Rodowód Jezusa, otwierający Ewangelię św. Mateusza, wydawał mi się zawsze zbyt nudny i w zasadzie zbyteczny, aby go czytać w całości. Dopiero w „Rozmowach o Biblii” – wspaniałym, kilkutomowym dziele Anny Świderkówny, znalazłem klucz do właściwego sposobu odczytywania tego rozdziału. Jaki był sens zamieszczania takiej genealogii w Piśmie? Nie chodzi tu tylko o udowodnienie królewskiego pochodzenia Jezusa, ani tez o żydowskie przywiązanie do genealogii - ale o pokazanie w jak silnym stopniu życie Syna Bożego wplecione jest w rodowód ludzi, którzy byli jak my wszyscy – grzeszni, ale pragnący uświęcenia, ulegający swym pożądliwościom, ale i gotowi do postawy heroicznej...
Znajdujemy więc tutaj Jakuba, który nosi na sobie winę oszustwa... Tamar, która wiedziona bezsilnością swego położenia, ze swym teściem Judą (zwabiając go podstępem) dopuściła się kazirodztwa, aby tylko mieć dzieci... Albo Dawida, który w grzechu spłodził potomka z żoną Uriasza (po świadomym wystawieniu na śmierć jej męża)... Ale między nimi znajdziemy również Abrahama z jego nieprzeciętną ufnością Bogu, Salomona z zadziwiającą mądrością, czy wreszcie Marię – wzorem czystości i posłuszeństwa. Każda z tych postaci kojarzy nam się z bardzo bliskimi nam reakcjami zwykłych śmiertelników – czasem wręcz zdominowanymi przez ludzkie słabości. Jednak i rozpiętość jest ogromna – między mrokiem występków a światłem nadziei...
Dopiero tak odczytany rodowód Jezusa stał się dla mnie olśnieniem: przecież Jezus posłany jako Zbawiciel grzeszników, właśnie z tych grzeszników się wywodzi. Nie ma tu żadnej idealizacji, która z pewnością pojawiłaby się w jakiejś pogańskiej mitologii czy późniejszej hagiografii. Jest pełne zanurzenie w życiu – takim, jakie ono jawi się na co dzień: z jego pokusami i upadkami, wzlotami i zniechęceniami... Jednak Bóg nie tylko nie odtrąca grzeszników, ale potrafi nawet działać przez ich grzech. Jeszcze raz wróciło mi w pamięci przysłowie, jakie zwykła powtarzać moja Babcia: „Bóg pisze prostymi literami po krzywych linijkach ludzkich życiorysów”...