Autor Wątek: Chrystus jest wszystkim  (Przeczytany 3464 razy)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Chrystus jest wszystkim
« Odpowiedź #75 dnia: 8 09 2011 o 14:06:54 pm »
Nie o taką pobożność mi chodzi, co mieli faryzeusze. Zupełnie się nie rozumiemy teraz. Powiedz mi, jak człowiek, który znalazł drogę w Jezusie może być religijny? Religijność nigdy nie prowadzi do Jezusa. Skoro nie masz odwagi, aby ze mną rozmawiać w pełni otwarcie, szkoda, zaakceptowałem to. Ja jestem inny. Ale też wiem, że każdy z nas inny jest i każdy na swój sposób potrzebuje czasu, innej drogi, sposobu. Twoje odczucia Januszu są błędne co do moich postów. Dopóki brak otwartości, to zawsze zabraknie pełnego zrozumienia. To czasem jest niestety męczące.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Chrystus jest wszystkim
« Odpowiedź #76 dnia: 8 09 2011 o 17:12:07 pm »
Sebastianie,właściwie pojęte chrześcijaństwo to jest właśnie stałe wyzwalanie człowieka: wyprowadzanie go z jego zamknięcia, z jego uporu, z jego skoncentrowania się na sobie. Taka postawa w dodatku nierzadko "okraszona" jest naszą pobożnością, a wówczas my, zamiast szukać woli Boga, czyli pozwalać, by nas otwierał i wyzwalał, zmuszamy Go, żeby nam błogosławił w naszym zamknięciu. Jesteśmy gotowi nawet do ponoszenia pewnych ofiar, pełnienia dobrych uczynków, poświęcania się, byle Pan Bóg spełnił to, czego my chcemy, co my uznajemy dla siebie za dobre. Nie wierzymy bowiem, że dobre jest dla nas to, co Pan Bóg nam przygotował, kim On jest dla nas dzień po dniu i co dla nas robi.
Wiem, że to brzmi prowokująco, że dla Ciebie to może być szokujące, a nawet może się z tym nie zgadzasz. To nie szkodzi. Ta trudna prawda niejednokrotnie bulwersuje, bo my nierzadko jesteśmy - także w naszej pobożności - hermetycznie zamknięci na to, co Bóg dla nas przygotował, więc widzimy Pana Boga przez wąską szparkę naszej wyobraźni. I do tego Boga z naszych wyobrażeń modlimy się, staramy się coś na Nim wymóc, a czasem mamy do Niego pretensje. W konsekwencji dochodzi do tego, że żyjemy w wewnętrznym stłamszeniu, zamknięciu, uporze, w braku jedności, stale walcząc między sobą.
To nie są sprawy wymyślone. Każdy, kto ma oczy otwarte na to, co się dzieje w jego życiu, i ma odwagę na to patrzeć, widzi to wszystko jak na dłoni.
Cytuj
Nie o taką pobożność mi chodzi, co mieli faryzeusze
Sebastianie,o jaką pobożnośc Ci chodzi?Na czym ona polega?
Cytuj
Powiedz mi, jak człowiek, który znalazł drogę w Jezusie może być religijny?
Niekiedy wydaje się nam,że idziemy drogą Jezusa.Skąd masz pewnośc,że idziesz za Jezusem?
Cytuj
Skoro nie masz odwagi, aby ze mną rozmawiać w pełni otwarcie, szkoda, zaakceptowałem to.
Sebastianie,nie warto wszyskiego mówic co się wie.Powolutku,jeśli pozwolisz dojdziemy i do pełnej nagości/otwartości/wobec siebie.Co nagle to po diable.Nie warto się śpieszy idąc za Chrystusem bo można Go wyprzedzic;i co wtedy?
Cytuj
To czasem jest niestety męczące.
Sebastianie,zobacz jesteśmy tu tylko we dwoje.Wszyscy pouciekali.Jak myślisz,dlaczego zostaliśmy sami?                              Pozdrawiam Cię                   janusz f. :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Chrystus jest wszystkim
« Odpowiedź #77 dnia: 8 09 2011 o 22:45:19 pm »
Wiem, że to brzmi prowokująco, że dla Ciebie to może być szokujące, a nawet może się z tym nie zgadzasz. To nie szkodzi.

Moje oczy są otwarte na to, o czym piszesz Januszu. Własnie o tym wczoraj pisałem. Z góry zakładasz, że czegoś nie rozumiem i próbujesz mi wytłumaczyć (te złote rady), jak ja akurat to bardzo dobrze rozumiem. To wszystko, to co piszesz, jest przede mną otwarte. Więc problemem może być albo mój przekaz, że piszę po swojemu i przez to inni mają problem z odbiorem mojego przekazu albo nie wiem co może być jeszcze.  W kazdym razie poznanie mamy te same, tyle, że problem jest ze zrozumieniem się.


 
Cytat: cytuj
Sebastianie,o jaką pobożnośc Ci chodzi?Na czym ona polega?

Ustępliwość, łagodność, cierpliwość, słuchanie, pokora, poleganie na Duchu Św., milczenie wtedy kiedy trzeba, a cielesnośc woła, aby krzyczeć i odpowiadać gniewem, oczekiwanie głosu Pana, wdzięczność za łaskę, uwielbianie w modlitwie, zachowanie czystości w sercu, zachowanie Słowa w sercu.

Po- bożność, jestem jakby pod Bogiem. On prowadzi, ja idę za Nim.  :) Pobożny, uznający Boga za swego Stwórcę, Pana, Nauczcyciela, Przewodnika. Życie po bożemu, zgodnie z Jego nauką. Przede wszystkim wdzięczny każdego dnia za Jego łaskę i miłosierdzie i to, czego dokonał na krzyżu. Inaczej nie umiem wytłumaczyć.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Chrystus jest wszystkim
« Odpowiedź #78 dnia: 8 09 2011 o 23:09:37 pm »

Cytat: cytuj
Powiedz mi, jak człowiek, który znalazł drogę w Jezusie może być religijny?


Niekiedy wydaje się nam,że idziemy drogą Jezusa.Skąd masz pewnośc,że idziesz za Jezusem?


Niedawno pisałem o tym, wkleję tu:

Na początku mojej drogi we mnie było pełno grzesznego człowieka, a malutko Jezusa. Po prawie dwóch latach od momentu nawrócenia we mnie są dwie natury na przemian. Czuję, jakby siedziało tam dwóch, oczywiście jest to przenośnia. Ostatnio bardzo na sile to wszystko przybrało,  natura ciemności się nie poddaje, jakby nasiliła się. Ale za chwilę reaguje natura światłości. I w tym momencie jest mi bardzo niewygodnie.

Chciałbym to opisać jakoś obrazowo. Jest tak niewygodnie, że nieświadomie oddalając się na chwilę od Jezusa (nie jestem na Nim skupiony) dociera do mnie hałas ze świata, jego szybkość, nerwowość, zmęczenie itd. W tym momencie jakby ktoś wchodził do mnie z butami nieproszony, rozgarnięty, hałaśliwy. To jest tak nieżnośne, niewygodne, że natychmiast odzywa się we mnie ktoś drugi. On przychodzi spokojny, wyciszony, łagodny. W tym momencie dociera do mnie, że oddaliłem się od Jezusa i natychmiast wracam poprzez pragnienie sercem.

Mam to ostatnio bez przerwy, bardzo często, przez całe dni. I widzę, że nie ma tej początkowej sytuacji, kiedy we mnie było więcej ciemności, a malutko światła. Teraz w tej chwili jest jakby połowa tego i tego, staram się to przedstawić obrazowo. Z dnia na dzień coraz mniej pasuję do świata. I będzie mi znacznie trudniej się żyło, już to widzę.

Oczywiście nie potrafię oddać tego co we mnie jest, w sposób szczegółowy i realistyczny. Może inaczej spróbuję. Na początku, kiedy było we mnie więcej ciemności, a mniej światła, to w ogóle nie widziałem w sobie działania Ducha. Czasem coś tam zobaczyłem, poczułem. Teraz sytuacja jest zupełnie inna, bez porównania. Bez przerwy Duch Św. pracuje we mnie nade mną (to wszystko widzę), mówi co mam robić, podpowiada na każdym kroku, błyskawicznie reaguje na różne sytuacje. Kiedy oddalam się od Niego, następuje natychmiast zmiana natury. Przychodzi druga strona i wciska mi się ze swoim jazgotem, i nie wytrzymuję. Natychmiast powracam do Ducha Św.

Najgorzej jest, kiedy swoją wolą zaprę się przeciw Duchowi i drążę pewną sprawę, która jest przeciwna Bogu. Wtedy grzech zaczyna dojrzewać i rodzi śmierć. A to oznacza twarde serce przed Bogiem. Wtedy znacznie trudniej jest słyszeć Ducha, a nawet wcale. Duch Św. wspaniale wtedy walczy o mnie, ale niestety twarde serce nie pozwala mi się ukorzyć, przynajmniej nie od razu. Jestem wdzięczny Duchowi, że nie ustaje w takich chwilach. Jedyny ratunek, to modlitwa i pokora. Całym sobą wołam i błagam. I dzięki wierze w Jego łaskę i miłosierdzie Duch Św. przychodzi, rozwala twierdzę okalającą moje serce i ożywia je w jednej sekundzie.

Januszu, ten kto praktykuje Słowo i uczy się słuchać Ducha, nie będzie miał problemów z odróżnieniem, czy chodzi w Duchu, czy w ciele. Wbrew pozorom nie jest to trudne. Trzeba to wypraktykować całą dobę każdego dnia. Nie rano i wieczorem w modlitwie, a resztę dnia po swojemu. Tak się nie da.

 I dlatego wierzę, że można odwrócić się od grzechu. Oczywiście mocą Ducha Św. Wierzę, bo Pan przez Słowo mi to pokazał.
« Ostatnia zmiana: 8 09 2011 o 23:19:16 pm wysłana przez rebus »