Sebastianie, w ciekawy i przekonujący sposób przedstawiłeś tę myśl, ale życiowe doświadczenie mi podpowiada, że problem jest nieco bardziej skomplikowany. Diabeł bez udziału woli człowieka faktycznie - jak słusznie powiadasz - jest bezsilny. Trudno jednak wyobrazić sobie, że kiedykolwiek w naszym życiu zdołamy całkowicie uwolnić się od swych słabości. Jeśli nie będziemy tego świadomi, może to wkrótce doprowadzić do totalnego upadku i zniechęcenia...
Zadaję sobie czasem pytanie, kim w ogóle jest szatan? I przychodzi taka całkowicie osobista odpowidź - jest duchem łaknącym zła, można powiedzieć - jest bestią "odżywiającą się" każdym aktem złej woli. Im więcej zła, tym bardziej rośnie w sobie. Czym jednak jest samo ZŁO? Jeśli podążać za Augustynem - jest brakiem dobra. Znaczy to, że stanowi swoistą pustkę wewnętrzną, próżnię duchowych wartości. Taka "czarna dziura" może wsysać wszystko, karmiąc się tym, co istnieje (oczywiście w sensie duchowym), wysysając byt z jego wartości.
Teraz uwaga, ważne - znowu uczynię analogię do praw fizyki. Skoro zło potraktowałem jako próżnię, to czy w świecie fizycznym można taki stan bagatelizować? (choć przecież wiemy, że jest to zwykły obszar, w którym nie ma NICZEGO). Nie - każdy fizyk uwzględnia stan gęstości materii i przestrzeń całkowicie jej pozbawioną, bo wie, że próżnia może silnie na wszystko oddziaływać. Dlatego właśnie nie bagatelizowałbym istnienia szatana (co oczywiście nie oznacza, że mam się go bać, gdy czuję się mocny Bogiem).