Powinniśmy stale pamiętać że Bóg widzi nasze myśli, motywy oraz czyny.
Każdy z nas jest na swoim etapie rozwoju duchowego, ma swoje poznania i doświadczenia. Z początku myślałem o tym, że Bóg widzi we mnie wszystko, jednak póżniej w trakcie dalszego wzrostu odkryłem, że pod tą myślą chowa się obawa przed gniewem Boga. Teraz wiem, że to było nikłe poznanie Boga, praktycznie wcale go nie znałem, tylko mi się tak wydawało.
Zanim przejrzałem na oczy (zobaczyłem siebie całego prawdziwego) Jezusa znałem na oko 1 % (ale to dopiero po przejrzeniu mogłem zobaczyć, jak słabo znałem Pana). Po tym przejrzeniu nagle wiele się zmieniło. W modlitwie/relacji Jezusa znam na oko około 41%. O 40 % mniej więcej czuję lepszą relację i bliskość z Nim. To też oczywiście może być tylko wydawaniem się, jednak w relacji czuję obecność Pana o wiele wiele bliżej.
Dlatego ta myśl, żebyśmy pamiętali o tym, że Pan patrzy nam na ręce, kojarzy mi się z nie poznaniem Boga wystarczająco blisko, aby przestać mieć jakiekolwiek obawy i z ufnością zawierzyć mu swoją drogę/życie. Cyprysie, nie chcę przez to powiedzieć, że masz mały kontakt z Bogiem, absolutnie nie to mam na myśli.
Nie wiem, czy jest sens tak myśleć, jeśli człowiek nie pozwolił Bogu, aby On przyprowadził tego człowieka do lustra, gdzie zobaczy na wskroś swoje serce. Jeśli nie poznało się siebie na wylot, to niemożliwością jest mieć na 100 % świadomość całego brudu w sobie. I taki będzie się "starał" sam z siebie żyć tak, żeby Bogu się podobać. A to jest z góry skazane na porażkę. Dopóki nie dostanie człowiek poznania o sobie, może sobie mniemać na wszelkie sposoby, że jest grzesznikiem, ale Pan go wybawi. Tak, Pan wybawi, ale żeby przyjść prawdziwie skruszonym do Jezusa i dosłownie go uznać wszystkim w swoim życiu, należy wpierw poznać siebie jakim się jest naprawdę. Nie mały procent, a całego siebie.
Bóg pokazał mi moje serce przede mną samym i natychmiast zapragnąłem przyjść do Jezusa, a swoje JA zostawić, odsunąć na zawsze. Jezus jest wszystkim, czego potrzebujemy.
Można całe życie pamiętać o tym, że Bóg patrzy na ręce i serce nasze i co dalej? Człowiek będzie cały czas starał się własnymi siłami. O wiele lepiej poznać siebie i w pokorze pozwolić Jezusowi, aby to On został pasterzem.