Głoszenie Ewangelii jest głoszeniem Słowa o Jezusie, ważna jest forma przekazu. Prosiłbym o poszanowanie czytających, uczestniczących w rozmowie. Głoszenie Słowa jest głoszeniem, nie jest nakazem, ani narzucaniem swojej woli. Zwykłym głoszeniem. Natomiast co ludzie zrobią, jak odbiorą i jaką decyzję podejmią, to już ich sprawa. Albo uwierzą, albo nie uwierzą.
Chciałbym kilka uwag zwrócić co do tego tematu. Przede wszystkim wyraźny szczegół. Mogę pokazać wiele, nawet bardzo wiele wersetów mówiących o tym, że są dwie drogi, że Pan akceptuje tylko chrześcijan gorących. Natomiast nikt nie potrafi podać wersetów odnośnie tematów (np. czysciec), bo argument, że różnie są interpretowane przez różne kościoły nie jest tu trafionym wytłumaczeniem. Dlaczego? Skąd biorą się interpretacje o czyścu, skoro nikt nie podaje wersetów o nim. To jakby interpetować coś, czego nie ma w Biblii. Chyba, że podane zostaną wersety odpowiednie, wtedy chętnie je przeczytam.
Hana, niesprawiedliwie nas, katolików, osądzasz, bo nikt na tym forum nie wyśmiewał ani nie krytykował Waszej postawy - przeciwnie, w każdym swoim poście starałem się otwierać na argumenty drugiej strony. Jednak uznaliśmy w końcu wspólnie, że to nie jest sprawa argumentów... A nawet doszliśmy do wspólnego wniosku - jak mi się wydawało - że sprawa samej wizji życia po śmierci nie jest pierwszoplanowa. Tą pierwszą zawsze będzie Miłość.
Mam nadzieję, że ten temat zawsze sporny nie wyjdzie poza granice rozsądku. Co do "naszej" postawy (nie katolików) chciałbym wyjaśnić jedną rzecz. Chodzę do kościoła zieloświątkowego, ale się z nim nie utozsamiam. Chodzę posłuchać kazań pastorów, ale na zasadzie słuchania na lekcji niezobowiązującej. Jako wolny słuchacz. Pastorzy są tylko ludzmi, jestem ostrożny, moim autorytetem jest tylko i wyłącznie Duch Św. Na Nim polegam. I On mi objawia Słowo. I tu Adamie w Twojej wypowiedzi muszę cos rozszerzyć. Piszesz, że wizja po śmierci nie jest pierwszoplanowa, pierwszą zawsze będzie młość.
Wizja po śmierci nie jest pierwszoplanowa, to prawda, ale... jeśli ludzie wierzą w coś, czego w Piśmie nie ma, wierzą w coś, co znacznie ułatwia dostanie się do Nieba, nie potrafią potwierdzić wersetami i to nie jednym, a conajmniej 15 -stoma, to nie jest to w porządku. W takiej sytuacji ta wizja jest pierwszoplanowa. I tu wkracza właśnie miłość. PRAWDA jest miłością. PRAWDA uwalnia.
Jezus jest naszą głową, nie my sami. Ta miłość sprawia, że zaczynasz głosić Ewangelię, Pismo otwiera się na Ciebie szeroko, rozumiesz wiele wersetów, których wcześniej nie rozumiałeś tak głęboko, jak teraz. Jakby wryły się w Twoje serce, wtopiły się. Masz pewność, po prostu Pismo jest w Tobie. Nie masz pytań. I rodzi się pragnienie głoszenia Prawdy ludziom z zamiarem obudzenia ich, wyjaśnienia kwestii spornych na zasadzie potwierdzenia wersetami w sposób klarowny i jasny. Nie krzyczysz, nie nakazujesz, tylko głosisz. Rodzi się pragnienie ratowania świata. I obowiązek. Bo Pan odkrył przed Tobą wiele, wyzwolił Cię, jesteś Mu coś dłużny, choć tego długu nie musisz spłacać. Twój wybór. Ale serce przemienione chce ten dług spłacić. Serce pełne miłości do ludzi. I głosisz Ewangelię. Co ludzie zrobią, nieistotne, sami dokonają wyboru. Czy uwierzą, czy dadzą sie przekonać, czy będą obstawali przy swoim, to ich wybór i ich własna odpowiedzialność.
Tu nie chodzi o dyskucje. O podawanie argumentów, o roztrząsanie. Chodzi tu o SŁUCHANIE Ducha Św. i ZAAKCEPTOWANIE Prawa Bożego. O zwykłe słuchanie. Wtedy masz pewność, że słuchasz jedynego wiarygodnego źródła.
Skąd ludzie wiedzą o czyścu? Czy Bóg im to powiedział? Jeśli tak, to czemu nie bronią Słowa Bożego wersetami? Czemu nie ma konkretnych argumentów podpartych Słowem Bożym? Ludzie często mówią, że kościół katolicki ich tego nauczył. A gdzie rola Ducha Św.? Czemu tak mało ludzie mówią o poddawaniu się woli Ojca za pośrednictwem Ducha Św? Po to nam został zesłany. Czemu nie napiszą w taki sposób.. Duch Św. mi objawił ten werset o czyscu i podaje tu na forum jego znaczenie i wyjaśnia obszernie. Ja to robię cały czas, mam mnóstwo wersetów, akurat w drugą stronę.
Też byłem wiele lat w środowisku katolickim, wszyscy wierzyli w czysciec, ja nigdy, pomimo, że z nimi chodziłem do kościoła. Bo tego nie znalazłem w Piśmie. A kazań w kościele nigdy nie brałem do serca. Bo księdza są tylko ludzmi. Wtedy byłem ostrożny i teraz jestem nadal ostrożny. Do serca biorę tylko myśli od Ducha Św., tak naprawdę, to te myśli idą wprost do serca od Niego. Odpowiedział mi na dwie kwestie sporne, odnośnie chrztu i odnośnie czyśca. W ogóle o tym nie myślałem, chwilkę poczytałem Słowo w tym temacie i zostawiłem wszystko Bogu. Idę praktykować Słowo w terenie i za jakis czas po doświadczeniu w sytuacji, gdzie musiałem wykazać się myśleniem i działaniem według Słowa Bożego (wiele takich sytuacji), zbieram doświadczenie, za tym idzie cierpliwość i następuje zrozumienie wersetów. To jest praktykowanie Słowa. Na sobie, trzeba się zmieniać.
Jeśli ktoś słucha drugiego człowieka na kazaniu, przyjmuje wykład Słowa... ale jest jedna różnica. I myślę, że tu jest szkopół rozłamów pomiędzy ludzmi. Jak napisałem, ja praktykuję Słowo w terenie, natomiast są ludzie, którzy każdej niedzieli chodzą do kościoła, słuchają Słowa, kiwają głową na znak aprobaty, potem wracają do domu i żyją nadal światem. I potem taki człowiek "teoretyk" wierzy w to, co kościół naucza. Nie mówię tu o Was, piszę ogólnie. Nikogo nie oceniam, do nikogo łatki nie przyczepiam.
Zrozumienie Słowa w sercu następuje praktyką w terenie na sobie. Naśladowanie Jezusa. Wszystko zależy od Łaski Ojca i od nas, jak bardzo zaangażujemy się w przemienianie samego siebie na obraz Pana Chrystusa. Dlatego Bóg mówi, bądź gorący, nie bądź letni, ani zimny. Nie teoryzuj, a działaj praktykowaniem Słowa w terenie.
Dlatego rozmowy nie do końca są dobrym rozwiązaniem, czasem są potrzebne, ale to wyjątki. Prawdziwe poznanie Słowa następuje dopiero w trakcie aktywnego procesu przemiany, chęci przemiany, bez przerwy podejmowania próby przemiany pomimo niewidzenia na początku efektów i częstych upadków.
Tak na marginesie dodam, że czyściec nie jest, jak mówisz "wymyśloną baśnią na pocieszenie", ale jedną z wizji tego, co nas czeka.Jak widzisz, Hana, wszystko zależy od rodzaju użytych cytatów i ich interpretacji - różnice przełamać może tylko głęboka postawa zawierzenia Bogu, bez uprawiania doktrynerstwa (dotyczy to obu stron sporu).
Niestety Adamie nie mogę sie zgodzić z tym, co piszesz. Interpretacje- to nie my mamy interpetować, Słowa się nie interpretuje. Jest tylko jeden przekaz od Boga, a ludzie własnie interpretują, bo myślą, że słusznie trzeba rozważać Słowo "główkowaniem". My mamy słuchać Boga, nie interpretować. A jak się słucha Boga? Kogo On nam zesłał? Ducha Św. , prawda? A jak się słucha Ducha Św? Rezygnując z siebie, ze swojego umysłu na czas słuchania Ducha Św. Dostajesz Jego myśl i poddajesz się Jego woli. Wolna wola jest po to, aby słuchać Boga za pośrednictwem Ducha Św. Mamy słuchać, nie interpretować, dlatego taki bałagan jest na drodze duchowej. Też mam problem z tym, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Rezygnuję z siebie, a coraz częściej słucham Ducha Św. Pragnę, aby moją głową był Jezus Chrystus.
Co do wizji, to kogo jest ta wizja? Człowieka, czy Boga? Jeśli Boga, to poproszę o wersety odpowiednie. Poza tym Bóg nie ma wizji, to są Twoje własne wyobrażenia Adamie. Bóg pragnie naszego powrotu do domu, to wszystko. Do tego nie trzeba wizji, jest tylko Jego pragnienie miłości.
I na tym polega miłość z mojej strony. Miłość, aby pokazać braciom i siostrom, gdzie są pułapki i błędy. Nie jest to łatwe, ale konieczne. Jeśli chcecie bronić swoich wizji, bardzo proszę, ale potwierdzajcie je wersetami. Miłość, to nie głaskanie i klepanie po plecach. Miłosć między innymi polega na tym, kiedy jest źle i ktoś ma odwagę powiedzieć komuś, że jest źle wiedząc, że może dostać za to w "szczękę".
Na początku szanowałem innych poprzez szanowanie ich poglądów. Teraz, jak w sercu mi Duch Św. powiedział, abym przestał być niemowlęciem, a przeobraził się na męża Bożego, zaczęło się znacznie moje serce zmieniać, bo usłuchałem Go i zapragnąłem tej przemiany. I w tym momencie zrozumiałem, na czym polega właściwa rozmowa. Na mówieniu Prawdy nie oglądając się na ludzi. Co ludzie zrobią, to ich sprawa. Pamiętacie z Pisma, jak Jezus głosił Słowo na ziemi, robił cuda różne, a wielu Mu nie uwierzyło? Wiecie dlaczego? Bo za dużo myśleli. A wystarczy tylko słuchać i poprzez szczere słuchanie następuje uwierzenie w sercu. Przyjęte Słowo otwartym sercem daje nasiono. Szanuję Was, ale już inaczej, burząc idyllę i głosząc Prawdę. Innej drogi nie ma.
Pastor mi mówił, że głoszenie Ewangelii jest bardzo bolące i usłane wybojami. Wszędzie będzie czuć sie opór ze strony ludzi. Miał rację. Zrozumcie mnie, nie czuję się lepszy od Was, ani bardziej uduchowiony, nic z tych rzeczy. Po prostu znam Prawdę. Mam ją w sercu. I to nie jest jakaś zaślepiona moja "wizja". Od Was tylko zależy, co z tym zrobicie. Bóg do niczego nikogo nie zmusza, wolny wybór.
...załóżmy,że czyścca nie ma,więc co zrobicie/gdzie skarzecie/z dobrymi ludźmi,którzy nie zostali ochrzczeni ani nie mieli łaski wiary w Chrystusa.Są tacy wśród muzułmanów,żydów,buddystów i również wielu ateistów to porządni ludzie.Do nieba ich nie wpuścicie a wieczne piekło dla nich to niesprawiedliwośc.Co z nimi? Pozdrawiam janusz f.
Janusz, porządni ludzie dla Ciebie. Zapomniałeś? Ci ludzie urodzili się z sercem twardym w grzechu. Dopiero po wyznaniu Jezusa swoim Panem, Bóg wkłada człowiekowi serce mięsiste, a raczej nasiono i trzeba je rozwijać poprzez praktykowanie Słowa. Tylko poprzez praktykowanie Słowa. Jak człowiek ma wejść do Królestwa Niebieskiego, skoro Boga nie zna? Nie praktykował Słowa. Nie ma w sobie Bożej natury? (przemienione serce).
Klaudia dała tu bardzo dobry werset. Nic dodać, nic ująć.
"Znam uczynki Twoje, żeś ani zimny ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, WYPLUJĘ CIĘ Z UST MOICH." (Obj.3,15.16)Adamie, napisałem, że temat zamknięty o czyscu dla mnie, bo nie mam więcej pytań do Boga.