Autor Wątek: DEKALOG ...sercem przyswojony  (Przeczytany 1089 razy)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
DEKALOG ...sercem przyswojony
« dnia: 11 07 2011 o 08:08:15 am »
Wczoraj była niedziela. Zawsze w poniedziałek staje przede mną pytanie, co z tej niedzieli we mnie ocalało? Jak odczytywać dziś należy słowa, aby dzień święty święcić? Trzecie przykazanie w Księdze Wyjścia jest nieco bardziej rozbudowane: „Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. W sześciu dniach bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty.” (Wj 20,8-11)

Dekalog wart jest nieustannej reinterpretacji (co nie znaczy, że ma charakter relatywny i trzeba go dostosowywać do czasów). Według mnie wszystkie przykazania zostały tak silnie wpisane w naszą osobowość, że one żyją razem z nami - nabierając nowych perspektyw, dojrzewając, przemawiając coraz to innym głosem... a czasem, jak te kamienne tablice, bywają też w drobne kawałki roztrzaskiwane. Dekalog żyje więc w nas jako zaczyn, który pozwala formować się bochenkowi chleba – dopiero po dobrym rozmieszaniu z ciastem naszej tożsamości można uniknąć duchowego zakalca…

Wychodząc od cytowanego wyżej przykazania, warto zastanowić się nad tym, jaką rolę w funkcjonowaniu Dekalogu pełni formalizm. Czy bardziej utrwala w społeczeństwie wrażliwość na przykazania, czy też wręcz odwrotnie - zabija ją, podsuwając szereg możliwości "obejścia przeszkody". Gdy sobie czegoś nie przyswoimy jako WŁASNE, zawsze będzie to wobec nas ZEWNĘTRZNE, więc OBCE - taka sytuacja miała miejsce u żydów, tak jest również u chrześcijan. Dopiero kontemplacja Dekalogu otwiera okno na zupełnie inną perspektywę widzenia, w której słowo "PRZYKAZANIE" (wskazujące na zewnętrzny charakter imperatywu) zaczyna coraz bardziej wchodzić w przestrzeń, gdzie dominuje "ODKRYWANIE" (własnej natury).

Dlatego wspomniane wyżej przykazanie nabiera tu zupełnie innego wymiaru, wychodząc nawet poza bariery religijne i obejmując swym wezwaniem nawet osoby określające się jako niewierzące. Nie chodzi przecież o to, by wielbić Boga jako kogoś większego i zewnętrznego (a więc dla własnego bezpieczeństwa, z lęku przed Stwórcą, chodzić w tym dniu do kościoła i unikać pracy). W przyswojonej postaci tego przykazania odkrywam w sobie potrzebę wewnętrznego POSZUKIWANIA, a kiedy już dochodzi do spotkania z przerastającą mnie transcendencją Boga żywego, czuję w sobie radość, która skłania mnie do spontanicznego ŚWIĘTOWANIA (przede wszystkim w wymiarze wewnętrznym, a dopiero potem wspólnotowym). Przykazanie trzecie wychodzi więc naprzeciw głębokiej potrzebie każdego z nas - potrzebie, która staje się przeciwieństwem jałowości życia, jaka dopada nas wtedy, gdy jeden dzień przestaje już różnić się od drugiego.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #1 dnia: 11 07 2011 o 20:17:41 pm »
Dekalog/Prawo/ istnieje tylko w świecie naszej religijności.
Cytuj
Dekalog żyje więc w nas jako zaczyn, który pozwala formować się bochenkowi chleba – dopiero po dobrym rozmieszaniu z ciastem naszej tożsamości można uniknąć duchowego zakalca…
. Adamie,proszę nie mieszac Prawa/Dekalog/ z własną tożsamością.Dekalog jest jedynym argumentem w ręku szatana,który nieustanie oskarża nas przed Bogiem,domagając się naszej śmierci.Wszyscy jesteśmy winni unicestwienia w obliczu Dekalogu.Dekalog podobnie jak krzyż prowadzi do śmierci.
Cytuj
Wychodząc od cytowanego wyżej przykazania, warto zastanowić się nad tym, jaką rolę w funkcjonowaniu Dekalogu pełni formalizm. Czy bardziej utrwala w społeczeństwie wrażliwość na przykazania, czy też wręcz odwrotnie - zabija ją, podsuwając szereg możliwości "obejścia przeszkody"
Sam Dekalog bez wiary jest najbardziej zabójczym formalizmem dla naszego serca.
Cytuj
Dopiero kontemplacja Dekalogu otwiera okno na zupełnie inną perspektywę widzenia, w której słowo "PRZYKAZANIE" (wskazujące na zewnętrzny charakter imperatywu) zaczyna coraz bardziej wchodzić w przestrzeń, gdzie dominuje "ODKRYWANIE" (własnej natury).
Sam przy spotkaniu z Dekalogiem jestem bez szans i tu przychodzi mi z pomocą Jezus Chrystus,który wziął na siebie przekleństwo Prawa dając mi w za mian  Swoją bezwarunkową miłośc.I to mi wystarczy by nie główkowac nad Dekalogiem bo ta droga do niczego nie prowadzi.Tu nie chodzi o Dekalog/Prawo/lecz o Chrystusa. Adamie,prawdziwy dekalog to owoc Twojego serca,oczywiście na miarę Twojej wiary,Twojego umierania.Prawdziwy,żywy Dekalog to Twoje zmartwychwstanie.                          Pozdrawiam           janusz f. :)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #2 dnia: 12 07 2011 o 13:23:19 pm »
Adamie,proszę nie mieszac Prawa/Dekalog/ z własną tożsamością.Dekalog jest jedynym argumentem w ręku szatana,który nieustanie oskarża nas przed Bogiem,domagając się naszej śmierci.Wszyscy jesteśmy winni unicestwienia w obliczu Dekalogu.Dekalog podobnie jak krzyż prowadzi do śmierci.

Toś przywalił, Janusz, z grubego działa! :) Staram się jednak właściwie rozumieć Twoją intencję, której nie potrafię czytać inaczej, jak tylko przez pryzmat karkołomnego skrótu myślowego. Ale nawet, gdy biorę poprawkę na tenże "skrót", rodzi się we mnie pytanie zasadnicze - przecież treść kamiennych tablic powstała pod natchnieniem samego Boga, a nie szatana. Dlaczego więc miałby Bóg prowadzić nas do śmierci?

Jeśli widzę tu jakiś udział szatana, to tylko w tym zakresie, że z jednej strony stara się najpierw relatywizować pojęcie dobra (rozmywając treść przykazań), z drugiej strony wzbudza w nas pychę, że jesteśmy w stanie sami unieść ciężar Dekalogu, by w końcu - po doprowadzeniu człowieka do upadku - wzbudzić w nim wizję, że wszystko jest stracone...

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #3 dnia: 12 07 2011 o 14:42:40 pm »
Cytuj
rodzi się we mnie pytanie zasadnicze - przecież treść kamiennych tablic powstała pod natchnieniem samego Boga, a nie szatana. Dlaczego więc miałby Bóg prowadzić nas do śmierci?
Przymierze pod Synajem jest rodzajem przymierza dwustronnego. Pan Bóg daje Izraelitom dekalog, a oni zobowiązują się go wypełnić. Wkrótce jednak łamią je i w sytuacji niepewności żądają od Aarona: „Uczyń mam boga, który by szedł przed nami” i budują sobie cielca.My często myślimy, że Panu Bogu chodzi o realizację Prawa- dekalogu, ale to nie dekalog decyduje o tym, że ktoś staje się chrześcijaninem.
Po co jest więc dekalog? Po co jest przymierze pod Synajem?
Przymierze to ma pokazać z jednej strony, że człowiek jest bałwochwalcą – mówi „Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy” a czyni jak mu się podoba. Czyni sobie boga - cielca na swój użytek. Z drugiej strony przymierze to pokazuje, że trzeba tego cielca rozbić.
Dekalog jest po to, aby człowiek mógł zobaczyć swój grzech, uznać się za grzesznika, zobaczyć swoją niemożność wypełnienia Prawa i aby mógł żyć łaską wiary, którą otrzymaliśmy dzięki Jezusowi Chrystusowi. To On uwalnia nas spod mocy Prawa i naszego wyobrażenia, jacy powinniśmy być i daje nam Ducha prawdy, który uzdalnia nas by służyć innym i przez to Prawo będzie się w nas wypełniało.                                   Pozdrawiam                    janusz f. :)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #4 dnia: 14 07 2011 o 09:45:42 am »
Dekalog jest po to, aby człowiek mógł zobaczyć swój grzech, uznać się za grzesznika, zobaczyć swoją niemożność wypełnienia Prawa i aby mógł żyć łaską wiary, którą otrzymaliśmy dzięki Jezusowi Chrystusowi. To On uwalnia nas spod mocy Prawa i naszego wyobrażenia, jacy powinniśmy być i daje nam Ducha prawdy, który uzdalnia nas by służyć innym i przez to Prawo będzie się w nas wypełniało.                                   Pozdrawiam                    janusz f. :)

To bardzo ciekawe i oryginalne spojrzenie na funkcję Dekalogu w naszym życiu duchowym. Kolejny raz odkrywam, że z pozoru przeciwstawne punkty widzenia mogą się doskonale uzupełniać. Janusz odkrywa przed nami zupełnie inny aspekt kamiennych tablic. Można tu jeszcze dodać, że sam fakt ich "kamienności" jeszcze bardziej podkreśla taką właśnie ich wymowę.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #5 dnia: 15 07 2011 o 15:57:59 pm »
ADAMIE,Jezus Chrystus jest tam gdzie chociażby dwóch spotyka się w Jego Imię.Proszę Cię byś spotkał się ze słowem Księdza Biskupa Kiernikowskiego.A oto mal miarka jego słów:Dlaczego Bóg zawarł takie przymierze z człowiekiem?
Z perspektywy historii zbawienia i dokonanego już Nowego Przymierza możemy powiedzieć, że Pan Bóg to przymierze dopuścił, wiedząc, że to się dla Niego skończy tragicznie, że będzie musiał za nie zapłacić. Stało się to przez śmierć Jezusa zgodnie z Prawem, śmierć przeznaczoną dla grzesznika (zob. Ga 3,10.13).
Możemy tutaj postawić sobie pytanie, czy ktoś z nas byłby gotów podpisać kontrakt ze stroną, o której wie, że nie dotrzyma warunków umowy? Nie dotrzyma, bo nie jest w stanie, nie ma ku temu środków, chociaż może myśli, że ma i potrafi. Kto z nas świadomie podpisze umowę o cokolwiek (o pracę, o mieszkanie, o jakąś inwestycję) z góry wiedząc, że druga strona jej nie dotrzyma, nie tyle z tego powodu, że nie chce, ale przede wszystkim dlatego, że nie jest w stanie jej dotrzymać? Bóg jednak tak uczynił.
Pan Bóg w swojej odpowiedzialności za człowieka, który zagubił się w sobie i nie chciał tego uznać, który myślał, że potrafi Bogu dotrzymać wierności, wszedł z nim w układ. Zawarł z nim przymierze, choć wiedział, że człowiek go nie dotrzyma. Jednak wiedział też, że gdy człowiek nie dotrzyma przymierza, On weźmie konsekwencje tego na siebie. Dokonało się to potem w Jezusie Chrystusie.Całość jest na stronie:        http://docs.google.com/viewer?a=v&q=cache:27z2RBt2c4oJ:www.chrzest.siedlce.pl/download/katechezy/cz_2_katecheza_4.doc+dekalog+kiernikowski&hl=pl&gl=pl&pid=bl&srcid=ADGEESgjAEvmrNd25DyIF1T9enLAXjHD5vYU2VrUr86qfVNrTYgn7dXUlj_ul-cTiOKnO1u6CvOXvaZmK0m6Z_V6swjECkkrot8AI2JVNcguTtpPYGyGkNwheztVuU9u-APEtjXwtjud&sig=AHIEtbTns01qPfN-pbSGJSzJE_46x4oLzQ                  Pozdrawiam Was               Janusz f. :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #6 dnia: 16 07 2011 o 20:16:05 pm »
Dekalog został wypełniony tylko w Jezusie. On sam mówi o sobie, że jest Drogą.  Ten, kto zrozumie pełne znaczenie Drogi i wejdzie na nią, automatycznie spotka się z pierwszym przykazaniem.

Nie ma innego wejścia na drogę z Jezusem i trwanie na niej, jak przestrzeganie pierwszego przykazania. Bez tego przykazania się jest cielesnym. Nie ważne, ile lat się człowiek będzie modlił, chodził do kościoła, niech będzie to nawet 50 lat - ale jeśli nie ma w sercu, w umyśle i w sobie ogólnie pragnienia do przestrzegania pierwszego przykazania, jest zwyczajnie cielesny.

Pierwsze przykazanie, to uznanie Boga nad sobą w praktyce, poddanie się Mu w praktyce. Żyć tak, jak Jezus żył tu na ziemi. Znamy cały obraz Jezusa ze Słowa. W teorii. Natomiast Bóg oczekuje, ze ten obraz będzie w nas, poprzez praktykę. Przemiana naszych serc, mentalności, myślenia, emocji na obraz Jezusa.

To nie my wypełniamy dekalog, to jest NIEWYKONALNE. Inaczej Bóg by nie musiał posyłać swego Syna, gdyby człowiek miał sobie z wypełnieniem dekalogu poradzić. Dlatego ludzie muszą się prawdziwie poddać Bogu, nie w wołaniu do Boga... Panie, idę za Tobą! Chę się zmienić!... a po modlitwie żyją dalej po swojemu. To woła przewrotne serce.

Czemu tak mało jest ludzi dosłownie przemienionych na obraz Jezusa? Zbytnio kochamy to, co świat oferuje. Coraz lepiej rozumiem, po co muszę stać się naczyniem dla Ducha Św. i żeby się nim stać, muszę mieć tylko jedno pragnienie  - do Boga. Wtedy nic mnie nie odciąga od Niego. Także przemiania na obraz Syna jest znacznie bardziej możliwa.

To jest trudne, odciąć się od rzeczy ze świata, które naprawdę nie przedstawiają żadnej wartości, a latamy i pragniemy ich, jak jakiegoś wielkiego bogactwa. Typowe pragnienia cielesne. Ale jeżeli chcemy się naprawdę przemienić na obraz Syna, ale tak naprawdę szczerze, to powinniśmy Bogu pozwolić wejsć do naszych serc, aby słyszeć Jego głos.

I to się stanie. Nie wykonanie dekalogu i inne rzeczy, a jedno pragnienie, żywe i głębokie, nad wyraz prawdziwe dotykające serca i wypełniające duszę. Ostatnie kilka miesięcy były trudne dla mnie, więcej byłem oddalony od Pana. Te wszystkie doświadczenia sprawiły, że w pełni zrozumiałem, co to znaczy, że Jezus jest Drogą i tak naprawdę na tym świecie potrzebuję tylko tej Drogi.

Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że we mnie musi być tylko jedno pragnienie do Ducha Św.,  i świadomość stania się pustym naczyniem, które Duch Św. napełni. Żebym stał się pustym naczyniem oczyszczonym w Jezusie, muszę odwrócić się całkowicie od grzechu, zostawić to, co świat oferuje i zespolić się z Jezusem, abyśmy byli jednego Ducha.

Będąc w Jezusie, trwając w Nim uczciwie zgodnie z pierwszym przykazaniem, następuje wykonanie pozostałych przykazań. Tylko poddając się Jezusowi w praktyce, wypełni się zakon w nas. W ten sposób, że Jezus przychodzi do nas z zakonem w Nim wypełnionym i On będąc w nas UZDALNIA do jego wypełnienia.

My go ani nie wypełnimy, ani nie jesteśmy w stanie tego zrobić, ani nawet nie próbujmy sami, to nie ma najmniejszego sensu. Zresztą próbując sami już to pokazuje, że próbujemy SAMI, czyli bez Jezusa. Bez poddania się Mu.

Cała sztuka polega na właściwym nakierowaniu wolnej woli do... i czym każdego dnia napełniamy swoje serce i umysł. W rzeczywistości dużo nie musimy robić. Wystarczy tylko pierwsze przykazanie.

:) Łatwo powiedzieć. Ale szczerze, to musimy się Bogu poddawać każdego dnia. Zawsze na nowo nie tracąc czujności i nie napełniając serca i umysłu śmieciami. Zaczyna się od małego nic nieznaczącego śmiecia, a zanim się obejrzymy, już mamy cały kubeł pełny. Każdy z nas to zna.

Dlatego Bóg przykazuje... z całej siły, z całego serca i z całej myśli kochaj, trwaj, ufaj i pokładaj nadzieję w Bogu. Jeśli to każdego dnia zaczniemy uczciwie praktykować, Bóg będzie mógł wielkie rzeczy robić przez nas, jak przez apostołów w Słowie.



Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #7 dnia: 17 07 2011 o 18:29:58 pm »
Sebastianie,początek mojej drogi w kierunku Chrystusa lub jak wolisz za Chrystusem to właśnie pragnienie mojego serca za czymś nieznanym.To pójście w ślepo za Słowem:choć i zobacz.Poszedłem i zostałem wbrew sobie.Zostałem bo nie mam dokąd wracać.Moje trwanie nie opiera się na Dekalogu lecz na wierze w bezwarunkową miłość Chrystusa do mnie,która jest poza jakimkolwiek prawem.
Cytuj
Panie, idę za Tobą! Chcę się zmienić!... a po modlitwie żyją dalej po swojemu. To woła przewrotne serce.
To chyba nie tak bo jeśli jest to szczere wołanie grzesznika,który chce się zmienić to taka modlitwa wystarczy by dotrzeć do celu a co dalej się stanie to już nie ludzka w tym głowa.Chodzi o to nasze szczere pragnienie i nieustanne wołanie;"Jezusie,Synu Dawida ulituj się na de mną grzesznikiem".
Cytuj
Czemu tak mało jest ludzi dosłownie przemienionych na obraz Jezusa?
Nie nam to oceniać Sebastianie.Zobacz Chrystus był jeden jak palec a dal radę odkupić wszystkich.Nie wszyscy musimy być Chrystusami by się zbawić.Tu wystarczy wiara.
Cytuj
Nie wykonanie dekalogu i inne rzeczy, a jedno pragnienie, żywe i głębokie, nad wyraz prawdziwe dotykające serca i wypełniające duszę.
Tak Sebastianie wystarczy szczerze pragnąć a Bóg na pewno odpowie na nasze wołanie.Odpowie w odpowiednim czasie i po Swojemu nas zawoła z ogromna miłością.
Cytuj
Dlatego Bóg przykazuje... z całej siły, z całego serca i z całej myśli kochaj, trwaj, ufaj i pokładaj nadzieję w Bogu. Jeśli to każdego dnia zaczniemy uczciwie praktykować, Bóg będzie mógł wielkie rzeczy robić przez nas, jak przez apostołów w Słowie.
Bóg na pewno będzie robił Swoje ale niekiedy to co wielkie dla Boga w naszych oczach bywa malutkie i na odwrót.                 Pozdrawiam Cię              janusz f. :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #8 dnia: 17 07 2011 o 20:05:12 pm »
To chyba nie tak bo jeśli jest to szczere wołanie grzesznika,który chce się zmienić to taka modlitwa wystarczy by dotrzeć do celu a co dalej się stanie to już nie ludzka w tym głowa.Chodzi o to nasze szczere pragnienie i nieustanne wołanie;"Jezusie,Synu Dawida ulituj się na de mną grzesznikiem".

Miałem na myśli nieszczere wołanie do Boga. Słowo mówi gdzieś o gorących ustach i martwym sercu. Że ustami wyznajemy, a sercem co innego pragniemy.

Cytuj
Bóg na pewno będzie robił Swoje ale niekiedy to co wielkie dla Boga w naszych oczach bywa malutkie i na odwrót.

Dziękuję za te słowa, właśnie jeśli zacznę przestać patrzeć po swojemu na pewne sprawy Boże, to szybciej dam się ukrzyżować, aby pozostawić moją dotychczasową drogę i pozwolić Duchowi mnie prowadzić.
« Ostatnia zmiana: 17 07 2011 o 21:24:03 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #9 dnia: 17 07 2011 o 21:24:37 pm »
List do Galacjan


3,11-13A że przez zakon nikt nie zostaje usprawiedliwiony przed Bogiem, to rzecz oczywista, bo Sprawiedliwy z wiary żyć będzie. Zakon zaś nie jest z wiary, ale kto go wypełni, przezeń żyć będzie. Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: przeklęty każdy, który zawisł na drzewie.

3,23-24Zanim zaś przyszła wiara, byliśmy wspólnie zamknięci i trzymani pod strażą zakonu, dopóki wiara nie została objawiona. Tak więc zakon był naszym przewodnikiem do Chrystusa, abyśmy z wiary zostali usprawiedliwieni.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #10 dnia: 18 07 2011 o 18:38:28 pm »
Sprawa z Dekalogiem jest prosta i powinna się zakończyć na granicy wiary.Bo im więcej wiary tym mniej Prawa/Dekalogu/.Jezus Chrystus wypełnił Prawo ale nie w sposób religijny jakoby to nam się wydawało.Jezus Chrystus w imieniu Prawa oddal Swoje życie,zgodził się na niesprawiedliwą dla Siebie śmierć.Dla Prawa stał się "grzechem",grzesznikiem obarczony nie Swoja winą.Mimo to Prawo/Dekalog/skazał Go na śmierć i On tą śmierć przyjął.Uczynił to dla nas.Za nas oddal Swoje życie i dlatego dzisiaj Dekalog jest nam w gruncie rzeczy nie potrzebny.Mamy Chrystusa i to powinno nam wystarczyć by wzrastać w wierze.                                                              "Trudno jest nam umierać dla siebie - trudno jest przyjąć prawdę o tym, kim jesteśmy wobec Boga. Wydaje się nam, że mamy prawo żyć tak, jak chcemy. Ale w tym właśnie zasadza się grzech, że to ja z góry wiem, co jest dla mnie dobre, a co złe. To jest droga według logiki grzechu pierworodnego. Kiedy ja z całą pewnością wiem, jak powinienem żyć, jak powinni żyć obok mnie moja żona, mój sąsiad, koledzy w pracy, to wtedy Pan Bóg jest mi potrzebny ewentualnie do tego, by pobłogosławił mi w tym moim sposobie życia. A zatem w czym Pan Bóg ma mi błogosławić? Żeby mi się wygodniej grzeszyło; żeby mi się grzeszyło jak najbezpieczniej; żeby mój grzech wychodził mi na dobre. Taka w gruncie rzeczy jest koncepcja życia człowieka po grzechu pierworodnym, według której człowiek chce przeprowadzić swoją wolę, starając się nie obrazić (zbyt mocno) Pana Boga, a też niejednokrotnie przywołując pomocy Pana Boga czy różnych bożków. Jezus Chrystus przyszedł na świat i stał się jednym z nas nie po to, żeby zaspokoić pragnienia (pożądania) ludzi, by rozmnożyć chleb i ułatwiać ludziom życie według ich oczekiwań - chociaż to zrobił; nawet nie po to, żeby nauczać - chociaż to też zrobił. Po co zatem przyszedł? By nam pozwolić, żebyśmy z Nim zrobili to, co chcielibyśmy zrobić z każdym człowiekiem, który nam nie pasuje, który nam przeszkadza w realizacji naszej własnej koncepcji życia - żebyśmy Go ukrzyżowali. I On na to pozwolił. Ale Bóg Ojciec Go w tym nie opuścił - uczynił Go Mesjaszem i Panem wszystkiego, Panem żywych i umarłych. To jest serce Ewangelii, która nas wybawia z naszego zamknięcia się w sobie.

My, dzisiejsi chrześcijanie, przylgnęliśmy do Jezusa w chrzcie świętym. Ale często pozostajemy w tym na płaszczyźnie formalnej - zostaliśmy wpisani do księgi metrykalnej, nauczyliśmy się pewnych zwyczajów, w których znaleźliśmy nasze drogi, odmawiamy pewne modlitwy, pewnych grzechów nie czynimy, z pewnych się usprawiedliwimy, z pewnych się wyspowiadamy, ale trudno jest nam przylgnąć do końca do mentalności, do ducha Jezusa Chrystusa. A być chrześcijaninem to znaczy mieć ducha Jezusa Chrystusa, mieć Jego mentalność".                                       Pozdrawiam               janusz f.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #11 dnia: 18 07 2011 o 20:54:04 pm »
My, dzisiejsi chrześcijanie, przylgnęliśmy do Jezusa w chrzcie świętym. Ale często pozostajemy w tym na płaszczyźnie formalnej - zostaliśmy wpisani do księgi metrykalnej, nauczyliśmy się pewnych zwyczajów, w których znaleźliśmy nasze drogi, odmawiamy pewne modlitwy, pewnych grzechów nie czynimy, z pewnych się usprawiedliwimy, z pewnych się wyspowiadamy, ale trudno jest nam przylgnąć do końca do mentalności, do ducha Jezusa Chrystusa. A być chrześcijaninem to znaczy mieć ducha Jezusa Chrystusa, mieć Jego mentalność".

Cała sztuke polega na tym, że jeśli my próbujemy, to nigdy nam się nie uda. Pierwszym krokiem powinna być modlitwa o prawdę o nas samych. Duch Św. każdemu, kto szczerze pragnie zobaczyć, co w sobie ma, pokaże, oświeci jego wnętrze. Gwarantowane, że poczujemy obrzydzenie do siebie samych. Tak było w moim przypadku, zapragnąłem siebie poznać tam, gdzie moje oczy nie widzą, ale Bóg widzi. Zdawałem sobie sprawę, że prawda mnie uwolni i pomoże zbliżyć do Jezusa. Po tym, jak wiele razy mi pokazał, co w sobie mam, nie spodziewałem się, że aż tak bedę chciał porzucić siebie i grzeszne serce i za wszelką cenę żbliżyć się do Jezusa.

Drugim krokiem jest modlitwa o bojaźń przed Bogiem, bez bojaźni nie będzie możliwe trwanie w Jezusie, i pierwsze przykazanie. Największym krokiem jest odwracanie się od grzechu, od swojej mentalności, żyć aktualnym dniem, tą chwilą tu i teraz z Jezusem. Nie narzekać, nie zastanawiać się, nie biadolić, a z ufnością patrzeć na oblicze Jezusa.

Każdego dnia stawać się ubogim duchem. Całkowite zawierzenie. Jest to możliwe, zacząłem praktykować na poważnie pierwsze przykazanie i poddawanie się Bogu we wszystkim. Jestem bardzo mile zaskoczony, jak cudowną relację można z Nim mieć, a to dopiero początek przecież. Początek głębszego życia z Jezusem.

My nic nie możemy, dosłownie nic. Jeśli w czymkolwiek w sprawach duchowych i nie tylko będziemy próbowali sami używać swojej siły, nie damy rady, gdyż w powietrzu rządzi duch ciemności. On nigdy nam nie pozwoli żyć w pełnej radości, w zdrowiu, w miłości itd. Dlatego jest dane nam pierwsze przykazanie, najważniejsze. Wpuścić do serca Jezusa i pozwolić Mu, aby to On nas prowadził. Wtedy Jezus staje się tą Drogą. Nie wcześniej. Nie do tego momentu, kiedy to my kontrolujemy życie.

Trzeba się nauczyć chodzić w Bożej mocy, to On uzdolni nas do wszystkiego. Na każdym kroku polegać na Nim, dosłownie we wszystkim. Jeśli zaczniemy na Nim polegać w pełni, ze wszystkich sił i z całego serca, z całej myśli, On usunie z nas np. lenistwo, złość, irytację, wleje miłość do ludzi, rozwagę, rozsądek, mądrość itd.

W Jezusie jest wypełnienie zakonu, czyli tych dziesięciu przykazań. Tylko Bóg może uzdolnić naszego ducha do życia zgodnie na obraz Syna. Ludzie mówią często... trudne to, sam do niedawna tak mówiłem i myślałem. Teraz to u mnie się zmienia. Bo zrozumiałem, że do tej pory polegałem na sobie. W starciu z duchem ciemności nie miałem szans. Po to musimy się poddać Jezusowi.

On mówi o sobie, że jest Drogą i przeprowadzi nas przez wszystkie ciemne doliny. Mówi prawdę. U mnie rozpoczął się jakby głębszy etap umierania starego człowieka, tak, że za jakiś czas będę mógł powiedzieć, że żyje we mnie Jezus. Modlę się o pragnienia, o gorące serce, to tylko Bóg może w nas sprawić. My nic nie możemy. Modlę się o to, aby stać się naczyniem dla Ducha i świątynią Jego.

Niesamowite jest pragnienie do czystości, świętości, zanurzanie się w Nim, światłość, nektar życia, napawanie się Jezusem. Jedno jedyne pragnienie do Boga, odsuwam śmieci, siebie, nie chcę być sam dla siebie przeszkodą do zjednoczenia się z Jezusem. Ja siebie nie potrzebuję. Potrzebuję Jezusa. Jego miłości, obecności, niesamowicie wzrasta wiara, kiedy zaczynam dosłownie na Nim polegać. Patrzę w niebo i się uśmiecham. Czuję duchowo, że niebo patrzy na mnie i razem ze mną się raduje, że odradzam się z popiołów. Modlitwa i wiara. Ciągłe trwanie w Panu, pierwsze przykazanie. To klucz do żywej, namacalnej społeczności z Jezusem.

Wierzę, coraz mocniej wierzę w nowonarodzenie w pełni w Jezusie. Całkowite poleganie na Bogu doprowadzi nas bezpiecznie do dnia, kiedy Jezus przyjdzie w pełni chwały sądzić żywych i umarłych.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #12 dnia: 19 07 2011 o 18:28:22 pm »
Cytuj
Drugim krokiem jest modlitwa o bojaźń przed Bogiem, bez bojaźni nie będzie możliwe trwanie w Jezusie, i pierwsze przykazanie. Największym krokiem jest odwracanie się od grzechu, od swojej mentalności, żyć aktualnym dniem, tą chwilą tu i teraz z Jezusem. Nie narzekać, nie zastanawiać się, nie biadolić, a z ufnością patrzeć na oblicze Jezusa.
Pięknie toś Sebastianie napisał.To prawda,bo nawrócic się to zmienic kierunek drogi,którą kroczę.Jest to obrót o 180 stopni.Problemem zawsze jest grzech bo przecież on tak łatwo nie opuszcza nas.Należy pamiętac,że grzech jest tam gdzie jest Prawo/Dekalog/.Tam gdzie jest Chrystus nie ma grzechu.Toc to takie proste aż trudno w to uwierzyc.Sam po sobie wiem,że im bliżej Chrystusa tym mniej grzechu.Im bardziej zbliżam się do Dekalogu tym wyraźniej słyszę oskarżyciela,który ma rację domagając się śmierci dla mnie.Dla mnie są dwie drogi:pierwsza to Dekalog=Prawo,którą kroczy nasza religijnośc.drugą jest Chrystus,który zmienił o 180 stopni nasz los.Pierwsza droga jest z prądem tego świata,druga pod prąd.Osobiście wolę Chrystusa.                        Pozdrawiam           janusz f. :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #13 dnia: 20 07 2011 o 21:04:41 pm »
Nawrócenie skojarzyło mi się ze słowem NAWRÓT, czyli zawrócić. Pójść w przeciwną stronę. Człowiek nawróćony, to prawdziwie odwrócony od grzechu. Zwrócony do grzechu plecami, a twarzą do Jezusa.

Wspomniałem, że zacząłem poważnie praktykować pierwsze przykazanie. Powiem Wam, że warto. Z kilku powodów. Im więcej chcę być przy Jezusie, tym bardziej momentami naciska grzeszna natura. Im bardziej ona naciska, tym lepiej poznaję siedzący we mnie grzech. Im lepiej poznaję siedzący we mnie grzech, tym wyrażniej zdaję sobie sprawę ze swojej słabości, a z siły grzechu. I w takim momencie widzę niewykonalność dekalogu. To jest tak absurdalnie niewykonalne, że ten, kto myśli, że może przestrzegać dekalogu, musiałby albo nie ogarniać całej rzeczywistości, albo być "niespełna rozumu".

Tak więc, jak widzę niewykonalność dekalogu, pojawia się we mnie głębsza świadomość tego, czego tak naprawdę dokonał Jezus ofiarowując swoje życie za mnie i w sposób naturalny, bez tej obłudnej religijności w sercu rodzi się wdzięczność do Ojca, że poświęcił swego Syna, aby mnie wyswobodzić spod mocy zakonu.

Ojciec wiedział, że to jedyny sposób. Bardzo wielka szkoda, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia tej wyjątkowej, cudownej chwili, jaka rozegrała się tam na Golgocie. Wspaniała ofiara, jaką Bóg złożył w postaci Syna za uwolnienie nas spod przekleństwa dekalogu. Świat  nie zdaje sobie sprawy, w jakiej żyje religjności. Bardzo mnie przeraża ta niewiedza. I smuci.

Jezus jest tak blisko, bardzo blisko. Zostawiam wiele rzeczy, wiele zajęć, które są bezproduktywne. Oczywiście dla człowieka trzymającego z sercem grzesznym są one wyjątkowe i szalenie ważne. Nie potrafi bez nich żyć. Bóg mnie uwalnia od tych śmieci. Coraz więcej we mnie Jezusa. Cieszę się.

Bóg jest wielki. Modlę się cały czas o Jego mądrość, o wszystko, co Jego jest, pragnienia, myśli itd. Doprowadził do tego, że znikła we mnie próżność i lenistwo. :) Jeszcze coś wspaniałego zrobił. To co kiedyś nie potrafiłem samemu i praktycznie jest to niemożliwe z naszej strony, sprawił, że potrafię się w jednej chwili wyciszyć (nawet cały dzień), nie mieć w głowie myśli, żadnych rozmów sam na sam z sobą i być skierowanym na oblicze Jezusa. Ta postawa jest po to, aby być wyciszonym przed Bogiem i słyszeć Jego głos. Stan oczekiwania, czujności. To wszystko jest zawarte w praktykowaniu pierwszego przykazania. Szczerze i uczciwie, z całego serca i z całej siły. Ubogi duchem.

Naprawdę warto. Dopiero wtedy poznaje się stopniowo głębiej drogę, po której się ma kroczyć. Poznaje się siłę grzechu, jego natarczywość, swoją słabość i z dnia na dzień dociera do umysłu znaczenie tego, czego dokonał Jezus. W sposób naturalny rodzi się pragnienie scalania z Jezusem.

Dekalog to prawdziwe przekleństwo. Autentyczna śmierć. Powiem więcej, im bardziej się poznaje i rozumie, czy też ogarnia tę prawdę, tym więcej się czuje zbawienie w Jezusie. Im bliżej Jezusa, tym bardziej widzę, że naprawdę jestem w Nim zbawiony, oczyszczony, uświęcony.

Warto podjąć próbę z pierwszym przykazaniem. :) Naprawdę warto.
To wszystko to co piszę, to moje doświadczenia. Nie teorie, a praktyka. I najważniejsze, to Bóg mnie uzdalnia do trwania w Nim. Modlę się o to, a On sprawia, że jestem na Jego drodze. Sam nic nie jestem w stanie zrobić. Polegam na Nim całkowicie. Uczę się polegać.

Ps. Jeszcze jedno odnośnie wyciszonego umysłu. Pierwsze przykazanie szczególnie praktykuję w trudnych chwilach. Bo w takich momentach próbuje we mnie odezwać się grzeszny człowiek, próbuje podejmować sam decyzje. Wyciszony umysł i patrzenie na oblicze Pana sprawia, że nie traci się gruntu pod nogami i przychodzi natychmiast do Boga z zapytaniem i prośbą.. co mam w takiej sytuacji czynić Boże? Błogosław mi Panie swoją mądrością, wskaż mi najlepsze rozwiązanie według Ciebie, bo Ty wiesz najlepiej itd. Wyciszony umysł sprawia, że nie oceniam kogoś, nie ma we mnie gniewu ani irytacji, zachowuję pokój i cały czas polegam na Jezusie.
« Ostatnia zmiana: 20 07 2011 o 21:51:55 pm wysłana przez rebus »

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: DEKALOG ...sercem przyswojony
« Odpowiedź #14 dnia: 21 07 2011 o 11:13:15 am »
Nawrócenie skojarzyło mi się ze słowem NAWRÓT, czyli zawrócić. Pójść w przeciwną stronę. Człowiek nawróćony, to prawdziwie odwrócony od grzechu. Zwrócony do grzechu plecami, a twarzą do Jezusa.  (...)

Ps. Jeszcze jedno odnośnie wyciszonego umysłu. Pierwsze przykazanie szczególnie praktykuję w trudnych chwilach. Bo w takich momentach próbuje we mnie odezwać się grzeszny człowiek, próbuje podejmować sam decyzje. Wyciszony umysł i patrzenie na oblicze Pana sprawia, że nie traci się gruntu pod nogami i przychodzi natychmiast do Boga z zapytaniem i prośbą.. co mam w takiej sytuacji czynić Boże?

Zwróciłem uwagę na te dwa, pogłebione przez Ciebie, punkty Twoich rozważań. Nawrócenie to wiosłowanie pod prąd - a więc jakaś forma sprzeciwu wobec tego, do czego dąży świat. Ale ten sprzeciw nie jest realizowany drogą hałaśliwego buntu, lecz - jak to słusznie ująłeś - poprzez wejście w wyciszenie umysłu. Wyciszenie to dla mnie kluczowe słowo, które się pojawia w Twej wypowiedzi, bo pozwala ono na wyprzątnięcie z siebie wszystkiego, co zbędne - co nie tylko zagłusza i przysłania głos Jezusa, ale co jest ciężkim balastem, który człowiek często niesie na plecach.

Pojawia się więc pytanie: czy w życiu należy nastawiać się na realizowanie konkretnych CELÓW, czy też raczej szukać SENSU. Wczoraj dotarło do mnie, że to dwa różne sposoby wędrowania. W pierwszym przypadku ważny jest EFEKT, w drugim sama ŚWIADOMOŚĆ podążania wybraną drogą, czyli postawa wyrażająca 1) pragnienie, 2) otwarcie (nadzieję). Kiedy żyjemy pod jarzmem wytyczonych sobie celów, każde potknięcie traktujemy jako klęskę, a każde poczucie nieosioągalności celu poraża nas bezsilnością...
« Ostatnia zmiana: 21 07 2011 o 11:17:26 am wysłana przez AdamS »