Trzeci rozdział Ewangelii św. Marka zaczyna się całym pasmem wydarzeń, w których Jezus uzdrawia i troszczy się o człowieka, w rozumieniu faryzeuszy łamiąc przy tym prawo:
1) uzdrawia paralityka, mówiąc o odpuszczeniu jego grzechów,
2) głosi Dobrą Nowinę celnikom i grzesznikom, zasiadając z nimi do stołu,
3) pozwala swym uczniom biesiadować w czasie, gdy faryzeusze poszczą,
4) pozwala głodnym uczniom zrywać kłosy w szabat,
5) sam uzdrawia w szabat człowieka z niedowładem ręki...
Gdy rozgorzały więc oskarżenia, że „odszedł od zmysłów” – lub jeszcze ostrzej: że „ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”, zaniepokojeni krewni Jezusa wraz z Matką przyszli, aby Go powstrzymać (pewnie każdy z nas w podobnej sytuacji reagowałby tak samo). I tutaj padają zaskakujące słowa, które często sprawiają wiele kłopotu komentatorom Pisma: „któż jest moją matką i braćmi? (...) kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką.”
Szczególnego pomieszania może doznać tu każdy tradycyjnie myślący katolik - może nawet wyczuje w tych słowach jakiś afront wobec Maryi. Ale czuję, że właśnie do nas, katolików, w szczególny sposób adresowane są te słowa. Bo choć wierzymy, że Maryja była czysta, zbyt często wchodzimy chyba w jakiś oderwany od Ewangelii kult, stawiający Maryję w roli „wszechwiedzącej bogini”. Tymczasem Maryja jawi się tu jako zwykła Kobieta, reagująca jak każdy z nas w takiej sytuacji – jest pełna troski o Syna, nie rozumie wielu wydarzeń (podobnie jak nie mogła jeszcze rozumieć pozostania Jezusa w świątyni, gdy miał 12 lat). Czasem nawet Maryja jako żyjąca kobieta próbuje oponować wobec niektórych znaków, które ją przerastają - tak jest i w tym przypadku.
Jezus we wspomnianych słowach wskazuje więc nie tyle na bliskość pokrewieństwa, co na bliskość w podążaniu wskazaną drogą. Kiedy wsłuchujemy się w Jego głos, jesteśmy blisko, podczas gdy obserwując wydarzenia niejako z zewnątrz, bywamy czasem zbyt zatroskani tym światem – a tym samym oddalamy się od Jezusa... Maryja ukazana jako święta Kobieta, która jednocześnie jest taka jak my wszyscy – czasem zagubiona i zalękniona, staje się dla mnie o wiele bliższa od tej, którą przez wieki przedstawiano jako tronującą Panią. To właśnie Maryja, która towarzyszy nam wszystkim w drodze, a DROGA jest niczym innym jak WIARĄ, w której człowiek podąża z ufnością, że za horyzontem znajdzie swoje spełnienie.