Ewangelia Jana 10,27Owce moje głosu słuchają i Ja znam je, a one idą za mną.
Erlo Stegen
Chciałbym przeczytać Słowo z Ewangelii Jana z rozdziału dziesiątego, wersety 1-5, gdzie jest mowa o Dobrym Pasterzu i jego owcach. "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto nie wchodzi przez drzwi do owczarni, lecz w inny sposób się tam dostaje, ten jest złodziejem i zbójcą. Kto zaś wchodzi przez drzwi jest pasterzem owiec. Temu odźwierny otwiera i owce słuchają jego głosu i po imieniu woła owce swoje, i wyprowadza je. Gdy wszystkie swoje wypuści, idzie przed nimi, owce zaś idą za nim, gdyż znają jego głos. Za obcym natomiast mnie pójdą, lecz uciekną od niego, ponieważ nie znają głosu obcych." Werset 14: "Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, i moje mnie znają..." Oraz wiersz 27: "Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną."
Gdy hinduski chrześcijanin Sadhu Sundar Singh był kiedyś w Anglii, spotkał pewnego profesora. Został zapytany: "Proszę mi powiedzieć, Sadhu Singh, był pan kiedyś hinduistą, a teraz jest pan chrześcijaninem. Właściwie co pana skłoniło do tego, żeby zostać chrześcijaninem? Czy stwierdził pan, że chrześcijańskie dogmaty, nauki i przykazania są lepsze i prawdziwsze niż hinduistyczne?" Sadhu odpowiedział: "Nie, panie profesorze, nie chodzi o to. Stałem się chrześcijaninem, ponieważ znalazłem Pana Jezusa." "Tak, rozumiem.", powiedział profesor, "Pozwoli pan jednak, że będziemy praktyczni: Czy nie uważa pan, że nauki chrześcijańskie są lepsze niż hinduistyczne i dlatego stał się pan chrześcijaninem?" Na to Sadhu Singh odrzekł: "Panie profesorze, jestem chrześcijaninem, ponieważ znalazłem Pana Jezusa!" Profesor kontynuował: "Tak, rozumiem to, ale proszę pomyśleć racjonalnie." Niestety profesor nie rozumiał tego!
W życiu chrześcijańskim nie chodzi o dogmaty i nauki, ale jest ono związkiem z osobą, z Panem Jezusem. Dlatego jestem chrześcijaninem! Pan Jezus stwierdził tutaj w swom Słowie, że życie chrześcijańskie to związek owcy ze swoim pasterzem.
Przed paru laty byłem w Szwajcarii. W niedzielny poranek nie miałem żadnego wykładu, więc poszedłem do kościoła. Gdy siedziałem na nabożeństwie, pastor opowiedział nam w swoim kazaniu następującą historię. Właśnie wrócił do Szwajcarii z Bliskiego Wschodu. Podróżował tam wraz z grupą pastorów. Jechali od kraju do kraju, aż w końcu znaleźli się w Turcji. Usłyszeli, że są tam pasterze, którzy nie zmienili zwyczajów od setek lat. Zainteresowało ich to bardzo, więc wyruszyli w drogę i pojechali w góry, aby ich zobaczyć. Gdy wreszcie dotarli na miejsce, okazało się, że w tej części Turcji pasterze łączyli się zawsze po czterech lub pięciu. Mieli jednak tylko jedną zagrodę na wszystkie owce. Ogrodzenie zbudowano z trzy-, czterometrowych pali, tak wysokich, aby żaden dziki zwierz nie dostał się do środka. Pale umieszczono gęsto obok siebie. Drzwi były bardzo wąskie tak, że tylko jedna osoba mogła przez nie przejść.
Pierwszy pasterz przychodził rano i stawał w tych drzwiach. Było dokładnie tyle miejsca, że mogła się przecisnąć tylko jedna owca. Pasterz głęboko pochylając się, dotykał ręką każdej owcy, która przechodziła - to był bezpośredni kontakt. Mógł natychmiast wyczuć, jeśli z jakąś owcą coś było nie w porządku. Tak więc pierwszy pasterz stawał w drzwiach i wołał swe zwierzęta. Żadna obca owca nie poruszała się. Tylko jego owce przychodziły natychmiast; gdy słyszały wołanie pana, wychodziły na zewnątrz.
Potem przychodził drugi pasterz i robił to samo. Wołał raz, a jego owce strzygły uszami, odwracały głowy i przychodziły. Inne stały cichutko lub leżały - w ogóle nie ruszały się.
Gdy pojawił się trzeci pasterz, pastor powiedział do niego: "Co pan mówi? Jak pan woła swoje owce? Mógłby mi pan to powiedzieć?" Pastor był dobrym aktorem i zręcznie naśladował innych. Pasterz powtórzył mu kilka razy to, co mówi do swoich owiec. Teraz pastor zapytał: "Przepraszam, czy pozwoli pan, że teraz ja zawołam pańskie owce?" Ustawił się w drzwiach i zawołał. Żadna owca nawet się nie poruszyła. Krzyknął więc znów głośniej, niestety bez rezultatu. Zwrócił się do pasterza: "Niech pan podejdzie." Pasterz wszedł w drzwi i zawołał tylko raz. Owce podeszły natychmiast. Pastor pokręcił głową ze zdumienia. Nie mógł tego zrozumieć. Chciał jednak spróbować jeszcze raz. Zapytał: "Proszę mi powiedzieć, co pan będzie teraz robił?" "Pójdę przed moimi owcami, zawołam je, a one będą szły za mną."
"Dobrze", odrzekł pastor, "przed chwilą nie zawołałem zbyt dokładnie. Chodźmy na bok i proszę mi powtórzyć kilkakrotnie tak, żeby teraz nie skończyło się tak jak poprzednim razem. Pewnie nie powiedziałem tego poprawnie." Pasterz powtórzył mu to dokładnie. Pastor wołając owce powtarzał to teraz dokładnie z takim samym akcentem, ale one się nie ruszyły. Żadna owca nie poszła za nim, nie poruszyła się. Wołał znowu i znowu, żadna się nie ruszyła. W końcu skinął na pasterza: "Niech pan tu przyjdzie!" Pasterz wypowiedział dokładnie te same słowa i owce ruszyły za nim.
Pomyślimy zapewne, że pastor nie miał starego kapelusza na głowie i brudnego płaszcza na sobie, i nie pachniał odpowiednio, tak jak powinien. Można kiedyś tego spróbować. Pomimo to owce rozpoznają go po jego głosie. Czy nie jest dziwne, że u zwierząt jest tak proste i naturalne to, co zdaje się być wielkim problemem u nas chrześcijan? Na całym świecie spotyka się chrześcijan, którzy pytają: Jak rozpoznać głos Pana? Niestety, świadczy to o smutnym położeniu chrześcijaństwa.
Pan Jezus mówi, że Jego owce znają Jego głos i idą za nim. Gdybyśmy to chcieli odwrócić i przestawić, moglibyśmy doznać szoku. Niektórzy ludzie są tak chorzy, że potrzebują leczenia szokowego. Bardzo często my chrześcijanie też tego potrzebujemy, aby obudzić się ze snu.
Pan nasz mówi: Moje owce znają mój głos! A więc kim są jego owce? To ci, którzy znają Jego głos. Ale Pan Jezus idzie jeszcze dalej i mówi: Jeśli przyjdzie ktoś obcy, one uciekną od niego. Jeśli jednak pójdziecie do pracowników Królestwa Bożego i do duchownych, usłyszycie, iż problemem jest to, że chrześcijanie nie uciekają przed obcym, wprost przeciwnie: tłumnie idą do niego i są zafascynowani. Jak to wytłumaczyć? Nie jest to zdrowa sytuacja w chrześcijańskim świecie. Zdumiewają mnie zawsze Czarni. Nauczyłem się od nich już tak wiele i dziękuję Panu za przywilej, że mogę Jemu służyć z wieloma ludźmi, którzy nie są biali i nie są Europejczykami. Od tych, którzy są biedni, w sprawach tego świata, można się wiele nauczyć, ponieważ to, co jest głupstwem i niczym wobec świata, wybrał Bóg.
W duszpasterstwie próbujemy, natychmiast po [duchowych] urodzinach, prowadzić nowonarodzonych chrześcijan do Pana; już podczas nawrócenia prowadzimy ich do Pana. Łatwo się to mówi, ale po nawróceniu chodzi o to, aby oni mieli uszy do słuchania, co mówi Pasterz.
W Afryce są problemy, których nie ma tu, w Europie. U Zulusów na przykład jest tak: Im mężczyzna ma więcej żon, tym wyższy jest jego status. Niektórzy mają rzeczywiście wiele małżonek. Taki człowiek się nawraca, zostaje chrześcijaninem. Potem przychodzi i pyta: "Co mam teraz zrobić?" Mówimy mu: "Czy jesteś teraz chrześcijaninem? Dobrze, to znaczy, że jesteś teraz owcą Pana Jezusa. On jest Pasterzem. On powiedział: "Moje owce słuchają mojego głosu." Co Pan Jezus mówi tobie?" Na to odpowiadają: "Pan Jezus niczego mi jeszcze nie powiedział, dlatego przychodzę do was, abyście mi to powiedzieli." "Nie, zgrzeszyłbym, gdybym zajął pierwsze miejsce, to, które należy się Jezusowi. On jest pasterzem; ja jestem na dalszym planie. Jezus Chrystus jest pierwszy i także ostatni. On ma pierwsze i ostatnie słowo i to, co On powie, obowiązuje. Wróć z powrotem do swojego pokoju, do swojego szałasu, zamknij drzwi, módl się i pytaj Pana Jezusa, co chce Ci powiedzieć! Dopiero potem proszę przyjdź do mnie i powiedz, co Pan Jezus ci rzekł. Wtedy to sprawdzimy." Powinniśmy wszystko oceniać. Ale nie można czegoś sprawdzać, jeśli to nie istnieje. Wpierw musi coś zaistnieć.
Pierwsza wizja, o której chcę powiedzieć, miała miejsce w naszej misji. Dawniej, gdy ludzie mówili o wizjach, kompletnie nie wiedziałem, co to jest. Widziałem tylko to, co jest w Biblii, ale nie to, co dzieje się jeszcze dzisiaj. Gdyby wtedy jakiś człowiek mówił o wizjach lub snach, zapytałbym go, co zjadł przed snem - może smażonych kartofli? Ale po przebudzeniu zdarzyło się coś. Gdy wychodziliśmy z nabożeństwa, podszedł rozsądny młody człowiek i zapytał: "Gdzie się podziały te dwa napisy, które były tutaj na ścianie?" "Nie było nic takiego." - odparłem. "Były na pewno!" - stwierdził. "Nie" - upierałem się. "Ależ tak" - powiedział - "To były dwa słowa. Pierwsze po angielsku: test (próbować), a drugie po zulusku sprawdzać." Jeszcze raz odrzekłem: "Z całą pewnością nie!" Dalej widniała tam pobielona ściana. Nie było w niej nawet jednego gwoździa, ani nie wisiał choćby kawałek taśmy klejącej. Chłopak pokiwał głową: "Nie rozumiem tego. Mogę ci dokładnie opisać, jak te słowa były napisane i jak wyglądały." Poszedłem potem do swojego pokoju, wziąłem moją angielską Biblię i otworzyłem. Nie wiedziałem, gdzie czytam, ale moje oczy padły na te słowa: Test and prove everything ("Wszystkiego doświadczajcie ...", 1 Tes 5,18). Próbujcie i doświadczajcie wszystko. Od tego czasu naszym motto było sprawdzanie wszystkiego. Obrazowo mówiąc, powiesiliśmy sobie te słowa na szyi. Ważę się nawet powiedzieć, że jeśli w jakimś przebudzeniu nie ma to miejsca, wchodzi tam diabeł i wszystko zaczyna iść na opak. Pan powiedział: "Czuwajcie i módlcie się!" (Mk 14,38). W chrześcijaństwie mówi się dużo o modlitwie: musimy się więcej modlić! Pan Jezus wie jednak, o co chodzi i o czym mówi. Modlitwę postawił na drugim miejscu, na pierwszym zaś "czuwajcie". To ma swoje znaczenie.
W Misji próbujemy kształtować w ludziach świadomość, że chrześcijaństwo nie składa się z reguł, nauk, przepisów i przykazań, lecz to, że jest ono osobistym związkiem z Panem Jezusem, z którym chodzimy. Ponadto zwracamy uwagę i na to, że ma On cugle naszego życia w swoich rękach i prowadzi nas przez swojego Ducha. "Bo ci, których Duch Boży prowadzi są dziećmi Bożymi" (Rz 8,14). Dokładnie tak samo jest w zborze, ponieważ nie jest on organizacją, lecz organizmem. Nie wolno nam tego przeoczyć.
Powróćmy do tych nowonarodzonych Murzynów. Gdy przychodzi jakiś człowiek z problemem, wskazujemy mu na Pana i mówimy: "Idź sam do Pana Jezusa w swojej komorze. On musi ci to powiedzieć." Jeśli ta osoba wraca i mówi: "On mi nic nie powiedział", to pytamy: "Czy wszystko jest w porządku między tobą i twoim Panem? Czy wszystko gra? Dlaczego Go nie słyszysz? Może istnieje jakaś blokada?" Pan Jezus spotykał przecież ludzi, którzy nie potrafili słuchać, bo byli głusi. W nich był zły duch. Gdy Jezus wyrzucił go, człowiek już słyszał. Czy coś nie gra w twoim życiu? Tak więc zwracamy się do tego człowieka: "Chodź, pomodlimy się z tobą i poprosimy Pana Jezusa, żeby ci odpowiedział. Ale jeśli jest jakiś brud, to trzeba się umyć. Może jest tu jakiś inny duch, np. pycha albo coś innego. To musi zostać wyrzucone, żeby Pan otworzył twoje uszy." Po jakimś czasie ten człowiek wraca ponownie i mówi: "Tak, znalazłem coś w sobie." To jest blokada. Przecz z nią! Weź ją do Krzyża, do kosztownego Strumienia, który jeszcze dziś ma moc, aby zmyć wszystko i oczyścić do najgłębszych głębi serca.
Opowiem teraz o tym, co się zdarzyło pewnemu człowiekowi. Miał dwie żony. Był twardym facetem i nie chciał mieć nic do czynienia z Ewangelią. Gdy zwiastowaliśmy tam Ewangelię, tamtejsi ludzie mówili: "Nawróćcie tego człowieka! Jak on się nawróci, to my też się nawrócimy!" On był twardy jak skała, ale Bóg sprawił to, że się nawrócił. Potem przyszedł do mnie i powiedział: "Mam dwie żony. Opowiem ci, jak do tego doszło. Pierwsza żona była spełnieniem woli moich rodziców. Oni kochali tę dziewczynę. Poślubiłem ją z posłuszeństwa." U Zulusów jest tak ciągle jeszcze, że dzieci są posłuszne rodzicom. Rozmówca kontynuował dalej: "Po wielu latach było mi bardzo ciężko żyć z żoną, której nie kochałem. Powiedziałem sobie, że teraz nadszedł czas, by poszukać sobie kobiety, którą mi serce podpowie i będę lubił." Tak więc wziął sobie drugą żonę, ale zaczął zaniedbywać tę pierwszą. Teraz pytał: "I co ja mam robić?" Odpowiedziałem mu: "Nie jestem twoim sercem i nie czuję tego, co ty czujesz. Nie jestem też Bogiem. Gdybym był Bogiem, mógłbym ci powiedzieć, co masz robić. Ale mogę cię odesłać do niego. Idź i zapytaj Jego." Człowiek ten wrócił po jakimś czasie. Zapytałem go, co Bóg mu powiedział, a on odparł: Bóg pokazał mi, że bardzo zgrzeszyłem, zaniedbując moją pierwszą żonę i jej dzieci. Pokazał mi też, żebym z nią wszystko doprowadził do porządku, a po drugie, że każdą mam traktować w taki sam sposób. Gdy wysyłam pieniądze, to wysyłam je do pierwszej żony i ona je dzieli. Nie wolno mi żadnej wyróżniać."
Jak to sprawdzić w oparciu o Biblię? Co Biblia mówi na ten temat? Czasami jest trudno sprawdzać. Są sytuacje, w których nie wiadomo od razu, co robić. Ale Pan Jezus dał nam receptę. On mówi: "... z owocu poznaje się drzewo" (Mt 12, 33). Oczywiście istnieją sytuacje, w których nie wiadomo, co robić. Rozstrzygający jest jedynie owoc. Czasami można go zobaczyć od razu, czasem trzeba jednak poczekać, aż się objawi.