Nie tak dawno była między nami dyskusja na temat poznawalności Boga. Pojawiały się głosy, że Bóg jest całkowicie objawiony w Biblii (co mnie wówczas bardzo zdziwiło). Nie potrafię też nigdy zaakceptować postawy, w której niejako "wymusza się" na Panu Bogu pewne decyzje - przyjmując postawę, która miałaby bezapelacyjnie zapewniać człowiekowi (a nawet całym społeczeństwom) pomyślność...
Dzisiaj czytałem Księgę Judyty i natknąłem się na żarliwą wypowiedź tej charyzmatycznej niewiasty: "Nie zbadacie głębokości serca ludzkiego ani nie przenikniecie myśli jego rozumu; jak więc wybadacie Boga, który wszystko to stworzył, jak poznacie Jego myśli i pojmiecie Jego zamiary? Przenigdy, bracia, nie drażnijcie Pana Boga naszego! Gdyby nawet nie zechciał nam pomóc w tych pięciu dniach, to ma On moc obronić nas w tych dniach, w których zechce, albo zgubić nas na oczach naszych wrogów." [Jdt 8,14-15].
Te słowa padają oczywiście w kontekście konkretnego zagrożenia ze strony Asyryjczyków, wobec których Izraelici pierwotnie planowali opór do 5 dni - a jeśli w tym czasie nie nadeszłaby pomoc Boga, mieli oddać się Holofernesowi w niewolę. Wystawiali więc tym samym niejako na próbę samego Boga, czemu sprzeciwiła się Judyta...
Mamy tu odpowiedź na dwie kwestie. Pierwszą jest nieprzenikniony charakter Boga (człowieka nie można do końca poznać, a co dopiero Najwyższego), drugą kwestią jest właśnie poddanie się Bożym wyrokom - bez planowania po swojemu, co Bóg ma nam uczynić. Myślę, że takie zawierzenie jest właśnie istotą wiary pełnej i bezwarunkowej. Tylko sam Bóg wie, co w danej chwili jest dla nas dobre - zwycięstwo czy klęska, sukces czy porażka, zdrowie czy choroba...