Syn Boży przez Wcielenie wszedł właśnie w tę paradoksalną ludzką rzeczywistość. Przyjął na siebie doświadczenie opuszczenia i niemocy. Przyjął na siebie i zaakceptował w sobie ten stan opuszczenia, i w tym doświadczeniu wołał do Boga; wołał jedynie do Boga, mimo poczucia opuszczenia przez Boga. Nie szukał żadnego innego rozwiązania(...) W opuszczeniu wołał do Boga i doświadczył, że Bóg, jako Ojciec, Go nie opuścił.
Dzięki Adamie za Twoje pytanie. Wywiązała się rozmowa, dzięki której zrozumiałem, że za życia nie będę miał prawdopodobnie zjednoczenia. Aż do śmierci fizycznej będę wypróbowywany niby w stanie opuszczenia, a tak naprawdę Bóg będzie przy mnie cały czas. Sztuka polega na tym, abym zawsze bez względu na okoliczności nawet najczarniejsze, zawsze przychodził do Ojca. Januszu, dzięki za tą odpowiedź. Dla mnie jest pełna, wystarczajaco zrozumiała i wiele jest tam wskazówek dla mnie na dzisiejszy czas mojej Drogi.
Jezus przyjął i przeżył to opuszczenie dla nas, definiując niejako ten stan w naszym imieniu, abyśmy także my, którzy wskutek grzechu utraciliśmy poczucie bliskości Boga, mogli ten nasz brak jak najgłębiej i do końca uznać, zaakceptować i wyznać przed Bogiem.
Właśnie.Bardzo często, praktycznie caly czas nie oszukując siebie i mówiąc szczerze, tę pustkę próbujemy zapełnić czymkolwiek, jakimkolwiek działaniem, żeby "mieć jakieś zajęcie". A prawidłową pierwszą myślą w trakcie poczucia opuszczenia powinna być...Ojcze!
Jezus przeżył to dla nas, abyśmy nie byli stale skazani na jakąś ucieczkę, na ukrywanie się przed Bogiem, przed drugim, przed sobą – dla pozornego ratowania siebie . On to wszystko przeżył, aby już więcej nie dominowała nad nami logika determinująca nas do ciągłego szukania sposobu zejścia z krzyża , abyśmy otrzymali właściwe wyzwolenie od fałszywych koncepcji wypełnienia naszego życia i mogli odkrywać obecność Boga także w pozornej Jego nieobecności; byśmy mogli odkrywać Jego objawianie się nam w pozornym Jego milczeniu.
Przy okazji też uświadomiłeś mi poprzez Twoje słowa...wyzwolenie od fałszywych koncepcji wypełnienia naszego życia... np. korzystanie z komputera dla zabicia czasu, oglądanie telewizji, zakupy - wszystko dla zabicia czasu (wypełnienie pustki, odciągają od modlitwy i relacji z Ojcem, bunt przeciw myślom Ducha Św. i wykorzystywanie swojej woli na nie to, co trzeba) są bałwochwalstwem. Są bożkami. Teraz na oczy wyraźnie widzę, jakie to takie mini- pułapki. Piekielnie trudna Droga. Ta Droga jest bardziej wąska, niż myślałem. Nie zrażę się, z większą determinacją idę walczyć. Przede wszystkim będę wiecej polegał na Bożej mądrości, która jest w Słowie. Teraz rozumiem. Więc to Słowo jest Drogą. Jezus jako Słowo. Jezus/Słowo/Duch Św = Droga nasza. Duch Św. dany nam w zastępstwie za Jezusa, który musiał wrócić do Ojca po zmartwychwstaniu. Słowo Boże jest naszą bronią, drogą i wskazówką. Słowo Jezusa. Jego Ewangelia.
Dzięki Janusz za pełną odpowiedź. Bardzo mi pomogłeś. Relację z Ojcem miałem, jak każdy, z dnia na dzień lepiej, głebiej itd. Jednak dopiero Twoja wypowiedź pokazała mi, jak bardzo dużo pułapek czeka na drodze nieświadomego chrześcijanina. Człowiek myśli, że jest ok, a w rzeczywistości (czasem) hołduje bożkowi. Trzeba się nauczyć omijać te pułapki. Myślę, że wpierw trzeba dojrzeć i zrozumieć sercem, czym tak naprawdę jest nasze umieranie. Na czym ono polega. Bo tu jest klucz do dalszej Drogi z Ojcem. Umieranie, to ważny etap, bo rezygnując z siebie i tych fałszywych koncepcji stopniowo zaczynamy się uczyć zbliżać do Ojca i polegać na Nim. Szczególnie wtedy, kiedy jest w nas uczucie opuszczenia. Myślę, że tym bardziej wtedy trzeba iść do Niego i trwać w tym. Nie do żony sie przytulić, nie do komputera, żeby się pocieszyć gierką.
Właśnie... Jezus dał nam przykład. Już rozumiem.
W kontekście tej ciekawej rozmowy chciałbym zadać Wam pytanie - jak sądzicie, dlaczego Jezus na krzyżu wypowiedział słowa "Boże mój, czemuś mnie opuścił?", skoro był w absolutnej jedności z Ojcem?
Był w poczuciu opuszczenia, samotności głębokiej, istnej ciemności, porażającej i niezgłębionej. Co zrobił? Jaka była pierwsza Jego myśl? Zwrócił się do Ojca. Dał nam wszystkim przykład pełnej, dojrzałej miłości i posłuszeństwa. Kierował się miłością do swego Ojca. Nie było w Nim materializmu, nie pomyślał o pójściu do kasyna zabić te niekończące się uczucie, nie pomyślał o wypiciu z kolegami piwa dla zapomnienia uczucia opuszczenia. Wspaniały przykład dał nam Jezus. Zawsze przychodził do Ojca, nawet w najgorszej chwili swego życia, przybity gwoździami na krzyżu.
Ps. Samo oglądanie telewizji, czy gra na kompie, czy inne czynności nie są bałwochwalstwem, jeśli nie są wykorzystywane w celu zapełnienia w nas pustki. Jeśli są, to hołdowanie bożkom. Pustka w nas, to modlitwa do Ojca, rozmowa z Nim. Słowa Jezusa o opuszczeniu mają z pewnością też inne głębokie znaczenia, pisali o tym Krzysztof i Janusz.
Przypomniałem sobie, jak około 3 miesięcy temu leżąc w łóżku miałem pragnienie pobycia z Ojcem. Jednocześnie miałem myśli (z przywyczajenia nawyk) co do komputera. Świadomie odrzuciłem komputer i inne rzeczy materialne i poddałem się ...w sumie to była tęsknota za rozmową z Ojcem i poczytaniem Pisma. Poczytałem Pismo, trochę porozważałem i uwolniłem serce na końcu. Leżałem, patrzyłem w niebo będąc wolnym bez myśli. Nagle poczułem w sercu, bardzo wyrażnie, że Ojciec jest przy mnie. Za chwilę poczułem, że Jezus także. W jednej chwili poczułem, że jestem częścią Rodziny. Poczułem, że jestem synem! I także bratem! To było niezwykłe.
Teraz wiem (powyższa rozmowa posklejała wszystko w jedno) , że taka jedność, bardzo głęboka jest możliwa tylko poprzez świadome i konkretne odrzucenie rzeczy ze świata. Popatrzcie. Wyżej mówiliśmy o uczuciu pustki. Pustką też jest przecież tęsknota. One idą razem w parze, prawda? Każdy z Was to ma od czasu do czasu. Wyżej pisałem, że pustkę/tęsknotę zabijamy czynnościami ze świata, mówiąc wprost - hołdujemy bożkom. Ja poddałem się tej tęsknocie, odrzuciłem natychmiastowo pojawiające się myśli o "rozerwaniu się" przy komputerze, żeby tylko nie mieć tej "dziwnej" tęsknoty i narastającej nostalgii. Dla chrześcijanina tęsknota jest wyrażnym sygnałem dla niego samego, że to Ojciec tęskni za nim. Napisałem "dziwna", bo Lucyfer z kolei próbuje ją obrócić w żart i nakierować nas na czynności materialne. Po to, abyśmy nie poddawali się tej tęsknocie i nie mieli "kontaktu" z Ojcem.
Owocem poddania się tęsknocie było przesłanie wiadomości od Ojca, że jestem Jego synem, a od Jezusa, że jestem Jego bratem. Bardzo wyrażnie to poczułem. Jakbym dostał w sercu maila. Nie wspomnę, że bardzo się wzuszyłem i byłem przeszczęśliwy.

Warto się skupić na dobrych pragnieniach, na słuchaniu "sumienia". Cegiełka po cegiełce, dzień po dniu stopniowo warto nauczyć się omijać pułapki bałwochwalstwa. Krzysztof, miałeś rację. To jest proces na całe życie. Głownie dlatego, że dopóki Jezus nie przyjdzie nas sądzić, to do tego momentu Lucyfer nie da mi pokoju i do końca będzie próbował mnie zwieść.
Jeszcze jedna ważna rzecz dla mnie. Nie byłem świadom tego, że buntowanie sie przed czytaniem Pisma i wybieranie komputera jest bałwochwalstwem, czczeniem demona, który mnie do tego namawia. Wspominał o tym Paul Washer. Wtedy nie do końca go rozumiałem, co miał na myśli. Teraz wiem, na czym stoję. Przez tę wypowiedź króciutką chcę powiedzieć, że ciągle przed nami jest wiele tajemnic. Pomimo tego, że co jakiś czas dostajemy objawienia, zrozumienie, to pomimo wrażenia, że się dowiedziało "sporo", myślę, że w skali Drogi jest to milimetr odkrycia tajemnic. Więc powiniśmy trzymać się mocno postawy mówiącej..,Ojcze, dziękuję za Prawdę, chroń mnie dalej Panie, bo bez Ciebie nic nie mogę. Ty wytyczasz mi Drogę, wszystko w Tobie mam. Chroń mnie, bo bez Ciebie zginę. Pełno tu pułapek - min. Tylko w Tobie nadzieja.
Wiem, że nic nie wiem. I to jest najprawdziwsza prawda. Dwie cnoty, które się Ojcu na pewno podobają - miłość i pokora. Dodam także posłuszeństwo. Niby mało, niby tylko trzy, ale...
