Jednak czegoś mi tu jeszcze zabrakło, aby nasze rozważania miały pełny charakter. Otóż Dekalog został nam dany przez Boga. Czyżby Bóg chciał przez to człowieka przyprowadzić do śmierci i pogrążyć w przekleństwie? Oczywiście, że nie - jedynym wytłumaczeniem jest więc ukazanie człowiekowi jakiegoś duchowego wzorca. Problemem więc staje się nie tyle samo istnienie tego Bożego Kodeksu, co podejście do niego człowieka - aby z kamiennych tablic i surowego umysłu przenieść go prosto do serca.
Dekalog inaczej Boże prawo. Takie prawo panuje w Królestwie, fundamentem jest beziteresowna miłość, pomoc, wsparcie, przyjaxń, poświęcenie, oddanie, życie we wspólnocie. Są dwie różnice - dwa królestwa. Jedno tu na ziemi, skażone grzechem, drugie w niebie, gdzie panuje Święty Bóg.
Masz rację Adamie. Bóg nie bez powodu daje nam przykazania. Daje nam w ten sposób obraz Siebie samego. Świętego, czystego, doskonałego, miłosiernego, gotowego do pomocy i przebaczania, cierpliwego i pokornego. Można by dalej wyliczać. Poprzez wypełanianie dekalogu mamy być tacy sami, jak Bóg. Dekalog miał nas przygotować do życia i postępowania zgodnie z prawem, jakie panuje w Królestwie Bożym.
Generalnie po to jest dekalog. Bóg prawo swoje przeniósł, a raczej rozszerzył na ziemi, pokazał nam - słusznie napisałeś, dał nam pewien wzorzec. Wzorzec do życia i postępowania zgodnie z Jego dekretem. Nasze serca i umysły miały być czyste, prawe, święte, pełne światła, zero zła. W Królestwie niebiańskim nie ma zła.
Problemem było i jest to, że urodziliśmy się na ziemi skażonej złem. Skażenie, czyli choroba, wrzód wszczepiony jakby od środka. Wszczepienie, czyli samo to określenie pokazuje, że potrzebujemy WYKWALIFIKOWANEGO lekarza. A kto jest najlepszym specjalistą od wyrwania skażenia, czyli ciernia grzechu? Kto najlepiej zna ten rodzaj choroby? Choroby duchowej, zakrytej przed ludzkimi oczyma? Bóg. Nikt inny.
W Bożym Królestwie, jak w każym królestwie, czy to z historii naszej, czy to z bajki, zawsze jest prawo. Bez prawa nie można byłoby wymierzać sprawiedliwych wyroków. Więc ten wzorzec - 10 przykazań miał być przez nas przestrzegany zgodnie z prawem panującym w Bożym Królestwie. Nie przestrzeganie tego prawa (10 przykazań, wszystkich!) groziło sprawiedliwą śmiercią.
Lucyfer słusznie domagał się sprawiedliwego ukarania dla nas wszystkich, żaden człowiek nie był zdolny przestrzegać całego dekalogu. Bo żył i żyje w naturze grzesznej, kochającej zło. Dlatego potrzebna była ofiara przebłagalna w postaci kogoś bez grzechu, co wezmie na siebie winy innych. Tych, co nie przestrzegają prawa Bożego, bo też nie mogli. Nie byli w stanie ze względu na naturę, w jakiej żyli i nadal żyjemy. W naturze przeciwnej prawu Bożemu.
Dekalog nigdy nie będzie wpisany w serce grzeszne, bo ono dąży do zła, jest bardzo podatne na ciemne cechy. Cechy przeciwstawne prawu Bożemu. Bóg dał nam wzorzec, ale także przez to chciał pokazać nam, że nie będziemy w stanie przestrzegać jego prawa. Chce, żebyśmy zrozumieli cały ten sens i przestali starać się wypełniać Boże prawo swoimi siłami. Siłami opartymi na grzesznej naturze.
Dekalog może wypełnić tylko natura identyczna do Bożej. Natura bez grzechu, święta, doskonała, wypełniona miłością, dobrocią, bezinteresowna. I został nam posłany ktoś taki. Wielki, cudowny Jezus Chrystus, który zgodził się zostawić na pewien czas swoją chwałę, swoją pozycję i wszedł w ludzką, obrzmierzłą naturę, aby na Nim dokonał się wyrok. Aby sprawiedliwość zgodna z prawem ustanowionym jeszcze przed stworzeniem swiata dokonała się.
Ktoś, kto miał w sobie naturę doskonałej miłości zdolnej wypełnić wszystkie 10 przykazań mógł usunąć ciążące na nas jarzmo słusznej sprawiedliwości. I te "przekleństwo" nalezące się nam, wziął na siebie. Uwolnił nas od niego, a zarazem zaprasza do Siebie. W Tym, w którym jest istota bez grzechu, my będąc zanurzeni w Nim, jesteśmy usprawiedliwieni. Usprawiedliwieni nie z własnych uczynków (wspominałem o niemożności przestrzegania przykazań), a przez wiarę w Jego doskonałe dzieło wypełnienia dekalogu, odkupienie nas spod jarzma niewpełnienia przykazań i słusznych oskarżeń ze strony diabła.
Jednym słowem Jezus stał się naszym adwokatem, naszym obrońcą. Przeciwstawił się adwokatowi ciemności, Lucyferowi, który słusznie domagał się śmierci dla nas, bo faktycznie nam się należała zgodnie z Bożym prawem. Żyjących pod sprawiedliwym dekretem dekalogu, który w sytuacji niemożności jego przestrzegania stał się dla ludzkości przekleństwem.
Chwała Jezusowi, że nas wybawił od przekleństwa dekalogu. Od niemożności jego wykonania z racji żyjącego w nas wrzodu. Dlatego ludzkość musi się nawrócić do Jezusa, odwrócić od grzechu. Bóg wtedy przychodzi jako lekarz, zaczyna leczyć naszą duszę poprzez wyrwanie wrzodu/grzechu.
I tu dam słowa Janusza:
Sensem KRZYŻA jest ZMARTWYCHWSTANIE. I oto cel naszego/mojego/ życia.
Jezus jest Drogą do zmartwychwstania, do odrodzenia się z popiołów. W Nim jesteśmy bez grzechu, uświęceni, mamy naturę taką samą jak On sam. Bo to On mieszka w nas i to On jest tą naturą. Doskonałą, świetą i czystą. Dlatego musimy zostawić swoje "ja" i poddać się Jemu. Nic nie musimy robić, poza poddaniem się Jemu. On nas uzdolni do przestrzegania dekalogu. W Nim prawo Boże jest przestrzegane, bo tylko On może je przestrzegać ze względu na swoją doskonałą naturę.
Jeśli Jemu się poddamy prawdziwie, On w nas mieszka, (nie ma pragnienia do grzechu) dzięki Niemu żyjemy zgodnie z dekalogiem. Diabeł nie będzie przed Bogiem nas oskarżał i nie będzie domagał się dla nas śmierci. Wtedy jesteśmy w Nim zbawieni. Wszystko przez wiarę. Tylko przez wiarę. Ani uczynki, ani nasze myślenie nie zbawia. My nie mamy w tym żadnego udziału. Absolutnie żadnego. Wszystkiego sam dokonał Jezus. Jezus nas uzdalnia do wypełniania dekalogu, przez wiarę naszą, przez naszą ufność, przez nasze opadnięcie na Niego.
Dlatego ludzie powinni żyć tylko dla Jezusa, nie dla siebie. Bo w Jezusie się wszystko dokonało, co On sam potwierdza po powrocie na tron mówiąc Ojcu, że dokonało się.
W Jezusie jest życie. Życie zgodnie z Bożymi przykazaniami. W Jego doskonałej naturze.