Sebastianie,właściwie pojęte chrześcijaństwo to jest właśnie stałe wyzwalanie człowieka: wyprowadzanie go z jego zamknięcia, z jego uporu, z jego skoncentrowania się na sobie. Taka postawa w dodatku nierzadko "okraszona" jest naszą pobożnością, a wówczas my, zamiast szukać woli Boga, czyli pozwalać, by nas otwierał i wyzwalał, zmuszamy Go, żeby nam błogosławił w naszym zamknięciu. Jesteśmy gotowi nawet do ponoszenia pewnych ofiar, pełnienia dobrych uczynków, poświęcania się, byle Pan Bóg spełnił to, czego my chcemy, co my uznajemy dla siebie za dobre. Nie wierzymy bowiem, że dobre jest dla nas to, co Pan Bóg nam przygotował, kim On jest dla nas dzień po dniu i co dla nas robi.
Wiem, że to brzmi prowokująco, że dla Ciebie to może być szokujące, a nawet może się z tym nie zgadzasz. To nie szkodzi. Ta trudna prawda niejednokrotnie bulwersuje, bo my nierzadko jesteśmy - także w naszej pobożności - hermetycznie zamknięci na to, co Bóg dla nas przygotował, więc widzimy Pana Boga przez wąską szparkę naszej wyobraźni. I do tego Boga z naszych wyobrażeń modlimy się, staramy się coś na Nim wymóc, a czasem mamy do Niego pretensje. W konsekwencji dochodzi do tego, że żyjemy w wewnętrznym stłamszeniu, zamknięciu, uporze, w braku jedności, stale walcząc między sobą.
To nie są sprawy wymyślone. Każdy, kto ma oczy otwarte na to, co się dzieje w jego życiu, i ma odwagę na to patrzeć, widzi to wszystko jak na dłoni.
Nie o taką pobożność mi chodzi, co mieli faryzeusze
Sebastianie,o jaką pobożnośc Ci chodzi?Na czym ona polega?
Powiedz mi, jak człowiek, który znalazł drogę w Jezusie może być religijny?
Niekiedy wydaje się nam,że idziemy drogą Jezusa.Skąd masz pewnośc,że idziesz za Jezusem?
Skoro nie masz odwagi, aby ze mną rozmawiać w pełni otwarcie, szkoda, zaakceptowałem to.
Sebastianie,nie warto wszyskiego mówic co się wie.Powolutku,jeśli pozwolisz dojdziemy i do pełnej nagości/otwartości/wobec siebie.Co nagle to po diable.Nie warto się śpieszy idąc za Chrystusem bo można Go wyprzedzic;i co wtedy?
To czasem jest niestety męczące.
Sebastianie,zobacz jesteśmy tu tylko we dwoje.Wszyscy pouciekali.Jak myślisz,dlaczego zostaliśmy sami? Pozdrawiam Cię janusz f.