Nie wiem Adamie, czy przez tę Twoją wypowiedź mam rozumieć, że moja modlitwa jest sztywną musztrą i ćwiczeniami???
Dobrze, że o to zagadnęłaś, Madziu, bo przy moim ostatnim pośpiechu wyszło, że nie doczytałem uważnie słów, do których odnosiła się wypowiedź (nawet nie sprawdziłem, czyje to były słowa)

Tak więc od razu spieszę z wyjaśnieniem.

Jeśli unikałbym modlitwy jako "musztry" to tylko w takich przypadkach, gdy ona jest narzucona z zewnątrz (dlatego nigdy nie zmuszam dzieci do modlitwy, mogę jedynie zachęcać). Oczywiście takiej postawy przymusu nie znajduję również u Ciebie, Madziu, więc spokojnie - absolutnie nieuprawniona byłaby z mojej strony jakakolwiek krytyka - wręcz przeciwnie, sam zasługuję na przyganę, że nie przemyślałem, jak moja wypowiedź może dla kogoś zabrzmieć

Osobiście miałem dotąd nieco odmienne podejście jedynie w zakresie narzucania sobie zbyt rygorystycznej dyscypliny w modlitwie. Ale zaczynam rozumieć, że ta dyscyplina bywa bardzo pożyteczna. Dostałem tego doskonałe świadectwo właśnie wczoraj.
Prowadziłem grupę Gruzinów (prawosławnych) po Bieszczadach. Kiedy byliśmy na szczycie połonin niektórzy z nich dyskretnie oddalili się od nas i po chwili zastałem ich klęczących w trawie - byli tak zatopieni w modlitwie, że nie zauważyli mojej obecności, a ja dyskretnie się oddaliłem. To było dla mnie wyraźne przesłanie, że wewnętrzna dyscyplina jest nie tylko gwarantem wewnętrznej stałości, ale także odwagą zewnętrznie dawanego świadectwa.
Człowiek wciąż weryfikuje swoje poglądy. Dzisiaj już nieco inaczej patrzę na kwestię narzucania sobie pewnych praktyk modlitewnych. Czuję wielki szacunek dla osób, które potrafią to czynić dyskretnie, a jednocześnie bez zewnętrznego skrępowania. Dlatego też cieszę się, że ten nasz dialog daje sposobność ku nieustannemu wzrastaniu - m. in. przez czerpanie z duchowości innych.