Można się tu zastanawiać nad rodzajami różnych pragnień, bo czy Jezus miałby tu na myśli wygaszenie wszystkich? Byłoby to wówczas jakimś wygaszeniem siebie samego na wzór buddyjskich praktyk, a z pewnością nie o to chodziło.
Właśnie o to chodzi. Nie wiem, jak na wzór buddyjskich praktyk, ale chodzi mi o wygaszenie naszych pragnień, które pochodzą z cielesności. Wygaszenie starego człowieka. Musimy sobie uświadomić, że my nic nie możemy zrobić bez Ducha Św. To On nas uzdalnia do kochania, do przebaczania, do trwania w pokorze. Bóg nas uzdolni, uświęci w swoim Synu. Ale żeby to się stało,w sercu musi być tylko jedno pragnienie. Do uświęcania się, do uświecenia oczu, uszu, ciała, serca, duszy, myśli. Wszystko w Jezusie. To jest droga Pańska, na niej nie ma cielesności. My dla siebie samych jesteśmy przeszkodą w pełnym nowonarodzeniu się.
Jednak nawet wtedy, gdy wszedłem w strefę oazy, dopóki żyję, pragnienia będą mi towarzyszyć. Dzięki Jezusowi mam jednak świadomość, że woda jest pod ręką i że każdorazowe sięgnięcie po nią koi wszelki ból i gasi każde pragnienie.
Ale wtedy cały czas jesteśmy my ze swoim ego, jeśli woda ma być pod ręką. Żywa woda musi być w naszych sercach, naszym nektarem, cudownym napojem, a Jezus drogą. Żywa woda nas napełnia i nie ma miejsca na inne pragnienia. Duch Św. nas napełnia, kiedy się poddajemy mu. O tym mówi Jezus. Bo tylko Żywa woda (Duch Św) uzdolni nas do uświęcenia się i trwania w Bożej świętości, abyśmy kroczyli do przyszłego życia w wieczności z Nim.
Nasze pragnienia muszą być umartwiane. Świadome oczekiwanie i słuchanie Boga, z jednym pragnieniem do Żywej Wody. Trzeba wybrać. Albo podejmujemy decyzję o trwaniu w czystości i świętości wchodząc na drogę Bożą, albo prowadzimy siebie sami, upadamy non stop i przychodzimy po Wodę żywą dla ukojenia. Ale w ten drugi sposób nie zniknie z nas cieleność i nie będziemy uświęconym naczyniem dla Ducha, aby Bóg mógł w końcu w pełni nas użyć. Ciągle będziemy prosili Pana o przebaczanie, a On nas potrzebuje uświęconych i nowonarodzonych w Jezusie.
Wygra ten, co zobaczy swoją słabość. Ta słabość będzie jego siłą, bo oprze się na Jezusie wiedząc, że nic bez Niego nie jest w stanie uczynić. I przestanie w sobie szukać czegokolwiek, przestanie opierać się na swojej "sile", która dla świata jest siłą, a skuteczną przeszkodą do wejścia na drogę Bożą. Biletem do wejścia na drogę Bożą jest uznanie swojej bezradności przed Jezusem i oparcie się na Nim.
Znajduje w tym słowie coś jeszcze: "woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu". Rozumiem te słowa w ten sposób, że gdy zanurzam się w Chrystusie, już tu i teraz mam udział w Jego zmartwychwstaniu.
Jezus zmartwychwstał, ale czy my z Nim także zmartwychwstaliśmy, czy trwamy nadal w cielesnym, grzesznym człowieku? Dla mnie przemiana na obraz Syna, (bo ze zmartwychwstaniem nie wiem jeszcze jak to jest) myślę, następuje wtedy, kiedy nasze nowe serce zrodzone w Jezusie zmartwychwstałym w sposób naturalny, z prawdziwą, autentyczną pasją przestrzega pierwszego przykazania. Jeśli nie mamy tej pasji i nie jesteśmy posłuszni Bogu, nie żyjemy Nim przez cały dzień - nie jesteśmy przemienieni na obraz Syna.
Nowe stworzenie, jak sama nazwa mówi, że wszystko jest nowe całkowicie jest posłuszne Bogu. Czyli Duch prowadzi, nie nasze ego. Pielęgniowanie pragnienia do Jezusa, do Wody żywej, do Słowa, do Ojca jest wszystkim, czego potrzebujemy. Obowiązki domowe, praca, rozwijanie dzieci są ok, ale żeby to wszystko było realizowane zgodnie z Bożymi zasadami, przykazaniami, to musi być w nas żywe pragnienie do Żywej wody. On nas uzdolni do życia w zgodnej społeczności z Nim, a poprzez Niego do rodziny, do ludzi i dzieci. W ten sposób zakon będzie wypełniony w nas, ale tylko poprzez Jezusa i w Jezusie. Słowo mówi, że w Jezusie zakon się wykonał, my będąc w Jezusie, Jemu poddani i w nas się wykona.
Wszystko poprzez poddanie i posłuszeństwo. Nigdy się nie uda przez nasze pragnienia rodzące się z natury cielesnej. Zwyczajnie jesteśmy na swojej drodze, nie Bożej. W cielesności Bóg nie może zrealizować swoich planów. Tylko w ludziach, którzy poddali się uświęceniu w Jezusie.
Tymczasem prawdziwa miłość jest zawsze bezinteresowna. To samo SPOTKANIE z Ukochanym jest już nagrodą. Reszta to ZAWIERZENIE.
Słowo mówi o nagrodzie (powrót do domu), do której się biegnie wytrwale. Spotkanie z Bogiem, to dar łaski, nie nagroda. Nie zasługujemy na spotkanie z Bogiem, mając serca przewrotne. Za co nagroda Adamie? Za brud w sercu? To dar łaski, miłosierdzia i przebaczenia. Jezus nam drogę utorował, On za nas wszystko zrobił. Nam się nie należy nagroda, raczej powinniśmy przyjąć ten gniew Ojca, który wziął na siebie Jezus na krzyżu.
Zauważyłem, że poprzez zaproszenie Boga do serca, otwarcie się na Niego, a to może nastąpić tylko poprzez uczciwe przestrzeganie pierwszego przykazania, sprawia, że w nas jest miłość bezinteresowna. Gdyż ta miłość nie pochodzi od nas, a On sam nas uzdalnia do postępowania zgodnie z przykazaniami.
Jeśli przestrzegamy z całej siły, z całej duszy, z całego serca pierwszego przykazania, to Bóg będąc w nas uzdalnia nas automatycznie do przestrzegania pozostałych przykazań. Nie wierzę w to, że nie przestrzegając pierwszego przykazania możliwe jest przestrzeganie pozostałych. Na to ciało/cielesność nie pozwoli. Dlatego, żeby to wszystko było realne, należy zanurzyć się w Jezusie z wiarą i potrzebą do uświecenia w Nim. A swoje pragnienia z serca nie należącego do Jezusa usunąć na bok.