Autor Wątek: Moja pascha to mój chrzest  (Przeczytany 879 razy)

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Moja pascha to mój chrzest
« dnia: 29 10 2011 o 03:09:46 am »
Odkrycie mojej paschalności pozwala mi na dotykanie/doświadczanie/istoty mojego chrztu a tym samym daje mi odwagę chodzenia po wodach swojej śmierci.Jest to wspaniałe przeżycie,do którego zaprasza mnie Chrystus/Mojżesz/ każdego dnia,nieustannie.             :) 

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #1 dnia: 22 11 2011 o 13:21:31 pm »
W Ewangelii św. Jana czytamy: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał…” (J 3,16). Zaś w innym miejscu u tego samego autora znajdujemy słowa takie: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.” (1 J 2,15). Albo więc pojęcie „świat” ma tutaj różne znaczenie, albo też zawarty jest w tym jakiś paradoks? Ks. Tomas Halik, przestrzegając przed odwiecznymi zapędami postrzegania dwóch światów i dwóch walczących ze sobą demiurgów, proponuje takie oto rozwiązanie…

Miłość świata byłaby dla człowieka miłością własną, bo przecież po uszy zanurzeni jesteśmy w tym świecie, stanowiąc jego część nieodłączną. Jedynie Bóg, który jest poza światem, może ten świat kochać, nie popadając w samoubóstwienie.  Człowiek zaś nosi w sobie pragnienie, by kochać ten świat tylko w Bogu. Wtedy każda cząstka tego świata nabiera zupełnie innego wymiaru, nie narażając nas na zapętlenie się w miłości Narcyza. I dopiero wtedy wchodzimy w tajemnice słów św. Pawła: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.” (Gal 6,14).

Krzyż to właśnie brama, przez którą  przechodzić musi nasza miłość, aby oczyszczona została z miłości własnej. Dopiero w takiej postaci możemy wydawać trwałe owoce i wtedy również świat przynosi nam owoce, jeśli dostrzegamy w nim cierpienie i gotowość umierania. W przeciwnym razie każda miłość staje się jałowa, bo z narcystycznego uwielbienia nie może się nic narodzić. I tutaj znajduję sens Twoich słów, Januszu, w których nieustannie mówisz o krzyżu i umieraniu - tylko w takim aspekcie potrafię je sobie przyswoić.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #2 dnia: 23 11 2011 o 01:55:49 am »
Tak bowiem Bóg umiłował świat,
że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy,
nie zginął, ale miał życie wieczne
(J 3,16).
Cytuj
Krzyż to właśnie brama, przez którą  przechodzić musi nasza miłość, aby oczyszczona została z miłości własnej. Dopiero w takiej postaci możemy wydawać trwałe owoce i wtedy również świat przynosi nam owoce, jeśli dostrzegamy w nim cierpienie i gotowość umierania. W przeciwnym razie każda miłość staje się jałowa, bo z narcystycznego uwielbienia nie może się nic narodzić. I tutaj znajduję sens Twoich słów, Januszu, w których nieustannie mówisz o krzyżu i umieraniu - tylko w takim aspekcie potrafię je sobie przyswoić.
Najbardziej wymownym sposobem, w jaki Bóg mógł siebie dać było właśnie danie siebie w swoim Synu. To nie było poświęcenie Syna, dla ratowania czegokolwiek z tego, co jest w Bogu, lecz dla ratowania tego, co od Boga odeszło. Tylko prawdziwy Syn Ojca mógł „zrozumieć” Ojca i przyjąć Jego wolę, aby wydać siebie za grzeszników, którzy odeszli od Ojca.

Syn, zjednoczony z Ojcem, podejmuje misję, w której – jako namaszczony Świętym Duchem Pańskim, który uzdalnia i potwierdza Go w tej misji – wyda samego siebie w ręce tych, którzy od Boga odeszli idąc za swoimi koncepcjami samego Boga i Bożego Prawa. W ten sposób Syn stanie się narzędziem przybliżania ludziom prawdziwego Boga, by mogli do Niego powracać.              :)                          janusz

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #3 dnia: 11 12 2011 o 14:11:54 pm »
...istotą duchowości paschalnej jest fakt przemiany, przejścia ze starego życia do nowego. Potrzeba, żeby się dokonała w nas zmiana fundamentu życia, racji życia. Aby nowy człowiek mógł się narodzić – stary musi umrzeć. Trzeba powiedzieć, że nie ma co opłakiwać starego człowieka (a więc tego, który chce żyć dla siebie), lecz cieszyć się że jest on współukrzyżowany z Jezusem Chrystusem. Wiadomo, że przeżywamy to jako bolesne wydarzenie (takim jest każda porażka, upokorzenie, niesprawiedliwość itp.), ale w świetle krzyża i zmartwychwstania Jezusa rozumiemy, że jest to konieczne, aby w nas mógł powstać nowy człowiek, który żyje nie dla siebie.

Właśnie w tajemnicy chrztu z jednej strony świętujemy pokonanie mentalności starego człowieka, a z drugiej – otwarcie się na nowość. Misterium Paschalne jest źródłem nowego życia, jest życiodajne. Celebrujemy nie tyle naszą ekspiację za grzechy (chociaż to też ma miejsce), nie tyle współczujemy Jezusowi, ale świętujemy Jego zwycięstwo w nas, pokonanie starego człowieka i narodzenie nowego. Gdy tak wierzymy, wówczas doświadczenie krzyża jest już momentem zwycięstwa otwierającego w człowieku radość nowego życia. Potrzeba, aby naszą świadomość przeniknęło przekonanie, że to co nowe nie może się odbyć bez przekreślenia starego. Nie mogę bowiem jednocześnie świętować nowego życia i zarazem tkwić w starym, które jest skoncentrowane na mnie i powoduje napięcia i rozdrażnienia w stosunkach z bliźnimi.

Dlatego paschalne świętowanie krzyża daje mi nową rację życia, nową podstawę, nowe usprawiedliwienie uzdalniające mnie od przebaczenia, do życia w jedności i komunii. Pascha jest źródłem dającym życie, życie nowe, które jest nowe dlatego, że potrafi kochać, że potrafi umierać, przyjmując nawet niesprawiedliwość. Potrafi umierać, dlatego że wie, iż racją jego wzrostu, jego mocą nie jest człowiek, lecz Bóg, Jezus – ten, który umarł i zmartwychwstał.

Bp ZbK                   :)                    Chrześcijanin to człowiek paschalny nie pasyjny. To bardzo ważne rozróżnienie.Na ile jestem pasyjny a na ile paschalny.                        Pozdrawiam i dziękuję Ci Sebastianie za baaaaaardzo ciekawy link wprowadzający do biblijnej tradycji.          janusz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #4 dnia: 11 12 2011 o 14:26:49 pm »
Pozdrawiam i dziękuję Ci Sebastianie za baaaaaardzo ciekawy link wprowadzający do biblijnej tradycji.

Ten link dałem oczywiście wszystkim, ale z pierwszą myślą dla Ciebie i Adama. Zwłaszcza dla Ciebie Januszu, byłem pewien,  że Cię ten wykład zainteresuje.  :) ;)

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #5 dnia: 18 02 2012 o 15:49:23 pm »
 Taki byłem 11 czerwca 2009 o 8:04

Po co Bóg czyni nas chrześcijanami? Po co istnieje Kościół? Celem Kościoła nie jest tylko zbawianie dusz. W imię tej koncepcji prowadzono wojny święte. Bóg nie powołał Kościoła na ziemi, by cały świat stał się chrześcijański, ażeby wróciwszy na sąd, zastać ludzkość w 100% chrześcijańską. Nie o to chodzi, by wszyscy byli zbawieni w Kościele. Gdyby w istocie o to chodziło, to stan chrześcijaństwa w dwa tysiące lat po przyjściu Chrystusa prowadziłby nas do wniosku, że Jezus jest największym bankrutem świata.

W XX wieku od Jego narodzenia tylko 1/3 ludzkości jest chrześcijańska. Jest tylko pół miliarda [tu chyba błędna liczba, może ma być półtora – P.U.] chrześcijan rozmaitych wyznań, wśród których panuje chaos i zamieszanie. Bardziej uprzywilejowani są katolicy, stanowiący 700 milionów. Po bliższym przyjrzeniu się im stwierdzamy, że tylko 1/3 praktykuje, a w skali światowej jeszcze mniej. Są połacie tak zdechrystianizowane we Francji, Hiszpanii, Włoszech, że praktykuje tam niecałe 1%, co w sumie daje 10% w skali światowej. Biorąc zaś pod uwagę zgodność praktyki z życiem, nasuwają się dodatkowo rozmaite wątpliwości, bo w wielu przypadkach grają tu rolę jedynie względy prestiżowe, rodzinne, tradycja…

Na co dzień wielu chrześcijan żyje wartościami nie mającymi nic wspólnego z chrześcijaństwem. Mało jest naprawdę zaangażowanych chrześcijan, może 1%. Wobec tej statystyki Jezus jest naprawdę największym „bankrutem”. W dwa tysiące lat po Jego przyjściu Kościół zupełnie nie spełnił swego zadania. Byłoby to prawdą, gdyby rzeczywiście Kościół był dla zbawienia wszystkich.

Bóg niczego nie ma w nienawiści z tego, co stworzył. Wszystko jednakowo kocha. U Niego nie ma względu na osobę (por. Łk 20,21). Kocha wszystko, każdego szuka i wszystkich pragnie nawrócić. Co więcej, nie wszyscy należący do Kościoła mogą mieć pewność zbawienia. Nikt nie ma z góry zapewnionego nieba. Św. Augustyn powiedział: „Bóg ma wśród pogan bardzo wielu utajonych wyznawców, a wśród chrześcijan wielu ukrytych pogan”. W świetle tego zdania nie można twierdzić, że poza Kościołem nie ma zbawienia. Jest zbawienie dla tego, kto w sposób niezawiniony znalazł się poza Kościołem. Na szczęście celem Kościoła nie jest włączenie całego świata w jego instytucjonalne ramy. O misji Kościoła mówi sam Jezus: „Wy jesteście solą dla ziemi… Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,13–14). Stąd płynie zupełnie inne spojrzenie. Załóżmy, że mały liczebnie Kościół będzie bardzo mocnym światłem, rozproszy wtedy mrok w ogromnym zasięgu. A w garnku rozmaitych potraw wystarczy mała ilość soli, by utrzymać ich smak. To jest misja Kościoła, który ma być światłem i solą…

Bóg wiedział, że cała ludzkość jest w wielkiej ciemności i postawił gdzieś wysoko mocne światło, które jak latarnia morska ma ukazywać drogę. Taką funkcję ma spełniać Kościół wobec świata. Kościół jest w służbie świata. Bycie chrześcijaninem nie oznacza przywileju, lecz powierzoną przez Boga bardzo odpowiedzialną służbę wobec pogrążonego w mroku dezorientacji świata dawanie orientacji, prawdziwych wartości, sensu i celu życia. Świat ustanawia sobie prawa uznające za wartość to, co nią nie jest; dlatego w nim nie ma miejsca dla słabych. Świat, odszedłszy od Boga, stracił orientację.

Kościół jest także solą. Cały świat przez grzechy jakby utracił smak, sens swego istnienia. Bez soli nie dadzą się jeść potrawy. Wystarczy jej odrobina, by wszystkiemu przywrócić smak. Sól nie może być sama dla siebie. Ma się rozpuścić. Inaczej jej smak nie przejdzie w to, co ma być posolone. To jest misja Kościoła.

Bóg powiedział, że do końca świata będzie taka sytuacja, że część ludzkości będzie pogrążona w mroku, a dla niej będzie wystawiony maszt ze światła. Bóg powiedział, że w rozmaite rzeczy musi pójść sól i właśnie misję soli powierzył chrześcijanom, by nie zepsuło się wszystko. I dlatego ważne jest, żeby światłość była naprawdę światłem, a sól solą; żeby w świecie nie było pół— czy ćwierćchrześcijan, lecz by w swoim środowisku byli rzeczywiście jak światło i sól, żeby byli uczniami Jezusa, w których jest to samo życie i treść, co w Panu. ………pozdrawiam Was janusz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #6 dnia: 19 02 2012 o 00:00:01 am »
Cytat: cytuj
W świetle tego zdania nie można twierdzić, że poza Kościołem nie ma zbawienia. Jest zbawienie dla tego, kto w sposób niezawiniony znalazł się poza Kościołem.

Bez potwierdzenia Słowem to pozostanie tylko gdybaniem wychodzącym z ust ludzkich. Trzymam się tego, co Słowo mówi, a mówi ono, że zbawienie jest w Jezusie.  Zresztą nie nasza to rzecz rozstrząsać, sam Jezus powiedział, że co u ludzi niemożliwe, to u Boga możliwe.

Jednak nie możemy pochopnie  mówić innym, że jest zbawienie dla tych, co dziwnym trafem nie znaleźli się w Kościele. Słowo mówi, że wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały. Uważam, że tego tematu nie można rozstrząsać na swój rozum. Zostawmy to.

Poza tym te zdanie wypowiedział Augustyn i nie mogą być one żródłem rozważań. Od tego jest Słowo Boże.


Cytat: cytuj
O misji Kościoła mówi sam Jezus: „Wy jesteście solą dla ziemi… Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,13–14). …

Bóg wiedział, że cała ludzkość jest w wielkiej ciemności i postawił gdzieś wysoko mocne światło, które jak latarnia morska ma ukazywać drogę. Taką funkcję ma spełniać Kościół wobec świata.

Tym Światłem i Żródłem życia zarazem jest Duch Św. Został nam posłany, nie gdzieś wysoko usadowiony. :).
« Ostatnia zmiana: 19 02 2012 o 00:48:07 am wysłana przez rebus »

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #7 dnia: 19 02 2012 o 09:30:33 am »
Sebastianie, zadziwia mnie Twoje poczucie znajomości Słowa. Niekiedy mam wrażenie jakobyś pozjadał/poznał/ Słowo Boże w całości. Zapraszam do   http://slowo.pl/tuba/znac-jezusa-ukrzyzowanego-1242.htm/comment-page-1#comment-20733  . Tam znajdziesz cały kontekst zbawienia poza Kościołem na przykładzie dobrego łotra, który miał szczęście w ostatniej chwili zauważyć obok siebie Jezusa Chrystusa.                      janusz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #8 dnia: 19 02 2012 o 13:45:48 pm »
Rzymian 4,18- Abraham wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, uwierzył(...)...(19) I nie zachwiał się w wierze, choć widział obumarłe ciało swoje, mając około stu lat, oraz obumarłe łono Sary. (20) I nie zwątpił z niedowiarstwa w obietnicę Bożą, lecz wzmocniony wiarą dał chwałę Bogu (21) mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał, ma moc i uczynić (22) I dlatego poczytane mu to zostało za sprawiedliwość.

Słowo, które podałeś o łotrzyku też wskazuje na usprawiedlwienie z wiary, pod warunkiem, że się człowiek upamięta, co też on uczynił. To czegoś w takim razie nie zrozumiałem. Słowa o wyznawcach wśród pogań? Taki gdy upamięta się i uwierzy nie jest przecież poganinem już? I do tego utajeni? Nie rozumiem tych słów.

Mnie chodziło o tych niewinnie znalezionych poza kościołem, że dla nich jest zbawienie. Poprawię tu, zaczynam już rozumieć przesłanie z tego tekstu. Tak, dla każdego jest dane zbawienie, jeśli uwierzył Bogu i został usprawiedliwiony przez wiarę i co najważniejsze, wytrwał do końca przez wiarę.

Co z takimi, co nie słyszeli o Bogu, nie znają zakonu, więc nie będą sądzeni przez zakon? Raczej nie wierzę, żeby nikt nie słyszał o Bogu, jest Słowo mówiące o tym, że do wszystkich przyszła Boża obecność. Pominę dzieci na samym początku ich dzieciństwa, dopóki nie zetkną się świadomie z istnieniem zła i dekalogu.

Nie zrozumiałem wczoraj do końca Twego tekstu Januszu. Zbawienie jest dla każdego, kto je przyjmie przez wiarę i trwa w Nim.
« Ostatnia zmiana: 19 02 2012 o 13:47:54 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #9 dnia: 19 02 2012 o 14:01:36 pm »
Niewinnie się znaleźli poza kościołem? Może tu chodzi o dzieci? Wątpię, żeby starsi nie słyszeli o zakonie, a jak wiemy, przez poznanie zakonu  poznaje się grzech i zakonu nikt nie jest w stanie wypełnić. Dopiero zrobił to Jezus i w Nim jesteśmy usprawiedliwieni przez wiarę.

W opowiadaniu, gdzie pisałem, że Pan przeniósł mnie do malca, w nim nie było absolutnie żadnej świadomości co do grzechu, do zakonu i zła. Jezus tego malca bardzo miłował. Był całkowicie wolny od świadomości zakonu i czegokolwiek. Wolny. Ale to tylko wie Bóg, wiedziałem o malcu, bo byłem w nim, pokazał mi.


Ps. przeczytałem z zainteresowaniem to, co podałeś. Bardzo ciekawe o miłości, o przeobrażaniu i o krzyżu. Dziękuję. :)
« Ostatnia zmiana: 19 02 2012 o 14:31:59 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #10 dnia: 19 02 2012 o 14:38:22 pm »
Cytat: cytuj
...Wiem na pewno, że człowiek będzie potępiony wyłącznie z własnej winy, jako odrzucający pełne miłości i cierpliwości Boże wezwanie do nawrócenia (Rzymian 2:1-11). Natomiast zbawiony mogę być tylko z czystej Bożej łaski, na którą nie mogłem niczym zasłużyć (Efezjan 2:1-10).


Przeczytałem całość i rozumiem Twój przekaz Januszu.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Moja pascha to mój chrzest
« Odpowiedź #11 dnia: 19 02 2012 o 17:39:28 pm »
Kto nie chce stanąć przed Jezusem jako winny – nie ma dla niego zbawienia. Sebastianie,wszyscy jesteśmy winni/grzeszni/ i dlatego słusznie należy się nam kara/śmierc/. Tylko Jezus Chrystus był bez grzechu i tylko On mógł zapłacic Sobą za nasze grzechy. Bóg na Jezusie Chrystusie wykonał karę to znaczy Sobą zapłacił za naszą niewiernośc. Bóg jest wierny przymierzu jakie zawarł z Abrahamem i jego potomstwem. Jest wierny i na krzyżu Chrystusowym ponosi najwyższą cenę. Krzyż/śmierc/dotyka każego człowieka bo wszyscy zgrzeszyliśmy a zapłatą za grzech jest śmierc. Demon  próbuje nas oszukac religijnością naturalną i podaje nam krzyż jako miejsce gdzie sami przybijamy swoje grzechy. To jednak nie jest jeszcze krzyż Chrystusa. Mądrośc Chrystusowego krzyża zanużona jest w mentalności Baranka paschalnego/baranka bez skazy/ na którego zwalamy wszystkie nasze winy/grzechy/. Krzyż Jezusa Chrystusa ma coś z kozła ofiarnego, na którego patrzec nie można, który ust swoich nie otwiera we własnej obronie lecz pokornie płaci sobą za nie swoją winę. Tak wiec, Sebastianie krzyżowanie własnych grzechów to jeszcze nie krzyż Chrystusa. Na pewno miałeś doświadczenie kiedy ktoś niesprawiedliwie potraktował ciebie i oskarżył nie za Twoją winę a ty się nie broniłeś lecz poniosłeś konsekwencje cudzej winy. To jest tak jakbyś poniósł karę/zatrzymał zło na sobie/ za kolegę, który nadal jest na wolności i co więcej śmieje się z ciebie jak z kozła ofiarnego. Wtedy możesz mówic o krzyżu Chrystusowym kiedy na miarę swojej bezgrzeszności ponosisz konsekwencje grzechów innych w duchu PRZEBACZENIA.                  janusz