Janusz, jedno pytanie. To co piszesz, czy doświadczyłeś tego na sobie? Pytam, bo chce wiedzieć, czy poznałeś Boga poprzez całkowitą pokorę, czy doszedłeś do tego, nie wiem - dedukcją, rozważaniem, czymkolwiek. To ważne pytanie dla mnie, bo mnie interesują tylko wypowiedzi tych, którzy doświadczyli Boga na sobie poprzez praktykowanie.
To co piszesz, to głębokie poznanie Boga i chce wiedzieć, czy poznałeś Go aż do tego stopnia, żeby pisać o tym w taki sposób (bo to też jest odpowiedzialność), czy praktykowałeś to i potrafisz sie uniżyć dla Boga przed człowiekiem i zrezygnować z siebie?
Ode mnie co do pytania, jak szukać Boga. To co napiszę, jest bardzo ważne i po przeczytaniu chciałbym, abyście się zastanowili nad sobą. Ja znalazłem odpowiedż, znalazłem Drogę do Boga. Znalazłem furtkę, którą muszę Go wpuscić do siebie.
Czytam ostatnio książkę - Dzikie serce tęsknoty męskiej duszy. Bardzo dobra książka i polecam ją wszystkim mężczyznom. Kobiety, zwłaszcza żony, które nie są szczęśliwe z mężami, które nie czują się bezpiecznie przy mężach, które w mężach nie widzą siły wewnętrznej, a zwykłego fajtłapę pozującego na macho, tym żonom i nie tylko, polecam także.
Ta książka pisze o ranach, które mężczyna ma w sobie, rany zadane przez życie, przez inne osoby.
Podam kilka przykładów.
1) Tata mówi do syna.. nigdy nie będziesz dobrym matematykiem! Jesteś do kitu, do niczego się nie nadajesz. A syn marzył o dostaniu się na Harvard. Po tej wypowiedzi uwierzył, ze nie będzie wystarczająco dobry i zrezygnował z matmy (z marzeń). Żeby o tym zapomnieć, schował te marzenia głęboko w sercu. Schował ranę. Zapomniał o niej.
2) Córka chce schudnąć, jest dość pulchna. Mama ciągle jej wypomina: popatrz na swoją koleżankę Alę, zobacz, jaką ma wspaniałą figurę, a Ty?! Słonica, nie baletnica! Zapomnij o tym, że kiedykolwiek tobie sie uda schudnąć! Córka płacze, godzi się z myślą, że nigdy nie uda się jej schudnąć. Kolejna rana na wiele lat, a prawdopodobnie na całe życie. Za jakiś czas rana będzie zapomniana, schowana głęboko w sercu.
3) Syn chciał być sportowcem. Był w takim wieku, że potrzebował wsparcia od taty. Tata alkoholik po wysłuchaniu wyśmiał go i nazwał go pedałem. Jesteś do niczego, po co w ogóle się urodziłeś, do tej pory nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Syn zrezygnował z marzeń, ranę schował w sercu głęboko. Po paru latach zapomniał o niej.
Myślę, że wiecie o co mi chodzi w tych przykładach. Te rany niestety pomimo upływu lat nie będą zapomniane. Można uciekać od nich, można imać się różnych zajęć, cokolwiek, lecz od przeszłosci się nie ucieknie ot tak. Na pewno człowiek tego sam nie może uczynić. Bo te rany nawet najgłębiej schowane są w NAS. W naszych sercach. Musielibyście te serce wyrwać, żeby zapomnieć o marzeniach, które brutalnie zostały zamordowane przez rodziców, znajomych, czy obcych ludzi.
Ludzie, którzy mają takie rany, z reguły noszą na sobie maskę. Mężczyzna pozujący na macho w środku jest niepewnym siebie facetem. Dowartościowania szuka w kobietach, które po jakimś czasie go rzucają, bo nie widzą w nim siły wewnętrznej, na której mogłyby się oprzeć. Inny nie mogąc zostać matematykiem, postanowił być najmiszym facetem na świecie. Po jakimś czasie znienawidził siebie, za swoją słabość, brak bycia sobą. Bardzo, bardzo wielu ludzi to ma. Szczególnie mężczyzni.
Ze swoją byłą narzeczoną rozstałem się, gdyż nie widziała we mnie siły wewnętrznej. Mówiła, że mam wiele wspaniałych cech, ale tej najważniejszej nie miałem. Nie czuła sie bezpiecznie przy mnie. Sięgnałem po tę książkę. Tu znalazłem odpowiedź. Tak, to prawda, mam parę ran z przeszłości. Od tych ran uciekałem, uciekałem od dawnych problemów (15 lat).
Wiecie, jak się szuka Boga? Przestając uciekać od siebie. Od siebie prawdziwego, od tego z ranami z przeszłości. Zostawiamy siebie prawdziwego i budujemy fałszywe alter- EGO. Uciekamy w karierę, w sport, w muzykę, w filmy, w spotkania z przyjaciółmi, żeby tylko zapomnieć o ogarniającej nas pustce. Zapomnieć o bólu, zapomnieć o tęsknocie, której nie rozumiemy. Aby znaleźć Boga, trzeba przestać uciekać.
Trzeba się zatrzymać i zajrzeć do siebie. Zmienić kierunek i zwrócić się w swoje dawne rany. Mężczyżni szukający dowartościowania w kobietach bedą musieli przestać na jakiś czas spotykać się z kobietami, a zajrzeć w swoje serce. Inni będą musieli przestać zajmować się sportem, filmami, wyjazdami, pracą non stop (zabijali czas, żeby tylko nie mieć tej tęsknoty) i zwrócić się do serca zranionego.
Po zatrzymaniu się i zrezygnowaniu z zajęć, które odciągąły nas od prawdy, od naszego prawdziwego EGO, wzmognie się niesamowicie tęskonota i pokusa powrotu do życia fałszywego. Do fałszywego EGO, w którym czuliśmy się bezpiecznie, ale nie było radości wolnej, prawdziwej.
Te rany może uzdrowić tylko jedna Osoba. Ale my musimy pozwolić na to, musimy wrócić do przeszłości, do korzenia. Musimy wpuścić Boga do naszego serca.
Jesteście jak drzewo i gałęzie- wyjasnia Chrystus. Wy jesteście gałęziami, a ja pniem. Ze mnie ciągniecie życie. Jana 15,5: Beze mnie nic nie możecie uczynić. Bóg jest naszym pokarmem, którym nasze dusze mają się żywić.
To tutaj zbiegają się nasz grzech i nasza kultura trzymając nas w łańcuchach, kalekich, nie pozwalajac ranie sie zagoić. Grzech jest tą upartą cząstką nas, która przede wszystkim pragnie niezależności. Ta cząstka jest gwałtownie oddana takiemu życiu, żebyśmy nie byli od nikogo zależni - a zwłaszcza od Boga.
Jezus miał inną postawę, nie znał czegoś takiego jak niezależność. Podam parę wersetów poniżej:
(Jana 5,19; 6,57; 14,10; 10,30)Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego.
Jak mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca.
Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we mnie, On sam dokonuje tych dzieł.
Jezus chełpi się swoją relacją z Ojcem, nie wstydzi się i nie wypiera się Ojca:
Ja i Ojciec jedno jesteśmy.
Prawdziwą istotę siły przekazuje nam Bóg dzięki naszemu z Nim zjednoczeniu. Zauważcie, jaka jest najgłębsza i żywotna część życia króla Dawida. Jest przecież dzielnym wojownikiem i prawdziwym mężczyzną, a w Psalmach nie wstydzi się ukorzyć przed Bogiem.
Miłuję Cię, Panie, Mocy moja (18,1)
Ty zaś o Panie, nie stój z daleka Mocy moja, śpiesz mi na ratunek (22,20)
Będę baczył na Ciebie, Mocy moja, bo Ty, o Boże, jesteś moją twierdzą (59,10)
Rany, której nie czujemy, nie da się uzdrowić. Mysimy w nią wejść. Drzwiami, furtką może stać się nasz gniew, odrzucenie którego doznaliśmy na przykład od dziewczyny, wyśmianie i pogarda od taty, porażka, cokolwiek. Może też być nimi zwykła modlitwa: Jezu, zaprowadź mnie do mojej rany.
"Oto - mówi On - Ja stoję u drzwi i pukam."
Tego nie da się zrobić na odległość, nie możesz prosić Chrystusa, aby wszedł w Twoją ranę, podczas, gdy ty sam pozostaniesz od niej z daleka. Musisz w nią wkroczyć razem z Nim. Dlatego należy opłakać swoją ranę, to nie była twoja wina i to jest ważne. Tę ranę zadało życie, inni ludzie. Schowałeś ją, zapomniałeś o niej, ale ona ciągle w głebi serca jest i dokucza smutkiem, tęsknotą, pustką.
Ta rana blokuje poddanie się Bogu. Jeśli nie zwrócisz się do rany, twoje fałszywe EGO nie zostanie usunięte. Będziesz ciągle żył w starej skórze. Jeśli zwrócisz się do rany i pozwolisz razem z Bogiem do niej wejsć (w sercu) On ją uleczy i pozbędziesz sie fałszywego EGO. Zostaniesz wyzwolony całkowicie. I zjednoczysz się z Bogiem w pełni, bo wpuszczając Boga do serca (dosłownie Go wpuszczając) zjednoczyłeś się z Nim pozwoliłeś wpuścić do swego serca Jego miłość. Wtedy dopiero zaczyna się naprawdę droga z Nim.
Trwanie w miłości Boga jest naszą jedyną nadzieją, jedynym prawdziwym domem dla naszego serca. Nie chodzi o to, żebyśmy rozumowo uznali, że Bóg nas kocha. Chodzi o to, żeby nasze serce stało się dla Niego domem i trwało w Jego miłości.
Pewien człowiek tak się wyraził: Kiedy nasze serce zwróci się ku Niemu, to tak, jabyśmy otworzyli przed Nim drzwi...wtedy On wchodzi, nie tylko w naszych myślach, nie tylko jako idea, ale wchodzi osobiście i z włąsnej woli. W ten sposób Pan, Duch staje się duszą naszej duszy. Wtedy rzeczywiście jesteśmy, wtedy rzeczywiście mamy życie, życie Jezusa staje się życiem w nas... stajemy się jedno z Bogiem na wieki wieków.
(The Heart of George MacDonald).
Dwie godziny temu szukałem innego zajęcia, aby tylko nie zwrócić się do rany. Po tym zajęciu wzmogła się tęsknota i pustka. Już wiem, że jestem w zupełnie innym miejscu, aniżeli byłem na początku drogi. Wiem, że już nigdy nie będę takim, jakim byłem zanim poznałem Boga. Wszystko zmierza w kierunku moich ran. W kierunku mojego uzdrowienia. W kierunku mojej wolności. On to sprawia. Bóg Ojciec chce mnie widzieć wolnym i prawdziwym. Robi to z miłości do mnie. Buntuję się, uciekam jeszcze, ale wiem już, że poddaję się. 15 lat to bardzo długo (właśnie rozpłakałem się jak małe dziecko, otworzyło sie serce moje). Autro tej książki pisał, że początkiem drogi do powrotu do uwolnienia będą łzy oczyszczenia. Potem poddanie się całkowite. Nadszedł czas mego uzdrowienia. Wracam do rany, z Jezusem.
Kochani, każdy z Was ma swoje rany zadane przez życie. Możecie o nich nie pamiętać, nie czuć ich. Pomyślcie o tym, co napisałem. Uwolnienie nasze jest w Nim. Nie mozemy się bronić, a tylko poddać się Jemu. Zróbcie to, ci którzy jeszcze tego nie zrobili. Tęsknota będzie silna, to będzie straszne uczucie, tęsknota za dawnym życiem, za dawnym fałszywym EGO, będzie pustka, jakby nikogo się nie miało, bo trzeba zrezygnować z wielu rzeczy, którymi zabijało się czas uciekając od siebie prawdziwego (od powołania) i od Boga.
Ale...Jezus jest wszystkim tym co mam. Więcej tak naprawdę nie trzeba. To On musi być zawsze na pierwszym miejscu w sercu. Drugiego miejsca nie ma. Wtedy zaczniesz z Nim iść naprawdę. Pełne zjednoczenie.
Zawsze myślałem, że Adam złamał wolę Ojca poprzez zjedzenie jabłka po Ewie. Autor zwrócił uwagę zupełnie inną i ma rację. Adam nie został zwiedziony przez węża. Paweł pisze o tym wyrażnie w Liście do Tymoteusza 2,14 - Adam nie upadł dlatego, że został zwiedziony. Jego grzech był inny, w pewien sposób poważniejszy. Ona zjadła, on jednak miał jeszcze wybór. Myślę, że w jego sercu zaszło coś w tym rodzaju: "straciłem swoją ezer (pomocnik-wsparcie) swoją bratnią duszę, najważniejszego towarzysza, jakiego znam. Nie wiem, jak teraz będzie wyglądąło moje życie, ale wiem, że bez niej nie mogę żyć."
Adam wybrał Ewę przed Bogiem.
Po stracie mojej narzeczonej myśli moje skierowały się do kolejnej znajomości, żeby nie czuć bólu i tęsknoty. Chciałem szukać kolejnej kobiety. Z bólem nie poszedłem od razu do Ojca. Był we mnie bunt i pytania - dlaczego? Dopiero ta książka mnie otrzeźwiła. Zrozumiałem, że nie mogę szukać rozwiązania w świecie. Muszę je znaleźć w sobie. W moich ranach, które 15 lat temu zakopałem głęboko w sercu. W ranach, od których bez przerwy uciekałem. Te rany tylko Bóg może uzdrowić. Nie kolejna kobieta. Bóg mnie uzdrowi i da mi siłę. Tę siłę, której potrzebuje kobieta w życiu u swojego mężczyzny. Siła oparta na Jezusie, nie na kobiecie. Mężczyżni muszą mieć na pierwszym miejscu Jezusa. Jezus musi być ich głową (duszą). Wtedy dopiero będą prawdziwymi mężczyznami i dopiero można wejść w związek małzeński w pełni dojrzałym nie raniąc kobiety.