Autor Wątek: Jak szukać Boga?  (Przeczytany 4509 razy)

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #75 dnia: 13 07 2010 o 13:44:57 pm »
Sebastian:
Cytuj
Dosłownie trzeba zrezygnować ze wszystkiego, co oferuje świat. Zrezygnować z siebie samego, umrzeć. Zadać gwałt własnej duszy, zabić własny umysł.

Świat stworzył Bóg. Dlaczego więc miałby wymagać od nas porzucenia wszystkiego i rezygnacji z siebie i z życia. Biblia uczy, że Bóg do końca nie zrezygnuje ze swojego stworzenia. A jego stworzenie obejmuje wszystko, co dobre, i to co złe. Wszystko należy do Niego. Jego słońce wschodzi nad sprawiedliwymi i nad grzesznikami. Skoro Bóg z nikogo i niczego nie rezygnuje, to dlaczego tak wielu chrześcijan z ogromnym przekonaniem dzierży przed sobą sztandar z postulatem śmierci dla świata? Zobaczcie, na co zdobył się nasz Nauczyciel, żeby to wszystko ratować! Przeszedł piekło na ziemi, a potem jeszcze zstąpił do piekieł, żeby nas stamtąd zabrać.
Jezus nie stworzył wokół siebie sekty religijnej. Nie mówił swoim uczniom, z kim wolno im rozmawiać, jak się ubierać, kiedy pracować, a kiedy nie itp. Przykazał im za to, żeby szli do ludzi, do pogan, i zwiastowali im dobrą nowinę. Uzdrawiali, podnosili na duchu, pocieszali. Głosili Dobrą Nowinę wśród tych, na których np. faryzeusze w ogóle by nie spojrzeli. I to jest nasze dziedzictwo. 
Bóg chce, żebyśmy żyli na tym świecie i go zmieniali. Chce, żeby Jego Królestwo rozszerzało się na ziemi. Królestwo Boże jest tu na ziemi. Zgoda, ono przetrwa ten świat, ale ono już trwa. Chce je powiększać także naszymi rękami. Chce, żebyśmy żyli w społeczeństwie, wpływali na nie poprzez naszą postawę, dokonywane wybory, zaangażowanie na rzecz budowania Bożej sprawiedliwości. Nie w zaciszu własnego serca, ale na zewnątrz. Tego nauczał Jezus swoich uczniów.

W kontekście tego, co napisałem, doprawdy nie rozumiem, dlaczego tak eksponowana jest potrzeba umierania dla świata.  Świat nosi w sobie ogromny Boży potencjał piękna. I to również od nas zależy, ile tego piękna uda się wydobyć.

Pozdrawiam serdecznie!
Krzysiek

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #76 dnia: 13 07 2010 o 14:48:47 pm »
Pozwól Krzysiek, że najpierw wyjasnię, co w moim zrozumieniu znaczy zrezygnować ze świata. To, co napisałeś, dobrze napiałeś i dzięki za wywód. Zawsze czegoś się dowiem i poszerzacie mi w ten sposób własny mój horyzont.

W moim zrozumieniu rezygnacja ze świata, to w pierwszej kolejności dążenie do jedności z Ojcem. Do takiego stopnia, że póżniej nie musisz się "starać" pilnować tego zjednoczenia. Gdyż z czasem w procesie dojrzewania nasze serce wystarczająco jest przemienione i oddane w posłuszeństwo Ojcu w pełni. Mam taką nadzieję, bo do tego jeszcze nie doszedłem. Lecz idąc tą Drogą w kierunku zjednoczenia z Ojcem, czuję na sobie, jak zaczynam umierać, a w mojej duszy pojawia się ON. Coraz więcej, coraz więcej. Wierzę w pełne zjednoczenie.

Myślę, że umieranie dla świata, to rezygnacja z siebie samego na rzecz innych (pogan). Takie jest moje zrozumienie umierania dla świata. Żebym mógł pójść do ludzi i głosić im o Zbawicielu i lepszym życiu, muszę wpierw umrzeć, jako człowiek egoistyczny, samolubny. Wtedy wychodzi z wnętrza mego nowe stworzenie posłuszne Bogu. Bóg zamieszkuje w sercu nowego stworzenia i zaczyna zmieniać ludzi, pokazując im poprzez moje życie. Według nauk Słowa Bożego. Masz rację, Bóg nie wymaga od nas rezygnacji z życia. Źle ująłem to, zabrzmiało, jakbym nawoływał do porzucenia wszystkiego, co dla nas stworzył. On chce, abyśmy żyli i cieszyli się pełnią tego, co dla nas tworzy. Jest jeden szkopuł. Nie możemy zapominać o RODZINIE. Tą rodziną są dzieci Ojca, synowie i córki. Wszyscy ludzie na świecie. Głoszenie Ewangelii, to głoszenie o Miłości. Tą miłością jest dar Ojca dla nas, czyli Jego syn, Jezus Chrystus. Mamy cieszyć się życiem, ale WSPÓLNIE, nie osobno z wybranymi znajomymi, z krewnymi i ewentualnie najbliższymi sąsiadami. Nie. Miłość nie wybiera. Inaczej. Miłość Boża nie wybiera. Miłość Boża traktuje wszystkich jednakowo i wszystkich jednakowo kocha. Miłosć człowiecza niestety zmusza nas do traktowania innych wybiurczo. I tej miłości człowieczej musimy się pozbyć. Czyli umrzeć z Jezusem, jako symbol naszych grzechów, naszej złej natury na Krzyżu, a następnie po zmartwychwstaniu Jezusa razem z Nim narodzić się jako prawdziwe dziecko Boże. I tu tak jak piszesz, żyć pelnią życia, korzystać z darów Ojca. Tak. Ale także przepełnieni miłością Bożą. A to tylko można poprzez pelne zjednoczenie z Nim. Umarliśmy i żyjemy w Nim, a On w nas. Dla wszystkich żyjemy w tym momencie. Nie wybierasz sobie już znajomych, wszyscy są naszymi braćmi i siostrami. Oczywiscie znajdą sie osoby, które odrzucą świadomie Boga. Trzeba się z tym liczyć. Ja to tak pojmuję.


Cytuj
Tą rodziną są nasi bracia i siostry. Wszyscy ludzie na świecie.

Musiałem poprawić. Braćmi i siostrami się jest dopiero, jak się wyzna Jezusa swoim Panem i wejdzie na Drogę Życia.
« Ostatnia zmiana: 13 07 2010 o 14:59:55 pm wysłana przez rebus »

Offline anula

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
  • kochaj aby żyć i żyj aby kochać
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #77 dnia: 13 07 2010 o 16:11:15 pm »
moja ostania wypowiedz , która wyszła jako cytat jest moją wypowiedzią.:)
uśmiech otwiera wiele drzwi

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #78 dnia: 13 07 2010 o 16:40:09 pm »


Cytuj
Tą rodziną są nasi bracia i siostry. Wszyscy ludzie na świecie.

Musiałem poprawić. Braćmi i siostrami się jest dopiero, jak się wyzna Jezusa swoim Panem i wejdzie na Drogę Życia.

A ja właśnie sądzę, że wszyscy ludzie są rodziną, nawróceni i nienawróceni. Wszyscy mają jednego Rodzica, choć niektórzy się do niego nie przyznają.

To, co piszesz jak ulał pasuje mi do narodzenia na nowo w sensie nawrócenia. Różni nas jedynie to, że dla mnie jest to proces trwający aż do chwili ziemskiej śmierci. W moim rozumieniu zaczyna się on z momentem chrztu (wierzę w słuszność chrztu niemowląt, choć szanuję odmienność poglądów w tej kwestii). Uczeń Jezusa powinien iść za nim aż do swojej śmierci, ale moim zdaniem pełne zjednoczenie następuje dopiero z tą chwilą, nie za życia.

Pozdrawiam!

AdamS

  • Gość
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #79 dnia: 14 07 2010 o 09:23:17 am »
Uczeń Jezusa powinien iść za nim aż do swojej śmierci, ale moim zdaniem pełne zjednoczenie następuje dopiero z tą chwilą, nie za życia.

W kontekście tej ciekawej rozmowy chciałbym zadać Wam pytanie - jak sądzicie, dlaczego Jezus na krzyżu wypowiedział słowa "Boże mój, czemuś mnie opuścił?", skoro był w absolutnej jedności z Ojcem? Tu właśnie jako jedyną odpowiedź widzę powyższe zdanie Krzyśka. Niektórzy teologowie nawet twierdzą, że dopiero przy tych słowach wcielenie Chrystusa stało się w pełni dokonane, gdyż Jezus w tym momencie całkowicie wszedł w dolę człowieka oddzielonego od Boga przepaścią grzechu pierworodnego.

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #80 dnia: 14 07 2010 o 12:14:31 pm »
Zwróciłeś uwagę na bardzo istotną rzecz, Adamie. Jezus w śmierci i zstąpieniu do piekieł stał się w pełni człowiekiem oddzielonym od Boga. Tam wziął na siebie pełnię człowieczeństwa i wyniósł ją z powrotem do Ojca. I podobnie my, zdążając ku zjednoczenia, musimy przejść przez fizyczną śmierć.

Offline anula

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
  • kochaj aby żyć i żyj aby kochać
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #81 dnia: 14 07 2010 o 13:34:15 pm »

W kontekście tej ciekawej rozmowy chciałbym zadać Wam pytanie - jak sądzicie, dlaczego Jezus na krzyżu wypowiedział słowa "Boże mój, czemuś mnie opuścił?", skoro był w absolutnej jedności z Ojcem?
[/quote]
ciekawe pytanie...
aby jak najbardziej pokazać i swą ludzką postać- zniżył się w Majestacie swym - Boskości
aby ludzie bardziej w niego uwierzyli i szybciej
abyśmy i my potrafili umierać dla Niego, dla wyższych wzgledów
bo nas UKOCHAŁ
uśmiech otwiera wiele drzwi

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 904
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #82 dnia: 14 07 2010 o 16:29:31 pm »
...bo Jezus Chrystus naprawdę umarł.Umarł jak każdy człowiek/grzesznik/."Boże mój Boże,czemuś mnie opuścił" to wołanie każdego z nas.Na krzyżu, w momencie, który – po ludzku patrząc – jest najbardziej krytycznym (w konsekwencji jednak przełomowym i ostatecznie pozytywnym momentem w historii zbawienia), Jezus woła do Boga słowami Psalmu 22: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?  Jest to moment najdalej idący w głąb rzeczywistości ludzkiej i – można powiedzieć – krańcowy wyraz wcielenia się Syna Bożego oraz Jego wejścia w historię ludzkości, która na skutek grzechu straciła poczucie i świadomość bliskości i obecności Boga.Cały paradoks tkwi właśnie w tym, że nikt z ludzi – mimo że wszyscy znajdowali się w owej sytuacji odejścia od Boga – nie mógł do końca, z całym realizmem uznać i przyjąć w odniesieniu do siebie i wypowiedzieć tej prawdy: to mnie należy się opuszczenie, ponieważ zgrzeszyłem. Ktokolwiek zbliża się do tej prawdy, odkrywa w sobie stan pustki czy opuszczenia. Stąd też zawsze szuka i będzie szukał jakiegoś wypełnienia, jakiejś obecności, jakiegoś boga zastępczego, namiastki bałwochwalczej, która dawałaby mu jakieś pocieszenie i sens bycia w ramach tego stanu; która dawałyby mu poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Człowiek bowiem nie może zaakceptować trwania w opuszczeniu, ponieważ opuszczenie stawia pod znakiem zapytania samą jego egzystencję i jego relacje z innymi.Syn Boży przez Wcielenie wszedł właśnie w tę paradoksalną ludzką rzeczywistość. Przyjął na siebie doświadczenie opuszczenia i niemocy. Przyjął na siebie i zaakceptował w sobie ten stan opuszczenia, i w tym doświadczeniu wołał do Boga; wołał jedynie do Boga, mimo poczucia opuszczenia przez Boga. Nie szukał żadnego innego rozwiązania, choć sugerowano Mu, by skorzystał ze swojej mocy. To była dodatkowa próba w Jego relacji do Boga . W opuszczeniu wołał do Boga i doświadczył, że Bóg, jako Ojciec, Go nie opuścił. Jezus przyjął i przeżył to opuszczenie dla nas, definiując niejako ten stan w naszym imieniu, abyśmy także my, którzy wskutek grzechu utraciliśmy poczucie bliskości Boga, mogli ten nasz brak jak najgłębiej i do końca uznać, zaakceptować i wyznać przed Bogiem. Naturalnie nie po to, aby w tym stanie pozostać, lecz aby – uznawszy jego słuszność – doświadczyć wyzwolenia dokonanego tylko i wyłącznie przez Boga. Dopiero takie doświadczenie wiąże nas darmowo i definitywnie, tj. bezwarunkowo, z Bogiem – jedynym źródłem życia, który nas nigdy nie opuścił.Jezus przeżył to dla nas, abyśmy nie byli stale skazani na jakąś ucieczkę, na ukrywanie się przed Bogiem, przed drugim, przed sobą – dla pozornego ratowania siebie . On to wszystko przeżył, aby już więcej nie dominowała nad nami logika determinująca nas do ciągłego szukania sposobu zejścia z krzyża , abyśmy otrzymali właściwe wyzwolenie od fałszywych koncepcji wypełnienia naszego życia i mogli odkrywać obecność Boga także w pozornej Jego nieobecności; byśmy mogli odkrywać Jego objawianie się nam w pozornym Jego milczeniu. Jest to trudne, ale ta prawda rzeczywiście wyzwala człowieka ze stanu grzechu...Pozdrawiam...janusz f.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #83 dnia: 14 07 2010 o 18:53:05 pm »
Syn Boży przez Wcielenie wszedł właśnie w tę paradoksalną ludzką rzeczywistość. Przyjął na siebie doświadczenie opuszczenia i niemocy. Przyjął na siebie i zaakceptował w sobie ten stan opuszczenia, i w tym doświadczeniu wołał do Boga; wołał jedynie do Boga, mimo poczucia opuszczenia przez Boga. Nie szukał żadnego innego rozwiązania(...) W opuszczeniu wołał do Boga i doświadczył, że Bóg, jako Ojciec, Go nie opuścił.


Dzięki Adamie za Twoje pytanie. Wywiązała się rozmowa, dzięki której zrozumiałem, że za życia nie będę miał prawdopodobnie zjednoczenia. Aż do śmierci fizycznej będę wypróbowywany niby w stanie opuszczenia, a tak naprawdę Bóg będzie przy mnie cały czas. Sztuka polega na tym, abym zawsze bez względu na okoliczności nawet najczarniejsze, zawsze przychodził do Ojca. Januszu, dzięki za tą odpowiedź. Dla mnie jest pełna, wystarczajaco zrozumiała i wiele jest tam wskazówek dla mnie na dzisiejszy czas mojej Drogi.


Cytat: Janusz
Jezus przyjął i przeżył to opuszczenie dla nas, definiując niejako ten stan w naszym imieniu, abyśmy także my, którzy wskutek grzechu utraciliśmy poczucie bliskości Boga, mogli ten nasz brak jak najgłębiej i do końca uznać, zaakceptować i wyznać przed Bogiem.

Właśnie.Bardzo często, praktycznie caly czas nie oszukując siebie i mówiąc szczerze, tę pustkę próbujemy zapełnić czymkolwiek, jakimkolwiek działaniem, żeby "mieć jakieś zajęcie". A prawidłową pierwszą myślą w trakcie poczucia opuszczenia powinna być...Ojcze!

Cytat: Janusz
Jezus przeżył to dla nas, abyśmy nie byli stale skazani na jakąś ucieczkę, na ukrywanie się przed Bogiem, przed drugim, przed sobą – dla pozornego ratowania siebie . On to wszystko przeżył, aby już więcej nie dominowała nad nami logika determinująca nas do ciągłego szukania sposobu zejścia z krzyża , abyśmy otrzymali właściwe wyzwolenie od fałszywych koncepcji wypełnienia naszego życia i mogli odkrywać obecność Boga także w pozornej Jego nieobecności; byśmy mogli odkrywać Jego objawianie się nam w pozornym Jego milczeniu.


Przy okazji też uświadomiłeś mi poprzez Twoje słowa...wyzwolenie od fałszywych koncepcji wypełnienia naszego życia... np. korzystanie z komputera dla zabicia czasu, oglądanie telewizji, zakupy - wszystko dla zabicia czasu (wypełnienie pustki, odciągają od modlitwy i relacji z Ojcem, bunt przeciw myślom Ducha Św. i wykorzystywanie swojej woli na nie to, co trzeba) są bałwochwalstwem. Są bożkami. Teraz na oczy wyraźnie widzę, jakie to takie mini- pułapki. Piekielnie trudna Droga. Ta Droga jest bardziej wąska, niż myślałem. Nie zrażę się, z większą determinacją idę walczyć. Przede wszystkim będę wiecej polegał na Bożej mądrości, która jest w Słowie. Teraz rozumiem. Więc to Słowo jest Drogą. Jezus jako Słowo. Jezus/Słowo/Duch Św = Droga nasza. Duch Św. dany nam w zastępstwie za Jezusa, który musiał wrócić do Ojca po zmartwychwstaniu. Słowo Boże jest naszą bronią, drogą i wskazówką. Słowo Jezusa. Jego Ewangelia.

Dzięki Janusz za pełną odpowiedź. Bardzo mi pomogłeś. Relację z Ojcem miałem, jak każdy, z dnia na dzień lepiej, głebiej itd. Jednak dopiero Twoja wypowiedź pokazała mi, jak bardzo dużo pułapek czeka na drodze nieświadomego chrześcijanina. Człowiek myśli, że jest ok, a w rzeczywistości (czasem) hołduje bożkowi. Trzeba się nauczyć omijać te pułapki. Myślę, że wpierw trzeba dojrzeć i zrozumieć sercem, czym tak naprawdę jest nasze umieranie. Na czym ono polega. Bo tu jest klucz do dalszej Drogi z Ojcem. Umieranie, to ważny etap, bo rezygnując z siebie i tych fałszywych koncepcji stopniowo zaczynamy się uczyć zbliżać do Ojca i polegać na Nim. Szczególnie wtedy, kiedy jest w nas uczucie opuszczenia. Myślę, że tym bardziej wtedy trzeba iść do Niego i trwać w tym. Nie do żony sie przytulić, nie do komputera, żeby się pocieszyć gierką.

Właśnie... Jezus dał nam przykład. Już rozumiem.

W kontekście tej ciekawej rozmowy chciałbym zadać Wam pytanie - jak sądzicie, dlaczego Jezus na krzyżu wypowiedział słowa "Boże mój, czemuś mnie opuścił?", skoro był w absolutnej jedności z Ojcem?

Był w poczuciu opuszczenia, samotności głębokiej, istnej ciemności, porażającej i niezgłębionej. Co zrobił? Jaka była pierwsza Jego myśl? Zwrócił się do Ojca. Dał nam wszystkim przykład pełnej, dojrzałej miłości i posłuszeństwa. Kierował się miłością do swego Ojca. Nie było w Nim materializmu, nie pomyślał o pójściu do kasyna zabić te niekończące się uczucie, nie pomyślał o wypiciu z kolegami piwa dla zapomnienia uczucia opuszczenia. Wspaniały przykład dał nam Jezus. Zawsze przychodził do Ojca, nawet w najgorszej chwili swego życia, przybity gwoździami na krzyżu.

Ps. Samo oglądanie telewizji, czy gra na kompie, czy inne czynności nie są bałwochwalstwem, jeśli nie są wykorzystywane w celu zapełnienia w nas pustki. Jeśli są, to hołdowanie bożkom. Pustka w nas, to modlitwa do Ojca, rozmowa z Nim. Słowa Jezusa o opuszczeniu mają z pewnością też inne głębokie znaczenia, pisali o tym Krzysztof i Janusz.

Przypomniałem sobie, jak około 3 miesięcy temu leżąc w łóżku miałem pragnienie pobycia z Ojcem. Jednocześnie miałem myśli (z przywyczajenia nawyk) co do komputera. Świadomie odrzuciłem komputer i inne rzeczy materialne i poddałem się ...w sumie to była tęsknota za rozmową z Ojcem i poczytaniem Pisma. Poczytałem Pismo, trochę porozważałem i uwolniłem serce na końcu. Leżałem, patrzyłem w niebo będąc wolnym bez myśli. Nagle poczułem w sercu, bardzo wyrażnie, że Ojciec jest przy mnie. Za chwilę poczułem, że Jezus także. W jednej chwili poczułem, że jestem częścią Rodziny. Poczułem, że jestem synem! I także bratem! To było niezwykłe.

Teraz wiem (powyższa rozmowa posklejała wszystko w jedno) , że taka jedność, bardzo głęboka jest możliwa tylko poprzez świadome i konkretne odrzucenie rzeczy ze świata. Popatrzcie. Wyżej mówiliśmy o uczuciu pustki. Pustką też jest przecież tęsknota. One idą razem w parze, prawda? Każdy z Was to ma od czasu do czasu. Wyżej pisałem, że pustkę/tęsknotę zabijamy czynnościami ze świata, mówiąc wprost - hołdujemy bożkom. Ja poddałem się tej tęsknocie, odrzuciłem natychmiastowo pojawiające się myśli o "rozerwaniu się" przy komputerze, żeby tylko nie mieć tej "dziwnej" tęsknoty i narastającej nostalgii. Dla chrześcijanina tęsknota jest wyrażnym sygnałem dla niego samego, że to Ojciec tęskni za nim. Napisałem "dziwna", bo Lucyfer z kolei próbuje ją obrócić w żart i nakierować nas na czynności materialne. Po to, abyśmy nie poddawali się tej tęsknocie i nie mieli "kontaktu" z Ojcem.

Owocem poddania się tęsknocie było przesłanie wiadomości od Ojca, że jestem Jego synem, a od Jezusa, że jestem Jego bratem. Bardzo wyrażnie to poczułem. Jakbym dostał w sercu maila. Nie wspomnę, że bardzo się wzuszyłem i byłem przeszczęśliwy.  :D

Warto się skupić na dobrych pragnieniach, na słuchaniu "sumienia". Cegiełka po cegiełce, dzień po dniu stopniowo warto nauczyć się omijać pułapki bałwochwalstwa. Krzysztof, miałeś rację. To jest proces na całe życie. Głownie dlatego, że dopóki Jezus nie przyjdzie nas sądzić, to do tego momentu Lucyfer nie da mi pokoju i do końca będzie próbował mnie zwieść.

Jeszcze jedna ważna rzecz dla mnie. Nie byłem świadom tego, że buntowanie sie przed czytaniem Pisma i wybieranie komputera jest bałwochwalstwem, czczeniem demona, który mnie do tego namawia.  Wspominał o tym Paul Washer. Wtedy nie do końca go rozumiałem, co miał na myśli. Teraz wiem, na czym stoję. Przez tę wypowiedź króciutką chcę powiedzieć, że ciągle przed nami jest wiele tajemnic. Pomimo tego, że co jakiś czas dostajemy objawienia, zrozumienie, to pomimo wrażenia, że się dowiedziało "sporo", myślę, że w skali Drogi jest to milimetr odkrycia tajemnic. Więc powiniśmy trzymać się mocno postawy mówiącej..,Ojcze, dziękuję za Prawdę, chroń mnie dalej Panie, bo bez Ciebie nic nie mogę. Ty wytyczasz mi Drogę, wszystko w Tobie mam. Chroń mnie, bo bez Ciebie zginę. Pełno tu pułapek - min. Tylko w Tobie nadzieja.

Wiem, że nic nie wiem. I to jest najprawdziwsza prawda. Dwie cnoty, które się Ojcu na pewno podobają - miłość i pokora. Dodam także posłuszeństwo. Niby mało, niby tylko trzy, ale...  :)
« Ostatnia zmiana: 18 07 2010 o 17:12:17 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #84 dnia: 24 07 2010 o 11:40:25 am »
Pełne zjednoczenie z Jezusem, z uświęconym własnym ciałem będzie po dniu najważniejszym. Kiedy On nadejdzie. Natomiast czuję w sercu, że za życia powinniśmy bez przerwy dążyć do zjednoczenia z Jezusem. Nie chodzi mi tu o stopień zjednoczenia. Nie ma to żadnego znaczenia. Znaczenie powinno mieć fakt samo pragnienie zjednoczenia się w Nim i z Nim. Pozwoliłem sobie na uwolnienie mojej wiary ponownie na myśl o zjednoczeniu z Panem za życia. Nie ma tu co główkować, ani słuchać innych. Tylko pozwolić sercu biec za Panem. A czemu tak uważam? Bo głowkowaniem się do niczego nie dojdzie. Tu trzeba działać.

Oglądałem jeden film. Padło tam jedno zdanie mądre: wojownik działa, głupiec reaguje. Co człowieka czyni wojownikiem? Trening. Chcesz poznać Prawdę? To trenuj, działaj, szukaj. Chcesz być głupcem, to siedź i główkuj. Zamierzam dalej dążyć do zjednoczenia poprzez uwalnianie pragnienia poznania Pana.

Właśnie dostałem myśl, głębszą odnośnie wersetu, który mówi, abyśmy byli jak te dzieci. Tylko takie wejdą do Królestwa. Chodzi o wiarę, o prostą wiarę, bez analiz, bez szukania wyjaśnień i niekończących sie dyskucji, w których lubują się ludzie. Prosta wiara oczyma dziecka. Dziecko wierzy i ufa. Nie zastanawia się.

Podam na przykładzie. Na placu zabaw dziecko przewróciło się i skaleczyło kolano. Zaczyna płakać i co robi? Pierwsza jego myśl, to myśl... gdzie jest mama? Prawda? Zauważa ją i biegnie z wyciągnietymi rękami. Bo wie w sercu, że mama się nim zaopiekuje, wesprze swoją miłością, przytuli, pogłaszcze. Nic więcej. Dziecko ma PEWNOŚĆ, że nie zostanie ODRZUCONE. Totalna ufność i bardzo prosta wiara.

Tacy sami mamy być wobec naszego Boga Ojca. Wobec naszego kochanego Tatusia. Tatusia naszych marzeń. Zostawić te wszytkie złudne mądrości człowiecze, a być jak te dziecię (słowa Jezusa).

Wierzę, że za życia jest możliwe zjednoczenie z Jezusem. Mam to w sercu, nie muszę główkować. Pozwoliłem na otwarcie serca, tylko otwarte serce rozumie. Bo tylko otwarte serce wpuści do siebie Ojca. Nie pozwolę sobie więcej na wlewanie we mnie mądrości człowieczej, która jest bardzo mocno ograniczona. Prosta wiara wyzwala. Ufność i pragnienie bycia z Tatusiem.

Te dyskucje są potrzebne. Wiecie do czego? Aby wykazać błędność objęcia czegoś rozumem. To do niczego nie prowadzi. To zamknięta droga. Ślepa uliczka. Tylko prosta wiara, ufność dziecka i otwarte serce pozwolą poznać Boga. Oczywiscie także posłuszeństwo, poddanie się Jego Słowu i wykonywanie Jego Słowa. To wszystko. Jest to bardzo proste. Trudnych spraw nie powinniśmy się bać, a wykazać się cierpliwością i zaufaniem do Ojca.

Zjednoczenie jest za życia, ale nie takie, o jakim mówicie. Kto szuka, znajdzie.
« Ostatnia zmiana: 24 07 2010 o 11:41:59 am wysłana przez rebus »

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #85 dnia: 30 07 2010 o 20:48:33 pm »

Oglądałem jeden film. Padło tam jedno zdanie mądre: wojownik działa, głupiec reaguje. Co człowieka czyni wojownikiem? Trening. Chcesz poznać Prawdę? To trenuj, działaj, szukaj. Chcesz być głupcem, to siedź i główkuj. Zamierzam dalej dążyć do zjednoczenia poprzez uwalnianie pragnienia poznania Pana.



Co do tego odrobinkę się nie zgadzam. Główkowanie i rozważanie słowa, prawdy, różnych aspektów wiary, kościoła, religii, podejmowanie decyzji(czy wiara np. się opłaca) też jest potrzebne, gdyż każdy ma wolną wolę i wybór i zanim podejmie decyzje, czy chce się całkowicie poświecić Bogu, musi choć trochę pomyśleć.
Albo chociaż gdy czyta taki chrześcijanin pismo i coś jest nie jasne, coś mu nie pasuje, to przecież w takich momentach zastanawia się i główkuje, nie wszystko od razu jest jasne i oczywiście.


Podam na przykładzie. Na placu zabaw dziecko przewróciło się i skaleczyło kolano. Zaczyna płakać i co robi? Pierwsza jego myśl, to myśl... gdzie jest mama? Prawda? Zauważa ją i biegnie z wyciągnietymi rękami. Bo wie w sercu, że mama się nim zaopiekuje, wesprze swoją miłością, przytuli, pogłaszcze. Nic więcej. Dziecko ma PEWNOŚĆ, że nie zostanie ODRZUCONE. Totalna ufność i bardzo prosta wiara.



Bardzo zastanawiające. Dziękuje Ci Sebastianie że tak pięknie tu piszesz. Takie słowa bardzo mi pomagają. Jutro jadę do Hiszpanii, mam nadzieje że się utrzymam. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę udanych wakacji:)
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Jak szukać Boga?
« Odpowiedź #86 dnia: 31 07 2010 o 00:35:45 am »
Co do tego odrobinkę się nie zgadzam. Główkowanie i rozważanie słowa, prawdy, różnych aspektów wiary, kościoła, religii, podejmowanie decyzji(czy wiara np. się opłaca) też jest potrzebne, gdyż każdy ma wolną wolę i wybór i zanim podejmie decyzje, czy chce się całkowicie poświecić Bogu, musi choć trochę pomyśleć.
Albo chociaż gdy czyta taki chrześcijanin pismo i coś jest nie jasne, coś mu nie pasuje, to przecież w takich momentach zastanawia się i główkuje, nie wszystko od razu jest jasne i oczywiście.

Inaczej na to patrzę. Jak wiesz, głównie piszę tu na forum z własnych doświadczeń. W moim przekonaniu wiara nie potrzebuje żadnych czynników dodatkowych w postaci decyzji, przemyśleń itd. Wiara to wiara. Uwierzyłeś, albo nie. To chwila, to moment, zobaczyło się świadectwo działania Boga u kogoś i... stało się. Człowiek niewierzący uwierzył, w sercu poczuł. Oczywiście każdy inaczej patrzy na wiarę i różnie ją rozumie. Każdy ma swoją drogę i dlatego głębiej nie będę się wypowiadał. Bo nie jestem do tego upoważniony. Równie dobrze mogę napisać cos niewłaściwego w mniemaniu, że piszę dobrze. Dlatego na forum wolę poruszać tylko kwestie poznane na na sobie. Wiem, że jest wiara naturalna i ślepa. Wiara naturalna rodzi się w sercu, po prostu jest. Wierzysz i już. Wiara ślepa rodzi się z główkowania (mądrość ludzka). Można wpaść w pułapkę.

Jedno chciałbym tylko poruszyć. Ludzie załóżmy myślą i główkują o Słowie. Myślę, że dlatego na świecie jest tyle różnic, jeśli chodzi o sens przekazu Słowa. Świat zapomina, że wszystko pochodzi od Boga. Nawet Słowo (ukryta prawda). Wszystko jest nam dane w odpowiednim czasie i poprzez właściwe działanie. Właściwym działaniem nazywam praktykowanie Słowa i pytania do Ojca o znaczenie Słowa. Ja w taki sposób tylko dostaję odpowiedź. Sama w odpowiednim czasie się pojawia w sercu. Nigdy nie główkuję. Na początku drogi główkowałem. W końcu zrozumiałem, że mam się pozwolić prowadzić Duchowi Św.
Myślę, że w główkowaniu jest pułapka uwierzenia w to, co się może samemu przetłumaczyć pod siebie, jeśli chodzi o Słowo. A przecież Bóg mówi wyrażnie, abyśmy byli cierpliwi i objawi nam w odpowiednim czasie. On objawi Mądrość wypływajaca ze Słowa jest Bożą mądrością. On to sprawia, odkrywa nam Prawdę. My sami nic nie możemy, tylko poprzez Niego. Dlatego uważam, że ludzie wpadają w pułapkę samemu szukając odpowiedzi poprzez myślenie.

Człowiek nie zna Prawdy, bo mu przecież nie została objawiona, zgadza się? Usiadł na kanapie, poczytał parę wersetów, zaczął szukać odpowiedzi myśląc. Pomyslał, pomyślał i....znalazł odpowiedź. Pytanie tylko, czy swoją własną, czy od Boga? Gdzie szukał tej odpowiedzi? U siebie? Przecież sam nic nie może. Nie zostało mu to objawione, więc skąd ma odpowiedz?  Wiara potrafi być ślepa.

Myślę, że Bóg leniwemu nie da odpowiedzi. Bo Słowo Boże jest objawione tylko tym, co walczą. Walka - praktykowanie. Praktykowanie - doświadczenie. Doświadczenie- objawienie.


U mnie objawienie przychodzi po zrobieniu wysiłku w praktyce, np. walka z pożądliwością, nieocenianie innych, czynienie czegoś zgodnie z nauką Jezusa. I potem otwierając Pismo nagle zauważam ze zdumieniem, że te wersety są dla mnie zrozumiałe. A pamiętam przecież doskonale, że wcześniej "nie kumałem" ich. Albo zwyczajnie w sercu nagle czuję odkrywanie Prawdy (objawienie) w sytuacji przyjęcia na siebie krzyża (ktoś mnie niesłusznie okrzyczał). Nigdy nie wiem, kiedy Pan mi objawi ponownie swoje tajemnice.

Jedno wiem... to Bóg mi odkrywa Prawdę. Według mnie to jedyna  droga do poznania Prawdy. Poprzez naśladowanie go. Dlatego nie główkuję. Bo po co? Wojownik działa - praktykuje. Mistrz - Jezus obserwuje swego ucznia i jak wojownik - uczeń podniesie swoje kwalifikacje poprzez praktykowanie, to Mistrz uznaje, ze na tym etapie uczeń jest gotowy i wtajemnicza ucznia (objawienie) głębiej w Prawdę.

Tak to widzę z własnych doświadczeń. My nic nie możemy sami z siebie.
« Ostatnia zmiana: 31 07 2010 o 00:45:02 am wysłana przez rebus »