Wiara jest paradoksem dla naszego rozumu i wymaga zawierzenia,uwierzenia,zaufania Jezusowi Chrystusowi nawet wbrew sobie/przeciwko sobie/.Tu nie chodzi o krzyżyk powieszony na szyi czy ścianie.Tu chodzi o wpatrywanie się/odkrywanie/ w sens własnego/osobistego/ krzyża.Chyba wybiegłem za daleko.
Nie, nie odbiegasz za daleko. To co piszesz powinno być kluczowe dla każdego chcącego poznać Boga. Własny krzyż, czyli umartwianie w sobie starego człowieka jest jedyną drogą do Boga. Niedawno wprowadził mnie głębiej w zagadnienie własnego krzyża. Jest to proces bolesny polegający na całkowitym zaufaniu i zawierzeniu Bogu, tzw. małe kroki wiary polegające na pójściu (poddaniu się) za głosem serca, a odrzuceniu głosu starego człowieka namawiającego do wygodnej drogi, łatwiejszych rozwiązań, albo trwaniu w błogim nic nierobieniu.
Wiara ma znaczenie wtedy, kiedy zaufamy w momencie, gdy nie widzimy jeszcze owoców, ale pójdziemy za głosem serca i zrobimy to, co czujemy głęboko w sercu.
Kiedyś pisałem na forum, że krzyż nie jest bolesny, jeśli jesteśmy zanurzeni w Jezusie. Owszem, w takiej sytuacji nie jest bolesny, ale żeby się zanurzyć całkowicie, to trzeba całkowicie też pozbyć się starego człowieka. A to już jest bolesne, niewygodne, wymagające ogromnego poświęcenia, samozaparcia i desperacji czasem. Dlatego Jezus mówi, że wąska jest ta droga, a nie każdy, kto woła do Niego Panie, Panie wejdzie do Królestwa.
Proces poddawania się Bogu tak naprawdę rozpoczyna się w momencie przyjęcia krzyża na siebie i trwania w tym procesie. Można wołać do Pana, można dziękować itd., ale żeby dostać się do Pana, stanąć przed Nim, trzeba zostawić starego człowieka. Stary człowiek - brud, który nie wpuści do siebie Jezusa. Więc w mozolnym, cierpliwym procesie trzeba zostawić ten brud, aby Jezus mógł się pojawić w nas, abyśmy chodzili w Światłości.
Dzięki temu, że wprowadza mnie coraz głębiej w zagadnienie krzyża - widzę i jestem zaskoczony, jak mocno siebie zwodziłem przez brak zrozumienia. Jedyna droga do Ojca, to Jezus (oczyszczająca droga i brama), a jedyna droga do Jezusa, to poddanie się Mu, czyli pójście z wiarą i z ufnością do Boga wbrew własnemu rozumowi, a temu co w sercu woła, pod prąd. Do Boga tylko pod prąd się idzie. Dlatego nazywa się wąska droga.
Jeśli człowiek ma wygodę na drodze, lekkość, jest na szerokiej drodze. Wiem, co mam teraz zrobić, wiem co mnie czeka przez najbliżyszy miesiąc i będzie to baaardzo trudny miesiąc. Ale nie martwię sie tym, użyłem wiary i zaufałem Bogu, że zaprowadzi mnie tam, gdzie miałem być od dawna. Stary człowiek już woła do zejścia z tej wąskiej drogi, nie dam mu tej szansy.