Autor Wątek: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ  (Przeczytany 8942 razy)

AdamS

  • Gość
SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« dnia: 21 01 2010 o 11:04:30 am »
Proponuję, aby założyć w tym miejscu stały dział, w którym można się dzielić własnym odbiorem Słowa, kierowanego do nas na każdy bieżący dzień...

Dzisiejszy fragment:
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?
1 List św. Pawła do Koryntian 3:16 / Biblia Tysiąclecia

Ten fragment jest dla mnie niezwykle ważny, gdyż ogniskuje budowanie Kościoła na wnętrzu człowieka, a nie na zimnych murach czy formalnych strukturach. Słowo szczególnie potrzebne wspólnotom osiadłym na długowiekowej tradycji, gdzie strona formalna i materialna czasem zaczyna przeważać nad duchową.

W znaczeniu tych słów czuję pewną dwupoziomowość - pierwsze odniesienie do mojego ciała (jest Świątynią, bo uświęca je Duch Boży) i drugie odniesienie do ludzkiej wspólnoty, w której jestem cegiełką jednego żywego Kościoła, bez granic formalnych.

To taka moja osobista (bynajmniej nie teologiczna) interpretacja słów :)
« Ostatnia zmiana: 21 01 2010 o 11:06:48 am wysłana przez AdamS »

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #1 dnia: 21 01 2010 o 11:52:31 am »
[...] aby Duch Św. mieszkający we mnie miał ŚWIATŁO (Jezus w sercu), CIEPŁO (miłość), CZYSTOŚĆ (świętość) i przestrzeń mieszkalną (WOLNOŚĆ).

Bardzo lubię takie obrazowe odniesienia, a to co napisałeś, Sebastianie, szczególnie przemawia do wyobraźni :)

Człowiek często używa języka abstraktyjnego nie zwracając uwagi na to, jak głęboko jest w nim zakorzeniona obrazowość. Tutaj myśl wchodzi w sferę sztuki, a duch przenika to co namacalne. I to jest wspaniałe!

Offline Norah

  • Administrator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 368
  • Uśmiechnij się =)
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #2 dnia: 21 01 2010 o 12:06:46 pm »
Mi również Sebastianie bardzo podoba się Twoja wypowiedź :)

A ja napiszę krótko na dzisiejszy fragment,
Cytuj
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?

od jakiegoś już czasu mam większą tego świadomość, była ona zawsze, ale nie przekładałam jej na swoje życie. Moja świadomość polega na tym, że staram się unikać złych czynników zewnętrznych które mogą zniszczyć świątynię Ducha Bożego. Staram się nawet zdrowo odżywiać, co myślę że też jest ważne. I co najważniejsze rzuciłam okropny nałóg, palenie. Tak naprawdę nie rzuciłam tego dla siebie(bo nie ukrywam, że jakoś mi się to podoba), a dla Jezusa. Zresztą sama nie byłabym w stanie rzucić. już dawno się z tym uporałam :) Wiem, że i coś takiego jak palenie, niszczy i ogranicza mieszkanie Ducha Św. we mnie. To takie fizyczne pozytywy, a jeśli chodzi o duchowe to codzienna modlitwa :) i inne. Świadomość mam i dziękuję Bogu za to, że mogłam to odkryć.  ;D
"Boże bliski, przemień zamknięte oczy
w oczy szeroko otwarte" - JPII



Nie widzą Ciebie moje oczy, - Nie słyszą Ciebie moje uszy; - A Jesteś Światłem w mej pomroczy. - A Jesteś Śpiewem w mojej duszy. :)

Offline Zbyszek

  • Administrator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 119
  • Dobrze być człowiekiem Słowa.
    • Slowo.pl
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #3 dnia: 21 01 2010 o 23:52:07 pm »
Ten fragment jest dla mnie niezwykle ważny, gdyż ogniskuje budowanie Kościoła na wnętrzu człowieka, a nie na zimnych murach czy formalnych strukturach. Słowo szczególnie potrzebne wspólnotom osiadłym na długowiekowej tradycji, gdzie strona formalna i materialna czasem zaczyna przeważać nad duchową.

Adam - dzięki za ten pomysł, a przy okazji też krótka refleksja. Każdemu z nas (nie tylko wspólnotom) zagrażają formalizm i skostnienie. Jeden z paradoksów Ewangelii polega na tym, że tak trudno odwrócić sytuację i pomyśleć o sobie jako o faryzeuszu, a przecież z chwilą, gdy przyjmujemy poselstwo Chrystusa i podejmujemy decyzję, by Go naśladować, znajdujemy się w podobnej sytuacji. To nam teraz grozi, że zaczniemy palcem wytykać innych, "bardziej grzesznych", to my - bardziej niż ktokolwiek inny - możemy swoją postawą i słowami zrazić ludzi do Boga.

Do niedawna Słowa Chrystusa o tym, że jest Drogą, Prawdą i Życiem odczytywałem bardziej w kontekście dalszego ciągu Jego twierdzenia:
Cytuj
Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. (Jan 14:6, BT)

Innymi słowy, skupiałem się na tym, że Chrystus jest JEDYNĄ drogą do Boga, a pomijałem coś szalenie istotnego - że On jest DROGĄ. Życie to nieustanna pielgrzymka wiary. Czasami jako ludzie Chrystusowi zbaczamy w lewo, innym razem coś pociągnie nas na prawą stronę. Czasem w ogóle przestajemy iść do przodu, ale zawsze znajdują się ludzie, którzy idą dalej, pamiętając, że wiara zakłada rozwój i dynamizm - drogę i życie na fundamencie prawdy.

Rzeczywiście istnieje wielka pokusa rozbicia obozu i rezygnacji z dalszej podróży. Pamiętacie historię na Górze Przemienienia? Trzej uczniowie są z Jezusem, ukazują im się Mojżesz i Eliasz. W tym momencie Piotrowi wyrywa się:
Cytuj
Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. (Mateusza 17:4, BT)

Jednak Bóg szybko (i niemal dosłownie) sprowadza ich z obłoków na ziemię:
Cytuj
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! (Mateusza 17:5, BT)

Życzę sobie i każdemu z was skupienia się na Chrystusie i wytrwałości na drodze wiary!

Pozdrawiam,

Zbyszek
« Ostatnia zmiana: 21 01 2010 o 23:54:20 pm wysłana przez Zbyszek »

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #4 dnia: 22 01 2010 o 08:57:06 am »
[...] Każdemu z nas (nie tylko wspólnotom) zagrażają formalizm i skostnienie. Jeden z paradoksów Ewangelii polega na tym, że tak trudno odwrócić sytuację i pomyśleć o sobie jako o faryzeuszu [...]

Zbyszku, ależ pisząc o skostnieniu i podejściu sformalizowanym do życia duchowego, miałem na myśli przede wszystkim samego siebie (jako katolika) :)

Dostrzegam te zagrożenia w wielowiekowej tradycji (choć jednocześnie potrafię docenić bogactwo, które w tejże tradycji jest ukryte). Dostrzegam też materializm mojego Kościoła - więc również swój własny (choć jednocześnie trudno by mi było zrezygnować z materialnego piękna starych świątyń, w których bardzo lubię przebywać).

Dostrzegam zagrożenie w formalistycznym podejściu do spowiedzi (a jednocześnie to właśnie przez spowiedź Pan pozwala mi się wewnętrznie odnawiać). Problem wspólnoty staje się więc moim osobistym problemem.

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #5 dnia: 22 01 2010 o 09:58:08 am »
Słowo na dzisiejszy dzień
Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe!
Księga Izajasza 35:3 / Biblia Tysiąclecia

Slowo to pisane było w kontekście wizji nowego życia, o którym czytamy dalej:
35:4 - Mówcie do zatrwożonych w sercu: Zmocnijcie się, nie bójcie się; oto Bóg wasz z pomstą przyjdzie; z nagrodą Bóg sam przyjdzie, i zbawi was.
35:5 - Tedy się otworzą oczy ślepych, a uszy głuchych tworzone będą.


Jest więc nadzieją, która pozwala trwać w trudach, bo roztacza nową wizję życia. Dla mnie osobiście Słowo to jest też zachętą do duchowej odnowy (bo nie potrafię długo klęczeć - w sensie przenośnym i dosłownym) :)  Jest tchnieniem świeżości i zapowiedzią, że wszelkie potęgi tego świata, które teraz zdają się takie niewzruszone, zamienią się w pył przemijalności.
« Ostatnia zmiana: 22 01 2010 o 10:01:48 am wysłana przez AdamS »

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #6 dnia: 25 01 2010 o 12:05:10 pm »
Kierowany dziś do nas werset mówi:
Trwajcie w Bogu, abyśmy, gdy się zjawi, mieli w Nim ufność i w dniu Jego przyjścia nie doznali wstydu.
1 List św. Jana 2:28 / Biblia Tysiąclecia

Kiedy rozmyślam o mojej śmierci, najbardziej boję się dwóch spraw - cierpienia fizycznego we własnym ubezwłasnowolnieniu (to dotyczy ciała) i poczucia zmarnowanych szans (odnośnie życia duchowego). Dla mnie to drugie jest właśnie wstydem, o którym mowa w Liście św. Jana...

Wstyd zawsze pochodzi z głębi samego siebie. Nie można kogoś do wstydu zmusić (jeśli nie mylimy wstydu z upokorzeniem). Dlatego użycie w tym wierszu akurat tego słowa jest dla mnie bardzo znamienne - chodzi nie o zemstę na człowieku za jego beztroskie życie, ale o uświadomienie mu - w atmosferze głębokiej miłości - wagi jego uczynków. Dopiero w obliczu tej świadomości następuje sąd, który dokonuje własne sumienie (już wyzwolone od uśpienia i zniewolenia).

AdamS

  • Gość
Wiara i religijność
« Odpowiedź #7 dnia: 28 01 2010 o 08:26:54 am »
Otrzymaliśmy dziś rozważanie jednego, jakże znamiennego, zdania z Ewangelii:

Komentarz Jezusa do sytuacji z oficerem rzymskich legionów: "Mówię wam, nawet w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary" (Łukasza 7:9) uzmysławia przykry fakt, że wiara w Jezusa wśród tradycyjnie wierzących okazuje się czasem niewielka w porównaniu z wiarą osób tradycyjnie określanych mianem "niewierzących".

Bardzo mi się podoba ten zwięzły komentarz. Tak często żywą wiarę wiążemy z zewnętrzną religijnością - w sposób świadomy oczywiście nie da się całkowicie oddzielić jednej od drugiej. Jednak powyższy fragment uzmysławia nam, że wiarę odnaleźć można również poza formalnym kościołem, poza literalnym głoszeniem Świętych Ksiąg, nawet poza kulturową strefą chrześcijaństwa, bo Duch wieje gdzie chce...

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #8 dnia: 28 01 2010 o 08:50:31 am »
Witam!

Bardzo lubię ten fragment, choć mam pewien problem z dzisiejszym komentarzem. A mianowicie, setnika nie można by określić mianem "niewierzącego", gdyż jego przyjście do Jezusa było właśnie aktem wielkiej wiary. Myślę, że rozumiem znaczenie użytego w tym kontekście słowa "niewierzący", ale wydaje mi się ono nieadekwatne. Co więcej, wcześniejsze słowa setnika można odczytać jako akt skruchy: "Nie trudź się, Panie, nie jestem bowiem godzien, abyś wszedł pod dach mój" (Łk. 7,6). Tradycyjnie za niewierzących uważa się chyba osoby, które wyznają swoją niewiarę, by tak rzec. W postawie Rzymskiego żołnierza dostrzegam natomiast wiarę żywą.
Przypomniało mi się pytanie o świętość bez Boga, postawione przez A. Camusa. Cóż, setnik nie miał tego dylematu, prosząc o pomoc Bożego Syna.

Pozdrawiam,
Krzysiek



Offline Zbyszek

  • Administrator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 119
  • Dobrze być człowiekiem Słowa.
    • Slowo.pl
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #9 dnia: 28 01 2010 o 10:14:20 am »
Witam!

Bardzo lubię ten fragment, choć mam pewien problem z dzisiejszym komentarzem. A mianowicie, setnika nie można by określić mianem "niewierzącego", gdyż jego przyjście do Jezusa było właśnie aktem wielkiej wiary.

Tak, ale autor Porady Dobrego Życia ma rację - "wierzący", czyli ówcześni faryzeusze, postrzegali setnika jako poganina i osobę niewierzącą. Niestety często dzieje się tak, że wiary nie widać w społeczności ludzi wierzących, a przejawiają ją osoby, których wcale byśmy o wiarę nie podejrzewali. Wiara przekracza granice wyznań i kościołów, goszcząc w sercach ludzi, którzy gorliwie szukają Boga.

Zbyszek

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #10 dnia: 28 01 2010 o 11:14:56 am »
Pełna zgoda co do sensu!

Natomiast dalej nie wiem, czy setnika można by określić tradycyjnie mianem niewierzącego. Zrozumiałem to porównanie w ten sposób, że dzisiejsi setnicy to osoby niewierzące (tak jak tamten dowódca dla faryzeuszy - nie wyznawał Boga Izraela), czyli nie wyznające wiary w Jezusa Chrystusa. Czy osoba niewierząca może dawać dowody wielkiej wiary?
Rozumiem natomiast, że chodzi o to, że zewnętrzna religijność nie musi iść w parze z wiarą. Co do tego pełna zgoda, choć i tutaj należy zachować ostrożność, żeby nasz wewnętrzny faryzeusz nie obudził się i nie zaczął nam uzmysławiać, kto jest wierzący-praktykujący, kto niewierzący-praktykujący itd. Sam często muszę mierzyć się z pokusą osądzania, która wiara jest najwierniejsza, a miłość najmiłośniejsza.

Krzysiek

AdamS

  • Gość
Bóg, który zawsze i wszędzie do człowieka trafi...
« Odpowiedź #11 dnia: 28 01 2010 o 12:14:46 pm »
Krzysztofie, myślę, że problem tkwi w naszym przyzwyczajeniu do traktowania wiary wyłącznie w kontekście kulturowej schedy chrześcijaństwa. Uważamy często, że człowiek nie znający Pisma Świętego musi być niewierzący (co już tu Zbyszek wcześniej poruszył). Jezus pokazał nam, że tak nie jest. Wiara to ufność wobec Chrystusa, który zna drogę do każdego człowieka, na co też wskazał Sebastian w ostatnim akapicie swej wypowiedzi.

Z odległych czasów szkolnych pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie jeden wiersz Kasprowicza, w którym dwaj staruszkowie siadali co dnia na progu swej chałupy i rozmawiali z Bogiem-Przyjacielem. Zobaczył to raz teologicznie kształcony człowiek i bardzo się zgorszył, że można tak bezceremonialnie, bez żadnego "szacunku", z Bogiem rozmawiać. Przerażeni jego reakcją staruszkowie już nie mieli śmiałości mówić do Boga tak bezpośrednio jak wcześniej. Wtedy, gdy znartwieni i osamotnieni siedzieli na progu swej chałupy, ktoś się do nich przysiadł. Był to sam Pan Bóg...

Wybaczcie, że tak prozaicznie opowiedziałem wiersz, ale nie pamiętam jego tytułu (być może tez przekręciłem jego treść, bo przecież czytałem go ponad ćwierć wieku temu). Ale jego wymowa mocno wryła się w moją pamięć i sądzę, że jest adekwatna do omawianej sytuacji.
« Ostatnia zmiana: 28 01 2010 o 12:19:50 pm wysłana przez AdamS »

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #12 dnia: 28 01 2010 o 13:57:34 pm »
Krzysztofie, myślę, że problem tkwi w naszym przyzwyczajeniu do traktowania wiary wyłącznie w kontekście kulturowej schedy chrześcijaństwa. Uważamy często, że człowiek nie znający Pisma Świętego musi być niewierzący (co już tu Zbyszek wcześniej poruszył). Jezus pokazał nam, że tak nie jest. Wiara to ufność wobec Chrystusa, który zna drogę do każdego człowieka, na co też wskazał Sebastian w ostatnim akapicie swej wypowiedzi. - Adam

Witam ponownie!

Oczywiście, zgadzam się z wami co do znaczenia tego fragmentu, choć pozwolę sobie zatrzymać swoje uwagi w kwestii znaczenia słowa "niewierzący". Dla mnie w szerokim rozumieniu oznacza człowieka, który nie wierzy w Jezusa Chrystusa. Zgadzam się oczywiście, że problem polega na naszej skłonności do osądzania czyjejś wiary. Żydzi osądzali setnika na podstawie pochodzenia, my dzisiaj patrzymy na siebie przez pryzmat denominacji itp. Pełna zgoda!

Adamie, zastanawiałem się nad Twoją wypowiedzią i mam pewne wątpliwości co do tego, czy aby na pewno kulturową schedą chrześcijaństwa jest znajomość Pisma. Wydaje mi się, że większy wpływ miała i ma religijność zewnętrzna, obrzędowość, która nie zawsze idzie w parze z Pismami. Dotyczy to wszystkich wyznań, także tych spod znaku Sola Scriptura. Podkreślam, że nie zamierzam generalizować i odnoszę się jedynie do wpływu na kulturotwórcze działanie chrześcijaństwa.
Może ktoś ma ochotę o tym podyskutować?

Pozdrawiam serdecznie,
Krzysiek

AdamS

  • Gość
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #13 dnia: 28 01 2010 o 14:42:41 pm »
Adamie, zastanawiałem się nad Twoją wypowiedzią i mam pewne wątpliwości co do tego, czy aby na pewno kulturową schedą chrześcijaństwa jest znajomość Pisma.

Wiem, co masz na myśli, Krzysztofie, i zdaję sobie sprawę, że wkroczyłem tu na dość śliski grunt ;) Osobiście jednak czuję, że Jezus może działać ponad kulturami, kościołami, teologiami a nawet ponad świętymi księgami (w niczym to nie umniejsza Pismu Świętemu, które dla nas, chrześcijan, będzie zawsze najważniejszym drogowskazem w słowie pisanym).

Offline Zbyszek

  • Administrator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 119
  • Dobrze być człowiekiem Słowa.
    • Slowo.pl
Odp: SŁOWO NA KAŻDY DZIEŃ
« Odpowiedź #14 dnia: 31 01 2010 o 18:26:27 pm »
Witajcie!

Dzisiejszy werset zawsze sprawiał mi pewien problem...

Cytuj
W Chrystusie Bóg wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
List św. Pawła do Efezjan 1:4

Chodzi o ten Boży wybór - niektórzy wyciągają z tego logiczny wniosek, że jednych Bóg wybiera, drugich nie, czyli jest jakieś fatum nad niektórymi ludźmi, którzy - nie wiedzieć czemu - mają mniej szczęścia niż inni.

Tak sobie jednak myślę, że nie mnie decydować o Bożych wyborach i pewnie każdy człowiek w życiu ma szansę, by opowiedzieć się za dobrem i sprawiedliwością, a my może lepiej zrobimy, jeśli skoncentrujemy się na drugiej części tego wersetu?

abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.

Co o tym sądzicie?

Zbyszek