Witaj Sebastianie,
najserdeczniej dziękuję za odpowiedź, bardzo są praktyczne Twoje wskazówki - wyznam szczerze, że pragnęłabym być już na tym etapie, na którym Ty jesteś..., zwłaszcza jeśli chodzi o prowadzenie przez Ducha Świętego. Smutno i przykro, że tak trudno i ciężko dojść do takiej perfekcji w wychwyceniu myśli, pragnień i prowadzenia Ducha.
Twoje słowa poruszyły pewien bardzo istotny wątek, ale najpierw zacytuję Twoje słowa:
"Tu miałem na myśli, że trwamy w grzechu świadomie. W takiej sytuacji bardzo ciężko potem wrócić do Ojca. Trzeba tu doświadczenia/szybkiej decyzji zamykającej przeszłość z dokonaniem grzechu i woli silnej/zmuszenia się, zaparcia aby ponownie przebić się przez ściany twierdzy, którą grzech zdążył już wybudować wokół serca. Takie sytuacje odnoszą się do wersetu, gdzie Jezus mówi, że wypędzony demon woła siedem znacznie gorszych. Demony są w nas, kiedy świadomie trwamy w grzechu i odrzucamy głos Ducha Św. Wtedy zaczynają swe harce. W tym momencie nie jesteśmy świątynią Ducha Św., a zgniłą piwnicą. Trudno o spotkanie z Bogiem, jeśli jesteśmy na drodze śmierci. Zapewniam, że nie jest to zabawa."Poruszyłeś tu bardzo ważny wątek: zapierania się samego siebie, czyli generalnie brania na siebie krzyża, o czym mówił Pan Jezus. O co chodzi w tym zapieraniu się samego siebie i noszeniu krzyża, czy dotyczy to pokusy, którą człowiek ma zwyciężyć swoją wolą, żeby nie popaść w grzech - żeby nie zgrzeszyć? Czy kiedy przychodzi pokusa, mam walczyć z nią, żeby nie zgrzeszyć, podobnie jak Ty opisałeś to w swoim doświadczeniu?
Zaskakujące, bo z tego co wiem, wielu chrześcijan tak właśnie walczyło z szatanem, jak Ty to opisałeś...
"Tamtego dnia była to naprawdę straszliwa walka duchowa. Dosłownie serce i żyły z siebie wypruwałem, wrzeszczałem na szatana, aby mnie zostawił w spokoju."PRAGNĘ, żeby BÓG ŁASKAWIE WŁOŻYŁ DO MOJEGO SERCA TAKĄ WŁAŚNIE NIENAWIŚĆ DO GRZECHU I SZATANA... Wyznaję, że bardzo tego potrzebuję...
Bardzo piękne było doświadczenie, które opisałeś z tym filmem i głosem od Ducha Świętego
"NATYCHMIAST TO ODŁÓŻ".
Niesamowite, bo kiedyś usłyszałam od Boga obietnicę, powiedział mi:
"objawię ci to" - o czym z nim rozmawiałam (chodziło o krzyż i poddanie się Duchowi Świętemu) - opisałam wtedy ten głos, podobnie jak Ty, jako pochodzący gdzieś z głębi jestestwa, jako delikatny, a zarazem bardzo stanowczy głos.
Ale wracając do tematu, czy jak przychodzi pokusa mam po prostu walczyć z nią, żeby nie zgrzeszyć? I skąd brać do tego siłę, jeśli na razie nie potrafię Duchem umartwiać spraw ciała?
"Co rozumiesz poprzez spotkanie z Bogiem? Bo ja rozumiem ciągłe szukanie Go, modlitwa, rozmowy, pragnienie przemieniania się na obraz Jezusa, pragnienie czytania Pisma, tęsknota. To jest spotkanie z Bogiem na ten czas tu na ziemi. Cały czas się z Nim spotykasz, bo masz w sobie pragnienie szukania Go i poznania. Musisz wiedzieć, że to nie są Twoje pragnienia. To Ojciec je wlewa w Ciebie, bo chce abyś go szukała. Cudowna Jego łaska. Cały czas go spotykasz, ale inaczej, nie jak człowieka w realu." Co do Twojego zapytania to powiem, że dokładnie tak to rozumiem, jak napisałeś: modlitwa, czytanie Słowa Bożego, rozmowy, dzielenie się świadectwem, a nade wszystko pragnienie, by być przemienianą na obraz Pana Jezusa Chrystusa oraz realne i rzeczywiste doświadczenie słów ap. Pawła:
"Z Chrystusem jestem ukrzyżowana; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" /Gal. 2,20 BW/ a także
"On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym" /J. 3,30, BW./ - jak powiedział to Jan Chrzciciel.
A ponad to spotkanie z Bogiem jest dla mnie
realnym doświadczaniem obecności i mocy Bożej i to do tego najbardziej tęsknię - do Jego bliskości i obecności, patrzenia i oglądania Jego oblicza (jak Mojżesz), a także do słyszenia i rozumienia Jego głosu (
"Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną." /J. 10:27 BW./), by móc wypełnić Jego powołanie - wolę Bożą, ku zupełnemu uwielbieniu Jego i chwalebnej łaski Jego, którą nas obdarzył w Umiłowanym...
I jeszcze jedno - z całego serca dziękuje za to pocieszenie:
"Cierpliwości nie zabraknie Tobie, bo nie od Ciebie to zależy. Jak weszłaś już na tę drogę, to już z niej nie zejdziesz. (...) Pan powołał Cię na tę drogę, to od niego masz pragnienie szukania go. Będziesz się potykać, mieć zniechęcenie, wątpliwości, cokolwiek negatywnego, czy brak cierpliwości - niczym się nie martw. Wesprze Cię, pokieruje tak, że wrócisz na drogę, będziesz miała nowe siły. To jest proces w dojrzewaniu/wzrastaniu. Stopniowo będzie objawiał Tobie swoje tajemnice, wzrośnie wiara, uwielbienie, pragnienie modlitwy i czytania Pisma, a w szczególności świadomość, że to nie jest zabawa, a prawdziwa wojna. O Twoje życie i innych."Zamiast uczyć się czytam posty na forum i odpowiadam... ach ten człowiek... czy to znaczy, że postępuję wbrew Duchowi Świętemu?
Ale czytając to wszystko serce mi rośnie i czuję, że Pan jest blisko mnie pocieszając i wzmacniając przez innych. Serdecznie Ci dziękuję. Niech Pan będzie z Tobą zawsze.

Aś
