W Ewangelii św. Mateusza znajdujemy dramatyczny opis zjawisk po śmierci Jezusa: A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu. (Mt 27, 51-53). Marek dodaje: A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. (Mk 15,33). A Łukasz uściśla, wiążąc mrok z rozdarciem zasłony: Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. (Łk 23,45).
Czy jednak faktycznie chodziło tu wyłącznie o zjawiska zewnętrzne? Czy każde z tych wydarzeń nie jest bardziej nośnikiem wstrząsu w sferze duchowej? Co znaczy, że rozdarła się zasłona przybytku? Jakże czytelny to znak – z jednej strony symbol przełamania surowości starego zakonu, z drugiej strony – otwarcia powszechnej dostępności Boga - nie tylko dla kapłanów i „czystych wybrańców", ale także dla wszystkich żyjących i tęskniących – także dla pogan. Niektórzy próbowali bronić racjonalności tego zjawiska, wskazując na silne podmuchy wiatru z piaskiem – myślę, że człowiek wierzący nie potrzebuje uzasadnień przyrodoznawczych, bo wkracza w zupełnie inną przestrzeń rozumienia tych znaków - wymowy wobec której przestaje być ważny sam „fakt rozdarcia” – bo ważniejsze staje się tu „słowo o rozdarciu”.
Trudno dziś jednoznacznie potwierdzić fakt, iż groby otworzyły się w tamtej chwili dla wielu zmarłych, ale z pewnością otwarły się „grobowce” tych, którzy dotąd byli martwi duchem. Czy faktycznie słońce się zaćmiło (w czasie Paschy była pełnia księżyca, a w takim czasie nie sposób liczyć na astronomiczne zaćmienie) i mrok ogarnął całą ziemię? Może to była tylko chmura (niektórzy w niej widzą piasek znad pustyni), a może subiektywne wrażenie świadków? Nie jest to takie istotne - o wiele ważniejsze jest dla mnie to, że ofiara, jaką poniósł Jezus na krzyżu przyćmiła każdą inną dotychczasową wartość. To tak, jakby zapalić mocny reflektor przy płonącej świecy. Wymiar zaćmienia duchowego przebija się przez wszelką zjawiskowość tego wydarzenia! Co się wówczas dzieje z ludźmi?
Mateusz wskazuje na reakcję świadków zdarzeń: Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym» (Mt 27,54) a Łukasz dodaje do tego jeszcze reakcję pokutną innych świadków: Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: "Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy". Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi. (Łk 23,47).
Czasami człowiek potrzebuje silnego wstrząsu, by przebudzić się z duchowego letargu. Tym wstrząsem mogą być wydarzenia zewnętrzne – czasem tak spektakularne, jak opisy Ewangelistów, a kiedy indziej bardzo osobiste, jednak skłaniające do całkowitego przewartościowania swego życia. Źródłem takiego wstrząsu może być śmierć, choroba, wypadek... ale także niespodziewany akt nienawiści, wzgardy, zdrady, przemijania... Wszystko, co prowadzi nas w przestrzeń Zmartwychwstania, każe nam zostawić za sobą grobowiec dawnych trosk, zabiegań i przywiązań, otwierając nas na zupełnie inne odczytywanie tajemnicy życia i śmierci.