Autor Wątek: Boży plan  (Przeczytany 2901 razy)

Offline nie płacz ewka

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 108
  • Pan jest mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan
Boży plan
« dnia: 9 05 2011 o 07:30:18 am »
Sens zawiedzionej nadziei

Pan Jezus zaprasza nas na dłuższą przechadzkę z Jerozolimy do Emaus (około dwunastu kilometrów) i pragnie nam ukazać sens zawiedzionej nadziei. Ludzkie serce pragnie takich lat, które tu, na ziemi, mogłyby być wypełnione szczęściem. To pragnienie występuje tak w skali indywidualnej, jak i społecznej. Tęsknimy za spokojnym życiem; bez cierpienia, bez trudności, bez problemów, aby wszystko układało się, jak tego chcemy. Niezwykle rzadko można spotkać ludzi, którzy przez kilka czy kilkanaście lat cieszą się takim spokojem. Ma to miejsce częściej u ludzi niewierzących, albo słabo wierzących. Natomiast w życiu prawdziwego chrześcijanina takich dłuższych okresów prawie w ogóle nie ma. Najczęściej wtedy, kiedy się już zaczyna realizować pragnienie naszego serca, coś się przewraca i wali w gruzy. Stoimy wówczas wobec nie spełnionych, nie zrealizowanych nadziei.

Tak samo było w życiu uczniów Chrystusa. Oto byli pewni, że nadchodzi upragniony moment dla ich ojczyzny. Tęsknili do wolności. Czekali, kiedy wreszcie władza namiestnika rzymskiego zostanie zlikwidowana, kiedy zostaną usunięte garnizony obcego wojska stacjonujące na ich ojczystej ziemi, kiedy naród samodzielnie zadecyduje o losach swojej przyszłości. To było już tak blisko. Pojawił się Mesjasz, królestwo mesjańskie tuż, tuż. Miał wielu uczniów i tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy sympatyków. Jednej nocy wszystko się zawaliło. Mesjasza aresztowano, najbliżsi uczniowie sparaliżowani strachem drżeli za zamkniętymi drzwiami, a reszta nie chciała się w ogóle przyznać do skazańca. Upłynęły już trzy dni, „a myśmy się spodziewali...”. Idą ze zwieszonymi głowami. Dołączył się do nich Chrystus i zaczyna tłumaczyć: „Te wasze pragnienia o szczęśliwym życiu na ziemi, o stworzeniu wspaniałej społeczności, sprawiedliwej, wolnej, o wielkich perspektywach, to budowanie zamków na lodzie. Przecież to nie jest istotne. Wasze pragnienia skoncentrowane tylko na ziemi, zawsze będą pragnieniami, które nie zaspokoją serca. Nie o to chodzi. Nie o takie skarby należy zabiegać. Trzeba było, by Mesjasz cierpiał, trzeba było, aby został zamordowany. Trzeba było...”.

Jezus ukazuje im sens zawiedzionej nadziei. Oni coraz lepiej rozumieją, serca ich pałają radością, ale jeszcze tak w pełni nie odkrywają tej nowej wartości, która nie mieści się im w głowie. Dopiero kiedy połamał chleb i rozdał im – poznali Go. Wtedy zrozumieli, że faktycznie nie o to chodzi czy ojczyzna jest wolna, czy nie, czy rządy sprawuje namiestnik rzymski, czy nie, czy obce wojska stoją na ich ziemi, czy nie. Człowiek mimo wszystkich ograniczeń doczesnych może być szczęśliwy, ponieważ wartości, które go uszczęśliwiają, są zupełnie innego rodzaju. Pełni tego autentycznego szczęścia nie kończą nawet wieczerzy, ale wracają do Jerozolimy, aby spotkać się z tymi, którzy już w tym szczęściu uczestniczą.

Nasze ludzkie pragnienia, nawet najpiękniejsze, są zawsze na naszą ludzką miarę. Natomiast Bóg pragnie nas uszczęśliwić na swoją miarę. Przygotował dary tysiące razy większe niż te, których pragniemy. Uczniowie wracając z Emaus byli w pełni szczęśliwymi ludźmi, lecz nie z powodu realizacji swych pragnień. Droga do szczęścia nie polega na realizacji naszych pragnień, lecz na realizacji pragnień Boga. To On potrafi nam dać to, co nas w pełni uszczęśliwi. Człowiek tak długo męczy się na ziemi, jak długo tego nie rozumie. Życie jego jest pasmem ciągłych rozczarowań. Ciągle buduje swoje zamki na lodzie i ciągle lód się topi, a plany rozpływają.

Chrystus wzywa nas do przeglądnięcia swego życia. Jest to pasmo różnych rozczarowań. Ileż to nadziei było w nas, kiedy rozpoczynaliśmy studia, kiedy planowaliśmy związek małżeński, ile nadziei związanych z wychowaniem dziecka, ze zmianą mieszkania, z powrotem do zdrowia, ileż nadziei... I przychodził moment, kiedy te nasze pragnienia nie zostały zrealizowane. To Bóg pragnie przez te wszystkie klęski ukazać nam skarb, którego mól nie zgryzie, złodziej nie ukradnie i rdza nie zniszczy. Ten skarb jest zbudowany na opoce, a opoką jest Zmartwychwstały Chrystus. Każde rozczarowanie, każda zawiedziona nadzieja ma niezwykle głęboki sens. Bóg wie, dlaczego nie spełnił naszych pragnień. On chce je spełnić w sposób tysiąc razy pełniejszy i doskonalszy.

Ks. Edward Staniek

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #1 dnia: 18 11 2011 o 18:12:29 pm »
Witaj Ester na Koinoni,
Cytuj
Nie rozumiem  dlaczego  ukryte pragnienie  serca mojego,   nie  jest  właśnie pragnieniem samego Boga we mnie?
Tu chodzi o Boga,który w Jezusie Chrystusie daje nam klucz do prawdziwej miłości.To nie ja mam być kochany lecz to ja mam kochać.Tak ja to pojmuję na dzisiaj.Choćby wszyscy na świecie kochali mnie to i tak ta miłość nie uszczęśliwi mnie bo źródłem mojego szczęścia jest kochanie innych.                                      Pozdrawiam Cię  :)              janusz f.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #2 dnia: 18 11 2011 o 18:56:37 pm »
Cytuj
Odpowiem więc tak:  źródłem  mojego szczęścia  jest  Obecność Boża, w której mogę kochać  innych   ???
Ester,Bóg w Jezusie Chrystusie kocha każdego człowieka bezwarunkową miłością.Ta miłość jednak nie uszczęśliwia ludzi bo klucz do naszego szczęścia jest w kochaniu innych a nie byciu kochanym.             :)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #3 dnia: 18 11 2011 o 20:35:43 pm »
Na wstępie chciałem powitać na naszym forum Ester, która od dłuższego czasu bezskutecznie pukała do naszych drzwi (przyznam, że winą było tu moje słabe rozeznanie w sprawach komputerowych i nowy program zainstalowany przez Zbyszka - program, którego jeszcze nie udało mi się rozpracować). W każdym razie cieszę się, że w końcu się udało! :)

Przechodząc do poruszonego tematu, z uwagą przeczytałem tekst zamieszczony przez Ewkę i przyznam, że porusza on struny, które są mi bardzo bliskie. Mianowicie odnosi się do wiary w kategoriach dynamicznego dzielenia się sobą, a nie budowania jakiegoś niewzruszonego monumentu. To prawda, że sytuacja wsród apostołów diametralnie zmieniła się po wyznaniu jezusa, ze Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć i po łamaniu chleba, na którym rzekł niezrozumiałe dla wielu słowa: bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje...

Nadzieja nie może być wiązana z dobrami ziemskimi, a nawet ze szczęściem doraźnym, jakie tu i teraz daje nam Bóg. To szczęście oczywiście trzeba doceniać i warto dać się przepełnić wdzięcznością za każdy taki dar otrzymany już w tym doczesnym bytowaniu. Jednak nie można z tym wiązać nadziei, bo wtedy ona legnie w gruzach, jak tylko przyjdą gorsze czasy. Nadzieja to coś więcej niż wyczekiwanie bezpiecznego i radosnego życia. Powiem więcej - nadzieja to coś więcej, niż optymistyczne sięganie w przyszłość, nawet tą pośmiertną. Bo nadzieja rozlewa się na wzystkie strony, obejmując nasz stosunek do przeszłości, przyszłości i tego co teraz...

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #4 dnia: 19 11 2011 o 12:53:42 pm »
Zastanawia mnie  fakt, że poprzez widzialną  formę  jaką są ustanowione sakramenty św.   doszliśmy  do instrumentalnego  traktowania  sacrum.   Serce się kroi.
Doświadczenie  wiary  pokazało  mi,  że  sama  celebracja i uczestnictwo  w sakramentach św.  bez  żywej obecności  człowieka  we wspólnocie  miłości , jedności  poprowadzą  tylko na manowce.

W pełni się zgadzam z tymi słowami Estery. Zbyt często chcemy sprowadzać wiarę do magii, zaklinając pewne gesty, słowa, czy święte przedmioty w coś, nad czym będziemy mogli zapanować... Oczywiście nie chcę przez to negować nabożeństw, celebracji, a tym bardziej pamiątki Ostatniej Wieczerzy, jaką zostawił nam Chrystus. Wszystko jednak winno być zewnętrznym wyrazem duchowego uczestnictwa, jak podniesione ręce Mojżesza – one również nie miały mocy magicznej, a jedynie były wyrazem głębokiego zawierzenia w Duchu...

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #5 dnia: 19 11 2011 o 13:49:01 pm »
Cytuj
A może  Janusza nie uszczęśliwia,  bo akurat  Danusię (Esterę) miłość  Boża uszczęśliwia i  prowadzi   :-[
Źródłem szczęścia, Danusiu, jest kochanie Boga CAŁYM SWOIM SERCEM, CAŁĄ SWOJĄ DUSZĄ, CAŁĄ SWOJĄ MOCĄ I CAŁYM SWOIM UMYSŁEM

Kto czyni coś „z całego serca”, czyni to bez nakazu, z radością. Nie można nikomu rozkazać czynić coś „z serca”, tym bardziej nie można nakazać kochać Boga. Przykazanie miłości nie jest żadnym prawnym przepisem. Jest ono wiekowym doświadczeniem Izraela, które on przekazał jako „mądrość życiową”: Człowiek, który doświadczył, kto to jest Bóg, będzie Go kochał z całego serca. Lud Boży wie na podstawie doświadczenia, że bez tej miłości nie utrzymamy się przy życiu.

Wezwanie do miłości „całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem” oznacza, że człowiek ma kochać Boga całym sobą. Nie ma niczego w nim, co byłoby wyłączone z tej miłości Boga.

Tak bezwarunkowo, tak bezgranicznie i bez zastrzeżeń miłować można tylko Boga. Ale czy może ktoś o sobie powiedzieć, że kocha Boga tak, jak tego się od niego oczekuje? Czy istnieją ludzie, którzy potrafili tak kochać Boga, i jak wygląda ich życie?                          :)                       janusz f.

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #6 dnia: 19 11 2011 o 14:09:31 pm »
Cytuj
Miłujcie się  wzajemnie, a będziecie mieli życie w sobie,  tak  mówi  Pan.
  Brak  miłości  wzajemnej  prowadzi  właśnie  do śmierci,  zewnętrzności , rozbicia jedności.
Danusiu, Słowo mówi tak «Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem» (por. J 13, 34). Polecam Ci     http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/przemowienia/mlodziez2007_27012007.html               :)                janusz f.   

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #7 dnia: 19 11 2011 o 20:58:22 pm »
Danusiu, a co powiesz o małżeństwie gdzie miłośc wzajemna po drodze wygasła i tylko jedna połowa plonie miłością i to właśnie dzięki niej rodzina trwa we wspólnocie ze sobą.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 Wszyscy zgrzeszyli i zostali pozbawieni chwały Bożej (Rz 3,23).

Skro została zaburzona ta zdolność bycia w komunii na wzór i podobieństw Boga, sam Bóg podjął jej odnowienie czy nawet lepiej trzeba powiedzieć nowe stworzenie. Ponieważ dotyczyło to wolnej natury człowieka, gdyż owo zwichnięcie stanowiło nadużycie danej człowiekowi wolności, jej naprawa musiała się dokonać w samej naturze i z dobrej wolnej woli. Tego nie mógł zrobić człowiek, bo właśnie wszedł w złe użycie swej wolności.

Musiałby stanąć przeciwko temu wszystkiemu, czym sam siebie niejako uczynił w grzechu i przez grzech. Takiej mocy jednak by wziąć na siebie to, co przeciwne i zwrócić się przeciwko sobie, czyli być gotowym na śmierć /skutek grzechu), człowiek jednak w sobie nie miał i sam z siebie jej nie ma. To może tylko Bóg, który jest tak dalece czystą miłością, że ze względu na kochanego zwraca się niejako przeciwko samemu sobie. Tak mówi o miłości Bożej Papież Benedykt XVI e encyklice Deus Caritas est (nr 10 i 12). 
               http://blogs.radiopodlasie.pl/bp/?p=920                   :)                   janusz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #8 dnia: 19 11 2011 o 21:57:36 pm »
 Witam Cię Danusiu serdecznie. :)

Nie rozumiem  dlaczego  ukryte pragnienie  serca mojego,   nie  jest  właśnie pragnieniem samego Boga we mnie?

Jest, myślę, że jest. Pragnienie tęsknoty do tego czegoś, czym na końcu okazuje się sam Jezus Chrystus. Problemem na początku jest kilka czynników, które utrudniają nam uwolnienie tego pragnienia na właściwy kierunek.

1) NIeświadomość sytuacji, w jakiej się znajdujemy (nienawróceni, początek drogi), czyli bycie w ciemności i te pragnienie, czyli głos wołającego Boga trudny w odczytaniu, bo jeszcze nie znany.
2) Swoją wolą zagłuszamy te głębokie delikatne pragnienie i włączamy nasz "świecki" umysł i pragnienia wychodzące z natury grzechu, z naszych przyzwyczajeń.

Czemu napisałem świecki? Bo ten, co się nie poddał temu głębokiemu, szczególnemu pragnieniu, jakże innemu od tych codziennych -  nie należy do Jezusa, gdyż nie poddając się Mu odrzuca go. Kiedy takie słowa mówię innym, to jakby prąd ich kopnął :) niewielu jest w stanie zaakceptować tę szczerą prawdę.

No ale przecież poddanie się Jezusowi, to poddanie się temu głębokiemu pragnieniu, które zawsze przyprowadzi do Jezusa. Wiele razy odrzucałem, bo wybierałem pragnienia do tego, co świat oferował. Kiedy jednak poddawałem się temu głębokiemu pragnieniu, radość mnie napełniała, kiedy np. w pieśni słyszałem słodkie imię Jezus, albo kiedy Słowo czytałem, poruszało głęboko mego ducha. Stopniowo ulegając temu wołaniu ożywiała się relacja, wzrost wiary, odnowa ducha.
I najważniejsze - spełnienie. Niczego więcej nie potrzebowałem, bo byłem pełny. Pełen Ducha Jezusowego.

Szukamy wszędzie, tylko nie u Jezusa. Tu jest ludzka obłuda. Bo śpiewamy do Jezusa, modlimy się do Jezusa, pytamy Jezusa, chodzimy do kościoła dla Jezusa, lecz nie poddajemy się do końca temu pragnieniu, które mówi np: zrób to teraz. A my albo odkładamy na póżniej, albo udajemy, że nie słyszymy tego wołania i wybieramy łatwiejsze, wygodniejsze, które najczęsciej prowadzi do miejsca, gdzie nie znajdziemy spełnienia. I jesteśmy różnego ducha, bez tego spełnienia, które jest tylko w Jezusie. A wmawiamy sobie nawet w takiej chwili, że wszystko jest ok, choć w głębi serca doskonale wiemy, że nie posłuchaliśmy i nie jest ok.

Ciekawy temat dała Ewa i rozwinęła Danusia. Za 30 minut wrócę i dalej pociągnę ;)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #9 dnia: 19 11 2011 o 23:36:14 pm »
Wszyscy zapewnie wiemy, że życie wieczne jest w Jezusie. Przed kilkoma minutami w trakcie modlitwy dostałem głębsze znaczenie... że Jezus jest życiem. Dotarło do mnie w jednej chwili, że ja trzymając się siebie, swoich pragnień, przyzwyczajeń trzymam się swego życia, które jest martwym życiem.

Trzymam się śmierci. I nie będę zbawiony, bo zbawienie jest tylko w Jezusie. Aby być zbawionym w Jezusie, muszę całkowicie porzucić swoje dotychczasowe życie. Swoją mentalność, przyzwyczajenia, wszystko, co było zbudowane nie na Jezusie, a na piachu, na próżni.

Mateusza 16,25 Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je.


Zbawienie nie przychodzi przez samą wiarę, tak ogólnie - wierzę, że Jezus jest Synem Bożym i każdy uważa, że jest zbawiony. Nie. To musi być wiara zrodzona ze zrozumienia, z pełnego poznania, czym jest Jezus.  Czyli życiem.  Przychodząc do Jezusa, powinniśmy wiedzieć, do kogo przychodzimy. Z serca powinno płynąć wieczne dziękczynienie za to, co zrobił na krzyżu. Naturalne dziękczynienie, wdzięczność.

Nie sądzę, aby ludzie mówiący, że wierzą w Jezusa, ale nie porzucili swojej drogi dla Jezusa będą zbawieni. Dlatego, że przez nie porzucenie swojej drogi nie mają możliwości w pełni poznać swego Zbawiciela. Żeby poznać Chrystusa, trzeba wyjść z łodzi, czyli porzucić wszystko co było stare i wziąć nowe.

Tak się składa, że dwa dni temu Pan przemówił do mnie przez pewne Słowo z księgi Ezechiela 11, 17-20, ze szczególną uwagą na 18 i 19 werset.

Przemówił do mnie z pewnym naciskiem, gdyż nie jestem jeszcze nowonarodzony. Jeszcze nie porzuciłem starego życia, choć widzę, że stopniowo jestem przygotowywany do porzucenia, właśnie przez coraz głębsze poznanie i zrozumienie. Werset 18 mówiący o ohydach i obrzydliwościach uświadomił mi, że tu chodzi o bałwochwalstwa i wszeteczeństwo.

I wbrew pozorom tego pełno jest w moim życiu. Do tej pory z bałwochwalstwem kojarzyły mi się modlitwy do boźków. Jednak po tym Słowie wiem, że bałwochwalstwem jest pragnienie czegoś przed Bogiem. I to może być cokolwiek. Oczywiście mówię tu o czymś, co sprawia, że zajmujemy się tym ponad miarę odsuwając Boga z serca, a ten przedmiot/zajęcie zapełnia nasze serce.

I 19 werset to jest nowina o nowonarodzeniu z mocy Ducha Św. Po porzuceniu tego wszystkiego, co przeszkadza w zjednoczeniu się z Bogiem. Czyli po odrzuceniu wszystkich boźków, którymi mogą być i są przedmioty i zainteresowanie nimi  ponad miarę z tego świata. A jest ich mnóstwo. Każdy  z nas musi sam te bożki odkryć i odrzucić, oczywiscie najlepiej przez modlitwę o prowadzenie w tym. Ja znam już swoje bożki i muszę je odrzucić.

Dopiero wtedy 20 werset staje się bardziej realny w życiu :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #10 dnia: 20 11 2011 o 00:07:43 am »
Tu chodzi o Boga,który w Jezusie Chrystusie daje nam klucz do prawdziwej miłości.To nie ja mam być kochany lecz to ja mam kochać.Tak ja to pojmuję na dzisiaj.Choćby wszyscy na świecie kochali mnie to i tak ta miłość nie uszczęśliwi mnie bo źródłem mojego szczęścia jest kochanie innych.


Hm, myslę, że żródłem jest Jezus i Jego miłość do nas w pierwszej kolejności. Musimy pozwolić poddać się Jego wołaniu, zaproszeniu do poznania Jego miłości do nas. Dopiero przez poznanie Jego miłości zapragniemy z Nim w pełni żyć i rodzimy się na nowo, aby światu objawić Jego miłość do każdego poprzez nas.

My nie jesteśmy sami w stanie kochać, jako grzesznicy, dopiero jako nowonarodzeni z mocy Ducha Św, z nowym duchem i z nowym sercem z miłoscią Jezusa kochamy innych tak jak Jezus kocha.

Jeszcze tego nie doświadczyłem poza pierwszą częścią :) ale domyślam się i mam już pewne poznanie, że tak chyba następuje prawdziwa miłość do innych. Nie z nas, a z Boga. A żeby z Boga, to trzeba wpierw Mu pozwolić nas na nowo stworzyć.



Ester,Bóg w Jezusie Chrystusie kocha każdego człowieka bezwarunkową miłością.Ta miłość jednak nie uszczęśliwia ludzi bo klucz do naszego szczęścia jest w kochaniu innych a nie byciu kochanym.

Żle to napisałeś Januszu. Jego miłość nas napełnia i uszczęsliwia, bo dzięki Jego miłości we mnie do mnie, jestem w stanie właśnie kochać innych, mam pokój w sobie, jestem łagodny, cieprliwy, umiem słuchać, zero irytacji i zniecierpliwienia, zero gniewu, jestem otwarty na innych, chętny do pomocy, do wspierania, do okazania miłości, czułości, danie uśmiechu. Bez Jego miłości do mnie nie jestem w stanie kochać innych, tak jak On kocha.

Jego miłość sprawia, że światło mnie napełniające dociera do innych.


W pierwszej kolejności mamy się nauczyć kochać Boga, nie ludzi. Nie umiemy kochać Boga, nie umiemy otwierać się na Jego miłość, która wraca do Niego jak bumerang w formie uwielbienia - nie będziemy kochać ludzi. Nie mamy tej mocy, bez Niego jesteśmy tylko egoistyczną masą.



 Filipian 2, 13 'Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was - i chcenie i wykonanie.

Dlatego wpierw szukajmy Bożego Królestwa, a resztą On sam się zajmie. :)
« Ostatnia zmiana: 20 11 2011 o 00:11:25 am wysłana przez rebus »

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #11 dnia: 20 11 2011 o 02:45:03 am »
Tylko Duch Święty jest w stanie kochać moją żonę i moje dzieci miłością jednostronną. Miłość gotowa na śmierć to cena i owoc śmierci Jezusa
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co to znaczy być kochanym. Nie wiem jak smakuje takie uczucie. Być może dlatego próbowałem bardziej kochać, niż być kochanym. Realne /codzienne/ życie pokazuje mi, że nie mam mocy kochać nawet tych, którzy mnie kochają, a co dopiero tych, którzy mnie nienawidzą.
Grzech zniszczył we mnie zdolność prawdziwego kochania /umierania, życia przeciwko sobie/. Dlatego musiałem zabić Chrystusa, by teraz nie bronić się przed zasłużoną śmiercią. Potrzebuję umierania, by żyć już nie dla siebie, lecz dla innych. Potrzebuję Ducha Świętego, który uzdolni mnie do chwalebnego krzyża… :)
Cytuj
Miłość  nie wygasa  po prostu zmienia formę   :P  tak, między  małżonkami.   A tak na marginesie  skąd  Twoje niepokoje?

      Doświadczasz czegoś?  Czy przeczuwasz?

     Jestem praktykiem,  nie cierpię teorii.

    Chyba  dlatego  Jezus mnie tak   zachwycił. 
Danusiu,cała Biblia to tylko historyczno-teologiczna teoria, która by być żywym Słowem potrzebuje naszego ciała/życia/.
Cytuj
    Ester,Bóg w Jezusie Chrystusie kocha każdego człowieka bezwarunkową miłością.Ta miłość jednak nie uszczęśliwia ludzi bo klucz do naszego szczęścia jest w kochaniu innych a nie byciu kochanym.


Żle to napisałeś Januszu. Jego miłość nas napełnia i uszczęsliwia, bo dzięki Jego miłości we mnie do mnie, jestem w stanie właśnie kochać innych, mam pokój w sobie, jestem łagodny, cieprliwy, umiem słuchać, zero irytacji i zniecierpliwienia, zero gniewu, jestem otwarty na innych, chętny do pomocy, do wspierania, do okazania miłości, czułości, danie uśmiechu. Bez Jego miłości do mnie nie jestem w stanie kochać innych, tak jak On kocha.
Sebastianie,to dlaczego jest tylu nieszczęśliwych ludzi na świecie? Przecież Bóg kocha każdego człowieka.Boża miłość jest bardzo często teoretyzowana w życiu człowieka,który oczekuje dowodów praktycznych.Bóg w Jezusie Chrystusie udowodnił aż nadto swoją miłość do każdego człowieka jednakże dzisiaj ten sam Bóg/Jezus Chrystus/ potrzebuje ukonkretnić się w naszym życiu.Szczęście, przynajmniej moje, jest właśnie w odpowiedzi na Bożą miłość.Wtedy jestem szczęśliwy gdy doświadczam na swojej skórze Chrystusa żywego.           Pozdrawiam              janusz

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #12 dnia: 20 11 2011 o 09:27:18 am »
"Klucz do szczęścia jest w kochaniu, a nie byciu kochanym" - to słowa, które specjalnie ręcznie przepisałem z postu Janusza, bo warto uczynić je przedmiotem rozważań na całą dzisiejsza niedzielę... Bóg nas kocha, ale w tej miłości możemy odnaleźć szczęście doppiero wtedy, gdy sami zaczniemy kochać.

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #13 dnia: 20 11 2011 o 18:32:12 pm »
      Wątek  dotyczy  wędrówki uczniów  do Emaus  i  wczoraj  myślałam Adamie  o  pięknym momencie w którym uczniowie rozpoznali   Jezusa przy łamaniu chleba.  Czuli się także szczęśliwi  podczas dialogu w tej wędrówce z Jezusem,  jeszcze wtedy nie wiedzieli czy to Pan ?
 

To bardzo istotne spostrzeżenie: dlaczego znając dobrze Jezusa, uczniowie nie rozpoznali Go podczas wędrówki, choć serce w nich pałało? Być może Jezus po śmierci jawi się w takim obliczu, w jakim chce - a może prawdziwie uobecnia się w KAŻDYM? Jest tu więc klucz do zrozumienia dzisiejszych słów czytanych w kościołach katolickich: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili."

To nie żadna metafora, że czyniąc coś bliźniemu, czynię to samo Jezusowi. Bardzo głęboko czuję, że sens tych słów dotyka prawdziwej obecności Jezusa - nie w charakterze "podstawionego" człowieka, ale człowieka jak najbardziej realnego - z jego słabościami, grzechami, ułomnościami - w nim również przejawia się Chrystus: przeżywający lęk, osamotniony, cierpiący, obnażony, opluwany, wreszcze ukrzyżowany i konający...

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Boży plan
« Odpowiedź #14 dnia: 20 11 2011 o 18:33:23 pm »
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co to znaczy być kochanym. Nie wiem jak smakuje takie uczucie. Być może dlatego próbowałem bardziej kochać, niż być kochanym.
Grzech zniszczył we mnie zdolność prawdziwego kochania /umierania, życia przeciwko sobie/. Dlatego musiałem zabić Chrystusa, by teraz nie bronić się przed zasłużoną śmiercią. Potrzebuję umierania, by żyć już nie dla siebie, lecz dla innych. Potrzebuję Ducha Świętego, który uzdolni mnie do chwalebnego krzyża.


Nie, Ty nie zabiłeś Chrystusa, On sam wykonał wolę Ojca. Nie miałbyś odwagi go zabić ot tak, choć rozumiem Twoje przesłanie. Potrzebujesz nowego serca, zdolnego do kochania innych. I nowego ducha. Jeśli mówisz, że grzech zniszczył w Tobie zdolność kochania, to znaczy, że jeszcze nie narodziłeś się na nowo.

Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co to znaczy być kochanym. Nie wiem jak smakuje takie uczucie. Być może dlatego próbowałem bardziej kochać, niż być kochanym.


Sebastianie,to dlaczego jest tylu nieszczęśliwych ludzi na świecie? Przecież Bóg kocha każdego człowieka.Boża miłość jest bardzo często teoretyzowana w życiu człowieka,który oczekuje dowodów praktycznych.

Odpowiedziałeś sobie na te pytanie sam. Piszesz, że nie wiesz, jak smakuje takie uczucie. To mam rozumieć, że jeszcze nie poznałeś namacalnie, realnie Bożej miłości do Ciebie? Powiedz mi w takim razie, jak można kogoś kochać, skoro samemu się nie zna tej miłości? Jak można dać komuś coś, czego samemu się nie doświadczyło?

Na te pytanie potrafisz odpowiedzieć doskonale Januszu, dlaczego tak wielu jest nieszczęśliwych pomimo obecności Bożej. Pytanie, gdzie jest Bóg obecny, czy w sercu tych nieszczęśliwców, czy czeka, aż go zaproszą do swego życia? Jedni nie wiedzą, jak do Boga przyjść, jak go znaleźć, inni wolą ponarzekać, poutyskiwać, zamiast poddać się pod Bożą miłość i trwają dalej w swej niedoli.

Przypomnij sobie Izraelitów po wyjściu z Egiptu, 40 lat tułania się po pustyni. Cały czas utyskiwali, narzekali, a Bóg był z nimi i czekał, kiedy na Niego spojrzą i poproszą o prowadzenie. Gdyby wtedy przed upływem 40 lat, na samym początku drogi poddali sie Mu, nie tułali by się tyle czasu. Teraz też to mamy, nic się nie zmieniło od tamtych czasów.

Ludzie są nieszczęśliwi, bo większość wybrała ciemność. Byłem zaskoczony w rozmowach z tymi, co żyją w ciemności. Myslałem, że oni nie mają świadomości o Bogu, jakże byłem zdziwiony, kiedy dowiedziałem się, że znają. Znają, ale wolą swoje życie i oburzają się na mnie, kiedy wspominam o Jezusie.

Oczywiscie nie jest to znanie Boga w intymnej relacji, a obraz wyniesiony z nauk kościelnych. I dlatego mamy to co mamy. Wielu wierzy w Jezusa, ale nie porzucają starego życia, aby na nowo się narodzić. Wybrali utyskiwanie i narzekanie, wolą być nieszczęsliwymi i szukają szczęścia w dobrach doczesnych. Dlatego są nieszczęśliwi. Bałwochwalstwo i wszeteczeństwo panuje. Coraz mocniej to gołym okiem dostrzegam, od kiedy Pan coraz głębiej mnie wprowadza w moje życie, abym w pełni przejrzał i zrozumiał, że tylko i wyłącznie Jezus jest źródłem miłości, radości, spełnienia, czystości i życia.