Nie, zupełnie nie tak. Nasze możliwości poznania są ułomne, dlatego potrzebujemy dialogu, który nas wzbogaca.
Jeżeli, jak piszesz, wiesz wyraźnie i dokładnie jak wygląda np. sprawa z czyśćcem, to uchyl rąbka tajemnicy. Chyba, że to Wasz sekret.
Krzysztofie, wiesz, że nie łączę się z żadną doktryną kościelną. To nie jest ani nasz, ani wasz sekret. Akurat w czyściec nie wierzę, bo nie znalazłem wzmianki o nim w Piśmie. Potrzebowalibyśmy obaj kilku rozmów (najlepiej w realu), żebyś mnie zrozumiał, bo nie zrozumiałeś mnie z tego, co widzę po Twoich wypowiedziach, albo ja piszę nadal nieskładnie
Dialog jest jak najbardziej potrzebny, zgadzam się z tym, że ubogaca i pozwala zobaczyć więcej, nie tylko oczyma swoimi, a także innych z punktu widzenia rozmówców. Pod warunkiem, że ludzie umieją poddać się myślom Ducha Św. A tego nie wiem, więc istnieje ryzyko na forum, że będą tu ludzie, którzy potrafią słuchać Ducha, i mogą być (nie twierdzę, że są) tacy, co próbują pojąć wersety umysłem po człowieczemu. Dlatego uważam, że jedyną najbezpieczniejszą opcją , jeśli chodzi o wersety i ich znaczenie, jest poddanie się Duchowi Św i pozwolić mu się prowadzić.
Dialog na temat wersetów według mnie najbezpieczniejszy byłby w realu z osobami, które się widzi, zna i wie, że te osoby nie są jedynie słuchaczami w zborze/kościele, a także wykonawcami Słowa (praktykującymi). Ale nie o to mi chodziło, to taka uboczna myśl. Mnie chodzi o to, aby dosłownie zawierzyć się Bogu, poddać się Duchowi Św., bo tak naprawdę gwarancją na wyjaśnienie/objawienie Słowa jest Duch Św., ewentualnie sporadycznie pastor/ksiądz żyjący zgodnie ze Słowem.
Odczuwam w Twoich wypowiedziach lekceważący stosunek do Kościoła. Tylka ja, ja i Duch, ja i Ojciec, ja i Jezus. Nie widzę miejsca na ludzi. Bóg kocha każdego z nas jednakowo. Jego słońce wschodzi nad grzesznikiem i nad sprawiedliwym. A ty sobie wybierasz: z tym nie, tamten też nie, Bóg nie chce, żebym z nią rozmawiał. Skąd u Ciebie takie podejście do drugiego człowieka?
Zupełnie mnie nie zrozumiałeś.

Szczerze mówiąc nie wiem o co Tobie teraz chodzi? To że Bóg kocha nas równo, to wiem. Ja również kocham wszystkich, przynajmniej uczę się kochać. W moim poście powyższym pisałem zupełnie o czym innym, przynajmniej miało być odebrane inaczej.

Mój przekaz miał być prosty - jeśli chodzi o wersety, o pytania, to nie do ludzi, a do Boga. To wszystko. Tego nie rozumiem, bo ja idę do Ojca z pytaniami i dostaję odpowiedzi. Więc logiczne dla mnie, że skoro Ojciec nas wszystkich równo traktuje, to każdemu odpowie. A odpowiada, to wiem, bo rozmawiam w realu z moimi znajomymi. Na temat wersetów mało rozmawiamy, gdyż każdy z nas (wąskie grono) woli z tym isć do Boga. I dobrze postępują.
Naprawdę nie wiem, o co chodzi z tym ja i Jezus, ja i Duch Św. Odpowiem, że nie polegam na ludziach, a na Duchu Św. Ze wszystkim przychodzę do Ojca. Ludzi szanuję, uczę się patrzeć z miłoscią, z pokorą, z cierpliwością. Krzysztofie, zdziwiłbyś się, gdybyśmy się spotkali w realu. Mówiłem, że nie umiem składnie pisać, więc możliwe, że z moich wypowiedzi wynika inny obraz mnie, niż jestem w rzeczywistości. Albo moze Ty sam pod siebie tłumaczysz, jak czytam poniższą Twoją wypowiedź.
Nazywasz nas faryzeuszami, twierdzisz, że zamieniamy się w bogów, starając się dodać sobie nawzajem otuchy, napomnieć lub wyrazić zrozumienie.
Pisałem tu tylko i wyłącznie o sobie, z perspektywy czasu. Tak się teraz bym czuł. Duch Św. nie powołał mnie, abym wypowiadał się na temat wersetów. Zależy mi bardzo, abyśmy wszyscy przychodzili z pytaniami do Ojca i u Niego szukali Prawdy. A czemu mi zależy? Bo kocham Ojca i wiem, jak bardzo On pragnie, abyśmy wszyscy przychodzili do Niego ze wszystkim. To jest zawierzenie się Mu całkowicie. Nadal nie rozumiesz, o co mi chodzi? Mamy zostawić komputer, zostawić wszystko, co świat oferuje i poddać się Bogu. W Nim są odpowiedzi na wszystkie nasze pytania.
Chcesz, żeby każdy z nas stał się satelitą, który utrzymuje kontakt jedynie z Bogiem, ignorując świat dokoła.
Nigdzie tak nie napisałem. Nie rozumiemy się wcale. Żeby się zmienić na obraz Jezusa, to tylko poddając się woli Ducha Św. Zmienia się serce, myślenie i sposób życia. W sercu pojawia się radość, pokój, cierpliwość i opanowanie. Automatycznie zaczynasz kochać ludzi, szanować, a oni widząc i czując zmienioną postawę otwierają się i także pragną tej przemiany. To jest świadectwo istnienia i działania Boga w człowieku zmienionym. Bóg w taki sposób przychodzi do ludzi poprzez zmienianie serc. Żeby się zmienić i być przykładem dla innych, to tylko poprzez totalne poddanie się woli Ducha Św. i myśleć zgodnie ze Słowem Bożym. Takie swiadectwo jest wspaniałym "niemym" głoszeniem Ewangelii w praktyce.
Od jakiegoś już czasu zarzucasz forumowiczom niedojrzałość. Przykro mi, ale po Twoich chaotycznych wypowiedziach, histerycznym opuszczaniu forum i ustawicznym powracaniu, a nade wszystko ciągłym edytowaniu postów mógłbym zarzucić Ci to samo. Przemawiasz do nas z pozycji oświeconego i wiedzącego, a nie jesteś w stanie zachować minimalnego dystansu do tego, co dzieje się na forum. Zwłaszcza, jeżeli dotyczy Twojej osoby.
Miałem mieszane uczucia, jestem tylko człowiekiem i tyle. Histerii nie było

Raczej zdumienie, że niektórzy nie rozumieli, o czym pisałem. A potem jakbym dostał w twarz czymś ciężkim. Zrozumiałem w sercu i ujrzałem, że tylko na Ojcu tak naprawdę można polegać. Na nikim więcej. I to jest prawda. Ojciec nigdy się nie zmieni, zawsze mnie/ Was zrozumie. Ujrzałem to w sercu wyrażnie i pytanie, co ja robię tu na forum, jak Ojciec wytrwale czeka na mnie i chce, abym w końcu poddał się Duchowi Św., bo nadal się buntowałem. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak łyso mi się zrobiło, jak wystawiałem tak Ojca na cierpliwość. A kasowałem i wracałem z postami, bo chciałem tę sprawę zakończyć, gdyż na drugi dzień w sercu czułem, że nie wszystko powiedziałem, co trzeba powiedzieć.
Krzysztofie, nikomu nic nie zarzucam, a tym bardziej niedojrzałości. Tu masz problem już sam, skoro tak to odbierasz. Wiesz, w jednych sprawach jestem dojrzały i odpowiedzialny, w innych sprawach nie koniecznie, jak bym chciał. Nie mam się tu czego wstydzić i mówię to z otwartą twarzą

Jestem tylko człowiekiem, z wadami.

Mam jeszcze jedno pytanie: czy Twoja postawa względem ludzi, świata, wyłapywania myśli, postrzegania emocji jako czegoś złego i niepożądanego, posiadania jedynej słusznej wiedzy jest spójna z tym, czego naucza się w Twoim zborze? Pytam nie bez kozery. Uważam, że w głoszonej przez Ciebie nauce brakuje racjonalnego myślenia. Przełykając gorzką pigułkę, jako kacerz muszę się zgodzić z Janem Pawłem II w kwestii komplementarności wiary i rozumu. W Twoich wypowiedziach dostrzegam natomiast rażącą dysproporcję tych dwóch elementów.
Mam poczucie, Sebastianie, że im bardziej zapewniasz nas o osiąganiu kolejnych etapów wtajemniczenia, tym bardziej jesteś zagubiony w sprawach wiary. Takie jest moje subiektywne odczucie. Będę się modlił o pokój dla Ciebie.
To Twoja opinia i szanuję ją. Wiem, gdzie mam braki na TEN czas, co muszę w sobie zmienić. Szczerze mówiąc nie wiem, o jakiej postawie mówisz, jest normalna, naturalna i szczera. Nic nie mówiłem o emocjach, jako o czymś złym. Nie rozumiemy się Krzysztofie.
Mam nadzieję, że nie będziesz chował do mnie za te słowa urazy. Szczerość za szczerość. Niech przynosi dobre owoce w nas wszystkich!
Pozdrawiam!
Krzysiek
Nie, nie mam urazy.

Każdy może się wypowiadać na mój temat, tak, jak czuje.
Wracając na chwilę do tego cytatu
Założmy, że pięć osób rozmawia na jeden temat i każda z tych osób ma odmienne zdanie. Wygląda na to, że w tym przypadku mamy nie jednego Boga, a pięciu bogów. Czyż nie tak?
Jedna z tych osób na pewno poddała się Bogu, a reszta co robi, skoro ma odmienną opinię? Przecież nauka Boża jest jednakowa dla wszystkich. Mówię o nauce Ducha Św. w sercu, nie o doktrynach kościelnych i kazaniach w kościołach. Cały czas chcę pokazać przez to, kto powinien być naszym autorytetem, do kogo mamy iść z pytaniami.
A wróciłem na chwilę na forum, bo tak się składa, że czytam książkę <Kenneth Hagin - Dobry i zły sposób myślenia>. Wyjaśnię, że poddawanie się Duchowi Św. nauczyłem się i nadal się uczę jakiś czas temu (około roku), i bardzo się cieszę, że dopiero teraz siegnąłem po tę książkę. Potwierdza ona, do czego ja razem z Duchem Św. doszliśmy na ten czas.
Zacytuję pewien fragment:
Musimy zdać sobie sprawę, że myśli pojawiające się w naszym umyśle nie zawsze się w nim rodzą, ale mogą pochodzić z dwu różnych żródeł. Niektóre z nich przychodzą z zewnątrz, a wtedy podsuwane nam są przez szatana. Inne znów przychodzą z naszego wnętrza, z ducha - te myśli pochodzą od Boga. Jeśli trwasz w bliskim związku z Panem poprzez modlitwę, rozważanie i studiowanie Jego Słowa, wtedy coraz lepiej uczysz się jak rozróżniać pochodzenie twoich myśli. Oczywiscie, wszystkie złe myśli pochodzą od diabła, bo Bóg jest miłością, a miłość nie myśli o tym co złe, nie słucha tego co złe i nie patrzy na to, co złe.O tym pisałem wcześniej, o myśli znikąd, prosto z serca. Nauczyłem się wyłapywać te myśli, zaufałem im i poddaję się nim. Nic na tym nie tracę, a bardzo dużo zyskuję. Cały czas uczę się odróżniać wszelkie myśli, emocje cokolwiek we mnie. Wbrew pozorom nie jest to trudne. Najważniejsze jest myśleć zgodnie ze Słowem Bożym, a następnie takie myślenie przekłada się na mówienie.
Adamie, na ten czas naprawdę czuję, że muszę co innego zrobić. Chciałem tylko napisać o tym, abyśmy wszyscy przychodzili z pytaniami do Boga odnośnie trudnych tematów, takich jak czyściec, wersety i ich znaczenie i podobne. Takie rozmowy są według mnie nie do końca owocne, bo nie wiesz, z kimś rozmawiasz i nie wiesz, czy jego rozważania są czysto teoretyczne, czy od Ducha Św. Zawsze będą kwestie sporne, niejasnosności, wątpliwości. Prawdę objawi nam wszystkim tylko sam Duch Św.
Nie obiecuję, że zajrzę, naprawdę wiele w sercu się zmieniło/wzrosło przez ostatnie kilka dni, cały ja pragnę być posłusznym Ojcu. Na to nie ma siły, to samo się dzieje. Chcę się poświęcić Bogu całkiem serio, jeszcze więcej. Komputer mi w tym bardzo przeszkadza.
A na odpowiedzi odnośnie mojego postu nie czekam nie dlatego, jakby niektórzy mi sugerowali, że lekceważę ludzi i mam o sobie wysokie mniemanie, akurat nie jest to prawdą, a po prostu dobrze wiem, że ze wszystkim przychodzi się do Boga. W tej kwestii dojrzałem w sercu i umyśle.
Na wszelki wypadek dopiszę, że także jesteście dojrzali, inteligentni i to bardzo, o ciekawej i barwnej osobowości. O tak, bardzo miły czas tu z Wami wszystkimi spędziłem. Bardzo serdecznie Wam dziękuję.

Trzymajcie się ciepło.

To wszystko w tym temacie. Wylałem na "papier" co trzeba było wylać.

Ps. Oprócz posłuszeństwa muszę też być uczciwym wobec Ducha Św. Dziś to sobie uświadomiłem. Być w pełni jako nowe stworzenie, w naturze Bożej, bez tej wstrętnej cielesności.