie chłopcem na posyłki. Chcesz być Jego
sługą, musisz zrezygnować z siebie i pozwolić Mu przemawiać do Ciebie,
a następnie wykonywać Jego polecenia. To jest właściwa postawa Bożego
stworzenia.

Mi sie otwierają oczy, wprowadza mnie na tę wąską drogę. Dlatego tak
dużo pisałem o tym, że nie czytam Pisma rozumem i uczę się
umniejszać. Jak na razie częściej jestem ja jako cielesny, bo trzeba
czasu, zanim będę w tym naturalny (samo serce), bez pilnowania się.

Natomiast co do umysłu, to działa normalnie, ale poprzez serce. To jest
dopiero początek wąskiej drogi. Potem nastąpi zderzenie ze światem.
Hehe, to jest dopiero wejście smoka. Wtedy się zrozumie, co miał na
myśli Jezus mówiąc, że On jest Światłem i Drogą dla tych, co uznali
go prawdziwym Panem, a sami przyjęli rolę pokornego sługi.

Świat, to dosłownie mroczna kraina pełna nieczystosci. W tym świecie
jest mnóstwo kłamstwa, kościoły też w nim na dobre ugrzęznęły. Nie
wszystkie oczywiście.

Ta droga jest bardzo wąska. Uwierzcie mi, Bóg mówi Prawdę, że niewielu
znajdzie tę Drogę. Musicie całkowice zrezygnować z siebie. Innej drogi
nie ma.

Napisałem to, gdyż dopiero teraz poznaję realną rzeczywistość, która
nijak nie pasowała do tego, w czym niedawno żyłem. Wtedy byłem pewien,
że jest ok. Pan mi pokazał, że cały czas byłem cielesny. Prawdziwie
duchowy człowiek, to ten, co zrezygnował ze wszystkiego i przyjął
postawę pokornego sługi. Wtedy dopiero wchodzi na właściwą drogę.

Poprzez serce jest łączność z Bogiem. Ty jako serce i Bóg ze swoim
"umysłem". To wszystko. On zaczyna Cię wtedy używać.

Warto pamiętać, że ciało zostało ukrzyżowane na Krzyżu. Tak więc
nie mamy ciała, bo Jezus je zabił. Mamy tylko serce dane nam od Boga.
Bóg w ten sposób tchnąłw nas nowe życie. Jesteś jako nowe stworzenie.
Teraz pozostaje tylko zrozumieć, uwierzyć i zachowywać się i mysleć
tak, jakbyś naprawdę był tym sercem bez ciała.

Pamiętajcie, że swiat jest iluzją. Oczy cielesne widzą świat. Oczy
duchowe widzą Prawdę. Jeśli nie widzisz Prawdy, to znak, że jesteś
ciągle cielesny. Jeśli nie masz obrzydzenia do pożądliwości, jesteś
cielesny. Jeśli kochasz swoje ciało, jesteś cielesny. Jeśli myślisz o
telewizji, o swoich sprawach, skupiasz się na swoich pasjach, jesteś
cielesny. Duchowy człowiek nie może dosłownie przestać myśleć o swoim
Panu. Tęskni za Nim, pragnie z Nim być.

Oczywiście możesz wierzyć, że widzisz Prawdę. Wszyscy wierzą i są
przekonani w swoje racje. A Bóg mówi krótko... niewielu znajdzie wąską
drogę.

Chciałem się z tym Wami podzielić. Każdy ma swoją drogę, w sercu mam takie poznanie.

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #50 dnia: 31 08 2010 o 07:38:33 am »
Chciałbym się dziś skupić na tekście, który chyba każdy z nas otrzymał na skrzynkę mailową - chodzi o prośbę Jeremiasza. Poszerzę tu jej kontekst, abyśmy mogli lepiej wejść w wymowę tych słów, które mocno do mnie trafiły:

Gdy wyjdę na pole -
oto pobici mieczem!
Jeśli pójdę do miasta -
oto męki głodu!
Nawet prorok i kapłan
błądzą po kraju nic nie rozumiejąc.
Czy nieodwołalnie odrzuciłeś Judę
albo czy odczuwasz wstręt do Syjonu?
Dlaczego nas dotknąłeś
klęską bez możliwości uleczenia nas?
Spodziewaliśmy się pokoju, ale nie ma nic dobrego;
czasu uleczenia - a tu przerażenie!
Uznajemy, Panie, naszą niegodziwość,
przewrotność naszych przodków,
bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie.
Nie odrzucaj [nas] przez wzgląd na Twoje imię,
od czci nie odsądzaj tronu Twojej chwały!
Pamiętaj, nie zrywaj swego przymierza z nami!

(Księga Jeremiasza 14, 18-21)

Osobiście czuję, że modlitwa Proroka przepełniona jest gorliwością o Przymierze, ale też wyraża pewien rodzaj skargi - skargi na własną bezsilność wobec grzechów, na obawy związane z odrzuceniem, a nawet interpretację niepowodzeń widzianych w kategoriach tegoż odrzucenia.

Kiedy człowiek grzeszy i ma tego swiadomość, wszystko wydaje się być zagrożeniem, wszędzie doszukuje się też mimowolnie skutków własnej winy. To obciążenie wyrażone zostało słowami Jeremiasza, choć nie wiemy, czy wypływa z jego osobistego poczucia bezsilności, czy też Prorok jest tu tylko rzecznikiem grzesznego ludu. Nie to jest istotne.

Dzisiaj w szczególny sposób dotarło do mnie, że w każdej sytuacji powinniśmy być wobec Boga AUTENTYCZNI, tzn. wyrażać w modlitwie to, co się w głębi nas dzieje. Choć Bóg przenika każdy zakamarek naszej duszy, myślę, że jest to niezwykle ważne, bo stanowi podstawę pełnego zawierzenia.
« Ostatnia zmiana: 31 08 2010 o 07:41:08 am wysłana przez AdamS »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #51 dnia: 6 09 2010 o 19:49:38 pm »
Pismo Św. jest Prawdą, Słowo Pana jest Prawdą niezmienialną. A ponieważ pokładam pełne zaufanie w Jego Słowie, więc pozwólcie, że przytoczę dwa wersety z drugiego listu Piotra 1; 10-11: Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby swoje powołanie i wybranie umocnić, czyniąc to bowiem, NIGDY SIĘ NIE POTKNIECIE. W ten sposób będziecie mieli SZEROKO OTWARTE WEJŚCIE do wiekuistego Królestwa Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

 Wiara to wspaniała rzecz, a przede wszystkim cudowna broń na szatana. Sama wiara jest tylko w połowie ekwipunkiem żołnierskim jako tarcza. Trzeba jeszcze mieć zbroję i miecz. Tym jest Słowo Boże. Kto zrozumie w pełni, jaka jest rola Słowa i jak należy się nim posługiwać, z czasem nauczy się biegle walczyć całym ekwipunkiem. Mieczem (Słowem) odrzucasz kłamstwa i oskarżenia szatana (ogniste pociski, bądź również miecz), tarczą (wiarą) bronisz się przed niemocą, pokusami, zwątpieniem płynącym od złego. Tarcza chrześcijanina to ufność w obietnice Boże, poleganie na Jego Słowie, pewność, że zawsze jest przy Tobie.

 
I dlatego wierzę coraz mocniej (z własnych doświadczeń), że można iść codziennie w światłości jako prawdziwy mąż Boży, autentyczny pokorny sługa Boży i żołnierz Chrystusa w Jego armii. Warunkiem jest zrozumienie, czym jest Słowo Boże i wiara i jak należy wykorzystywać to, co Bóg nam dał. Poniższy werset potwierdza moje słowa:

 Drugi list Piotra 1;3: Boska jego moc obdarowała nas WSZYSTKIM, co jest POTRZEBNE DO ŻYCIA I POBOŻNOŚCI (...)

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #52 dnia: 15 09 2010 o 07:55:22 am »
Dzisiejszy werset:
W bojaźni Pana jest pewna nadzieja, dla synów swoich jest On ucieczką.
Księga Przysłów 14:26 / Biblia Tysiąclecia

Samo słowo "bojaźń" nie wywołuje dziś dobrych skojarzeń. Myślę, że Boga nie należy się bać tak, jak się człowiek boi różnych żywiołów czy innych mocy przyrody. W bojaźni Boga znajduję raczej lęk przed utratą Boga, tj. przed odrzuceniem Jego miłości. Dlatego właśnie "w bojaźni Pana jest pewna nadzieja".

Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia - bo też ona żyje dopóki człowiek świadomie się od niej nie odetnie. Zdarza się, że w swej słabości wybieram grzech i mam tego świadomość - kiedy jednak się opamiętuję, przychodzi szczery żal i nic już nie może mnie z popełnionym złem wiązać.

Gdybym przyjął świadome zaprogramowanie na zło, czyli wybrał tę drogę jako drogę życia, grzech przestałby już być wyłącznie słabością - stałby się odrzuceniem tej biblijnej  "bojaźni", a w konsekwencji trwałym zerwaniem więzi z Bożym miłosierdziem... "Bojaźń" - ciekaw jestem jak Wy rozumiecie słowo. Jak się ono realizuje w Waszym życiu?...

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 164
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ - BOJAŹŃ PANA
« Odpowiedź #53 dnia: 16 09 2010 o 01:11:55 am »
"Bojaźń" - ciekaw jestem jak Wy rozumiecie słowo. Jak się ono realizuje w Waszym życiu?...

Świetne pytanie Adamie  :)
Dziękuję Ci za nie i chciałabym, aby jak najwięcej osób wypowiedziało się w tym temacie.

W bojaźni Pana jest pewna nadzieja - czy to znaczy "jakaś tam" nadzieja jest, czy PEWNA (100%) nadzieja ?

W przekładzie Biblii Warszawskiej ten werset brzmi :
Kto się boi Pana, ma mocną ostoję, i jeszcze jego dzieci mają w niej ucieczkę.

Muszę przyznać, że kiedyś, zanim przeżyłam swoje nowe narodzenie, bojaźń Bożą rozumiałam całkiem inaczej niż obecnie.
Rzeczywiście miałam lęk przed Panem.To był lęk który powstrzymywał mnie od robienia różnych głupich, albo strasznych czynów , ale wtedy miałam też inne pojęcie/zrozumienie grzechu (dzieliłam grzechy na małe i duże, na lekkie i ciężkie) Więc te małe, lekkie w moim mniemaniu, mogłam sobie popełniać, natomiast tych "ciężkich" unikałam, właśnie z bojaźni.
Biblia mówi, że dla Boga każdy grzech jest jednakowo obrzydliwy i każdy grzech oddziela nas od Niego.

Dzisiaj dla mnie bojaźń Boża to nie wisząca nade mną rózga, lecz radość, rozkoszowanie się Panem; z miłości, z wdzięczności, z podziwu...
Moja bojaźń Boża to bojaźń przed zasmuceniem Go przez moje postępowanie: przez nieposłuszeństwo, duchową ociężałość, oddalanie się od Niego... Bojaźń Boża jest we mnie, gdy uświadamiam sobie, że w moim życiu jest  coś... cokolwiek, co Go nie chwali, Co oddziela mnie od Niego - mojego Pana i Zbawiciela, Tego, który zamiast mnie poniósł karę za moje winy.
« Ostatnia zmiana: 16 09 2010 o 01:19:10 am wysłana przez hana »
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ - BOJAŹŃ PANA
« Odpowiedź #54 dnia: 16 09 2010 o 08:50:09 am »
W bojaźni Pana jest pewna nadzieja - czy to znaczy "jakaś tam" nadzieja jest, czy PEWNA (100%) nadzieja ? W przekładzie Biblii Warszawskiej ten werset brzmi : Kto się boi Pana, ma mocną ostoję, i jeszcze jego dzieci mają w niej ucieczkę.

Przyznaję, Hana, że w Biblii Warszawskiej przekład jest o wiele bardziej czytelny (również zwróciłem uwagę na tę niejednoznaczność w słowie "pewna"). Poza tym bardzo mi odpowiada Twoja interpretacja "bojaźni Bożej".

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 904
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #55 dnia: 16 09 2010 o 16:43:20 pm »
...mieć pana to znaczy być sługą/niewolnikiem/tego pana.Dzisiaj moim panem jest nie tyle Bóg,który mieszka w niebie ale jest nim człowiek,którego spotykam na swojej drodze.Służyć wielkiemu Bogu to zaszczyt ale nie panować nad drugim człowiekiem to dla mnie dotykanie mentalności Jezusa Chrystusa,który będąc Bogiem uniżył się do poziomu sługi/niewolnika/.On przychodzi do mnie po to bym Mu służył ale sam staje się moim sługą i to w wymiarze krzyża.To się nie mieści w mojej głowie a i serce moje głupieje doświadczając tak wielkiej miłości.Jezus Chrystus zaprasza mnie do służenia nie tylko tym,których kocham ale stawia przede mną pana,który w moich oczach/mojej ocenie/jest grzesznikiem,to znaczy moim nieprzyjacielem.Jak służyć takiemu panu,jak kochać takiego pana,a co najgorsze jak się go nie bać ?      Boga boją się tylko ludzie religijni.My natomiast jesteśmy powołani do tego by nie panować nad drugim człowiekiem ale by służyć nawet swoim nieprzyjaciołom/grzesznikom/.Można być człowiekiem religijnym ale niewierzącym... janusz f.

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 164
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #56 dnia: 16 09 2010 o 20:59:16 pm »
Adamie, bardzo Ci dziękuję za te słowa, ale... to nie jest tylko interpretacja. Tak właśnie bojaźń Pana realizuje się w moim życiu. O to pytałeś, prawda?
Dla wyjaśnienia dodam może, że drżę z bojaźni - ale nie z lęku przed Panem. Gdy staję przed moim Bogiem - drżę z przejęcia, z uwielbienia, z miłości, bo przecież - On pierwszy mię umiłował...

Januszu, mam kilka pytań odnośnie Twojego tekstu
1 - Jak myślisz, gdzie jest Niebo, w którym mieszka Bóg?
2 - Jezus nie przyszedł do Ciebie po to, byś mu służył, lecz po to, by dać Ci życie wieczne (Jego śmierć - to Twoje
     życie). Utrzymując się w Twojej konwencji wypowiedzi, to: Jezus przynosząc Ci dar życia - przyszedł do Ciebie z usługą.     
     Jak na nią odpowiedziałeś? Czy przyjąłeś ją (ten Dar) ?
3 - Czy sam siebie zaliczasz do ludzi religijnych, czy wierzących?

Zresztą, to ostatnie pytanie mogłam sobie darować, bo właściwie już się określiłeś w zdaniu:
Cytuj
...mieć pana to znaczy być sługą/niewolnikiem/tego pana.Dzisiaj moim panem jest nie tyle Bóg,który mieszka w niebie ale jest nim człowiek,którego spotykam

Paweł pisał do wierzących (Rzymian, ale...dotyczy to wszystkich wierzących):
Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni,lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!
Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy.
A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa
, jeśli tylko razem z Nim  cierpimy, abyśmy także razem z Nim uwielbieni byli.
Rz.8,14-17

Drogoście kupieni (Krwią Chrystusa), nie stawajcie się niewolnikami ludzi. I Kor.7,23

Cytuj
Boga boją się tylko ludzie religijni. [...] Można być człowiekiem religijnym ale niewierzącym...
I z tym się zgadzam w zupełności :). Faryzeusze byli baaaardzo religijni. Ale... nie uwierzyli Jezusowi...



Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 904
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #57 dnia: 17 09 2010 o 01:30:28 am »
 :)...moje życie jest paschą,nieustannym przechodzeniem z religijności do wiary.Prawdziwa/dojrzała/wiara jest dynamiczna,ciągle ulega rozwojowi bądź zanikowi.Nie ma tu stagnacji a jeśli się pojawia to jest ona znakiem,że się cofam na drodze wiary.Nosimy ten skarb w naczyniach glinianych.../2Kor.4,7/.Niebo jest tam gdzie jest Jezus Chrystus..../J.1,14/nie tylko 2000 lat temu ale również to samo Słowo jest obecny dzisiaj w każdym człowieku a to znaczy,że niebo jest tam gdzie ludzie się kochają się na wzajem tak jak mocą Jezusa Chrystusa...w ostatnim poście miało być.On przychodzi do mnie nie po to bym Mu służył ale sam staje się moim sługą i to w wymiarze krzyżagdzieś zguniłem "nie"...Pozdrawiam...janusz f.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 904
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #58 dnia: 17 09 2010 o 01:41:09 am »
 /w duchu sprostowania błędów w poprzednim poście/...moje życie jest paschą,nieustannym przechodzeniem z religijności do wiary.Prawdziwa/dojrzała/wiara jest dynamiczna,ciągle ulega rozwojowi bądź zanikowi.Nie ma tu stagnacji a jeśli się pojawia to jest ona znakiem,że się cofam na drodze wiary.Nosimy ten skarb w naczyniach glinianych.../2Kor.4,7/.Niebo jest tam gdzie jest Jezus Chrystus..../J.1,14/nie tylko 2000 lat temu ale również to samo Słowo jest obecny dzisiaj w każdym człowieku a to znaczy,że niebo jest tam gdzie ludzie się kochają  na wzajem mocą Jezusa Chrystusa...w ostatnim poście miało być.On przychodzi do mnie nie po to bym Mu służył ale sam staje się moim sługą i to w wymiarze krzyżagdzieś zguniłem "nie"...Pozdrawiam...janusz f.

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #59 dnia: 17 09 2010 o 08:01:51 am »
...mieć pana to znaczy być sługą/niewolnikiem/tego pana.Dzisiaj moim panem jest nie tyle Bóg,który mieszka w niebie ale jest nim człowiek,którego spotykam na swojej drodze.Służyć wielkiemu Bogu to zaszczyt ale nie panować nad drugim człowiekiem to dla mnie dotykanie mentalności Jezusa Chrystusa,który będąc Bogiem uniżył się do poziomu sługi/niewolnika/.

Janusz w tym wątku przedstawił niezwykle ciekawą interpretację (nie wiem, Hana, dlaczego wzbraniasz się przed słowem "interpretacja", jakby ono było skażone - przecież każdy z nas nieustannie interpretuje rzeczywistosć - bez tego nie da się żyć świadomie, tak jak bez przekonań - o czym już kiedyś sama pisałaś). Ale wracając do słów Janusza...

Zaraz po uważnym przeczytaniu całej tej wypowiedzi, której fragment powyżej zacytowałem, zdałem sobie sprawę, że nie zostanie ona właściwie zrozumiana przez osoby, które wymagają klarownej dosłowności. Trzeba się tu dłużej zatrzymać nad intencją całej wypowiedzi, aby w zastosowanych skrótach myślowych odkryć głębię.

Co znaczy, że panem jest człowiek? Znaczy to, że tylko w takich relacjach istnieje więź niewolnicza. Każdy z nas w jakimś tam stopniu wpisany jest w te zależności (oczywiście jest to powiedziane w zupełnie innym kontekście niż deklaracja "Jezus jest moim Panem"). Co z kolei oznacza, że Bóg mieszka w niebie? To właśnie klucz do zrozumienia relacji Bóg-człowiek! Niebo to szczególny rodzaj relacyjności (nie mylić z relatywizmem), w której nie ma przymusu i niewolnictwa. Relacja Bóg-człowiek wykracza daleko poza ziemski sposób panowania jednych nad drugimi...
« Ostatnia zmiana: 17 09 2010 o 08:04:29 am wysłana przez AdamS »